
Podróżując po świecie, spotykamy się z wieloma nacjami i kulturami, czy tego chcemy, czy nie. Najczęściej wpływa to dobrze na nasze horyzonty i pozwala otworzyć się na innych ludzi. Niestety, jedna grupa turystów bywa wyjątkowo uciążliwa. Trudno nad nimi zapanować za granicą, ale i w kraju.
Kilka nacji podróżników mocno wybija się na tle innych i jeśli dużo podróżujecie, to na pewno szybko ich rozpoznacie. Rosjanie są dumni i często uważają się za lepszych od innych. Młodzi Niemcy przesadzają z procenatmi na imprezach, za co nie przepadają za nimi na Majorce, ale i tak są znacznie przystępniajszą grupą od Brytyjczyków. W skali Europy to właśnie podróżni z Wysp przysparzają najwięcej problemów. I to nie tylko za granicą, ale i podczas wakacji krajowych.
Brytyjczycy na wakacjach nie mają hamulców. Dla nich to niekończąca się impreza
Nie chcę mówić, że wszyscy turyści z Wielkiej Brytanii są źli, ale rzeczywiście to z nimi najczęściej mam niemiłe doświadczenia podczas swoich wyjazdów. Brytyjczyka można bowiem poznać z daleka po głośnym zachowaniu i zamiłowaniu do alkoholu oraz przesiadywania w barze.
I wiecie, w tym, że ktoś lubi się bawić, nie ma niczego złego. Jednak we wszystkim trzeba znać umiar, a oni mają duży problem zwłaszcza z napojami procentowymi. Dowód? Niedawno lot British Airways został odwołany, bo załoga "poszła w tango" przed startem. Niektórzy balowali tak, że tracili przytomność.
O turystach z Wysp wiele mogą powiedzieć także mieszkańcy Krakowa. Był okres, kiedy to właśnie w stolicy Małopolski Brytyjczycy urządzali sobie wieczory kawalerskie. Niestety, interwencje policji i niemoralne wybryki były wówczas na Rynku stałym elementem każdego wieczoru. Osobiście zaliczyłam spięcie z pijanym Brytyjczykiem w Tajlandii, ponieważ ten w hotelu, zamiast uszanować chęć innych do odpoczynku w godzinach nocnych, wolał balować i zachowywać się zdecydowanie zbyt głośno. I okazuje się, że podobnie wygląda to także w wakacyjnych kurortach w Wielkiej Brytanii.
Zobacz także
Brytyjczycy chcą ukrócić balowanie Brytyjczykom. Mandaty wyniosą nawet 1000 funtów
Problemy z kulturalnym zachowaniem Brytyjczycy mają nawet podczas wakacji we własnym kraju. Popularnymi kurortami są tam Margate i Ramsgate w hrabstwie Kent. Oba miasta leżą dość blisko Londynu, a przy okazji zachwycają pięknymi i szerokimi plażami. Oba te czynniki sprawiają, że w wakacje nie brakuje tam turystów.
Jednak cały ten tłum lubi się mocno zabawić, a to nie kończy się dobrze. Załatwianie potrzeb fizjologicznych na zewnątrz to norma. Dodatkowo pijani turyści wszczynają bójki i się awanturują. Z tego powodu lokalni mieszkańcy nie czuli się bezpiecznie i po prostu zaczęli wyprowadzać się w miejsca, w których nie ma tak wielu odwiedzających.
W ramach reakcji na tę stale pogarszającą się sytuację lokalne władze wprowadziły Rozporządzenie o Ochronie Przestrzeni Publicznej. To właśnie na jego podstawie w Margate i Ramsgate obowiązuje całoroczny zakaz spożywania alkoholu na ulicach. Za jego złamanie grozi 100 funtów mandatu, a jeśli ukarany go nie zapłaci, wówczas kara wzrośnie aż do 1000 funtów.
To jednak nie koniec. Burdy wywoływane przez podróżnych pod wpływem zmusiły władze do wprowadzenia jeszcze jednego rozwiązania. W rejonach Broadstairs, Cliftonville West, Margate i Ramsgate służby będą mogły skonfiskować ludziom alkohol. To konsekwencja regularnych bijatyk na plażach w Broadstairs i Margate, a także napaści na ludzi na stacji kolejowej w Margate. Program na razie wprowadzono testowo na okres trzech lat.
I oczywiście pamiętajmy, że Polacy też lubią zabawić się podczas wakacji. Jednak nam wszyczynanie burd nie zdarza się zbyt często. Zamiast tego nasi podróżni woląsprawdzać ile alkoholu można przywieźć z wakacji, żeby cieszyć się zagranicznymi trunkami w domach.






