UE nie chce zawiesić systemu EES
Kolejki na europejskich lotniskach Fot. BalkansCat/Shutterstock

Mimo apeli linii lotniczych, które ostrzegają przed paraliżem w szczycie sezonu wakacyjnego, Komisja Europejska nie zamierza zawieszać systemu wjazdu Entry/Exit System (EES). Chociaż w ostatnim czasie na jednym z lotnisk 150 pasażerów nie zdążyło wejść na pokład samolotu, UE przekonuje, że przewoźnicy przesadzają.

REKLAMA

System EES, który od kwietnia tego roku ruszył pełną parą i zastępuje tradycyjne stemplowanie paszportów, wymaga od obywateli państw spoza UE (w tym Brytyjczyków) rejestracji odcisków palców i skanu twarzy przy pierwszym wjeździe do strefy Schengen. Przy kolejnych podróżach te dane są automatycznie weryfikowane.

Niestety, europejskie lotniska okazały się zbyt słabo przygotowane, by sprawnie przyjąć tłumy turystów wyruszających na wakacje na początku lipca. Na porządku dziennym są teraz informacje o opóźnieniach i zatorach na lotniskach. Mimo apeli linii lotniczych, które nawołują do zawieszenia systemu przynajmniej do września, UE nie zamierza wycofywać się z tego, co sobie założyła.

Chociaż kontrole EES dotyczą jedynie podróżnych posiadających paszporty spoza Unii Europejskiej i strefy Schengen, zatory na lotniskach odczuwają także Polacy. Funkcjonariusze na lotniku obsługują jednocześnie zarówno obywateli UE, jak i tych z państw trzecich, a niedobór personelu sprawia, że czas oczekiwania wydłuża się dla wszystkich podróżnych.

Wakacyjny paraliż na lotniskach? Przewoźnicy alarmują

Branża lotnicza od kilku tygodni bije na alarm. O pokładach cierpliwości, których obecnie wymaga podróż do Europy, informuje swoich obywateli nawet Australia. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) informuje o opóźnieniach i pasażerach, którzy przez nowe procedury tracą przesiadki m.in. w Hiszpanii, Portugalii, Włoszech czy Grecji.

Ryanair już od dawna bije na alarm ws. chaosu na popularnych lotniskach turystycznych, takich jak Alicante, Malaga czy Majorka. Co szczególnie istotne dla Polaków, jako jeden z najgorszych punktów kontrolnych Ryanair wskazał również lotnisko w Krakowie. A kiedy Unia okazała się głucha na argumenty logistyczne, irlandzki przewoźnik zaczął w apelach odwoływać się do dobra pasażerów i ich rodzin, którzy przez europejskie "widzimisię" traktowani są jak króliki doświadczalne nowego systemu.

Kontrole działają. 44 tysiące osób odprawionych z kwitkiem

Jak podaje "The Guardian", Komisja Europejska patrzy jednak na sprawę inaczej niż przewoźnicy. Zdaniem Brukseli problem jest niewielki. Spośród 1,5 tysiąca unijnych przejść granicznych urzędnicy zidentyfikowali zaledwie 20 "trudnych punktów", w których dochodzi do zatorów. Urzędnicy twierdzą też, że wyłączenie systemu w kilku krajach wywołałoby jeszcze większy chaos. Podróżni mogliby zostać błędnie uznani za osoby, które przekroczyły limit 90 dni pobytu w strefie Schengen, co skutkowałoby zakazem wjazdu przy kolejnej podróży.

Dla UE najważniejsze są statystyki, które mają dowodzić, że system EES spełnia swoją rolę. Od momentu jego wdrożenia zarejestrowano już około 110 milionów podróży, a ponad 44,5 tysiąca osób zostało cofniętych przy próbie wjazdu na teren Unii.