Alkohol i lotnictwo to mieszanka wybuchowa
Samolot British Airways na lotnisku Fot. 1000 Words/Shutterstock

Kilkuset turystów wracających z Barbadosu do Londynu musiało mocno się zdenerwować, gdy ich lot został odwołany. Winni zamieszania okazali się pracownicy linii British Airways. Obsługa urządziła w hotelu imprezę, która dla części z nich skończyła się utratą przytomności.

REKLAMA

Zamiast spokojnego powrotu do Wielkiej Brytanii, turystów czekał przymusowy wydłużony pobyt na Karaibach. Taki los spotkał 336 pasażerów lotu z Bridgetown do Londynu. Powód zmiany planów wykracza jednak poza awarie techniczne czy złe warunki pogodowe, do których podróżni są przyzwyczajeni. Tym razem samolot nie wystartował, ponieważ personel pokładowy stracił umiar podczas imprezy w hotelowym barze.

Z baru do pokoju na rękach. Tak bawiła się załoga British Airways

Do gorszących scen doszło w hotelu, w którym zakwaterowano pracowników linii British Airways. Jak podaje "The Sun", inni goście hotelowi mieli z niedowierzaniem przyglądać się, jak na zaledwie kilka godzin przed planowanym startem piloci i stewardesy zamawiają kolejne drinki. Całe zajście zostało nagrane. Grupa osób pracujących dla brytyjskiego przewoźnika, zauważywszy, że jest nagrywana, miała wybełkotać: "Jesteśmy załogą British Airways – i co z tego?".

Świadkowie relacjonują, że alkohol lał się strumieniami, a zachowanie załogi wymknęło się spod kontroli. Jedna ze stewardes zaczęła wymiotować, a jej kolega z personelu pokładowego upił się do tego stopnia, że stracił przytomność. Do pokoju musieli zanieść go inni uczestnicy imprezy.

Gdy sprawa wyszła na jaw, zapadła decyzja o odwołaniu planowanego lotu. Czterech najbardziej pijanych członków załogi zostało zawieszonych na czas trwania śledztwa. Co ciekawe, imprezowicze wrócili do Londynu dopiero w kolejnych dniach, ale już nie w roli załogi, lecz jako zwykli pasażerowie.

Przewoźnik potwierdził, że wobec pracowników wyciągnięto konsekwencje. W firmie ruszyło dochodzenie. British Airways podkreśla w oświadczeniach, że od swoich ludzi wymaga profesjonalizmu. Niestety, ucierpiała na tym przede wszystkim reputacja linii.

Piwo o 5 rano? Branża lotnicza ma dość pijaństwa

Impreza załogi British Airways wpisuje się w szerszy problem z alkoholem, z którym od dawna walczy rynek lotniczy – chociaż zazwyczaj to nie pracownicy, a pasażerowie wywołują burdy. Przewoźnicy tracą już cierpliwość do ludzi, którzy traktują podróż samolotem jak wstęp do wakacyjnej imprezy. Dobrze widać to na przykładzie irlandzkiego przewoźnika: Ryanair i jego polityka zero tolerancji to pomysł nagresywnymi pasażerami.

Głośny apel w tej sprawie wystosował niedawno szef Ryanaira, który domaga się wprowadzenia restrykcji w sprzedaży alkoholu na lotniskach, zwłaszcza w godzinach porannych. Obecny brak limitów sprawia, że urlopowicze zaczynają pić jeszcze przed wejściem na pokład samolotu. Skala tego zjawiska okazuje się ogromna. Na łamach naTemat wielokrotnie pisaliśmy o problemach wywoływanych przez pijanych i agresywnych pasażerów.

W Wielkiej Brytanii cierpliwość rządu również się wyczerpuje. Trwają tam rozmowy nad stworzeniem lotniczej "czarnej listy". Agresywny turysta, który przesadzi z procentami i wywoła awanturę na pokładzie, dostałby zakaz latania wszystkimi liniami w kraju. Podobne kroki zapobiegające awanturom podjęły już niektóre linie w USA (np. American Airlines czy United), wycofując alkohol ze swoich pokładów.