
Parlament Europejski przedłużył obowiązywanie Chat Control 1.0, mimo wyraźnych podziałów wśród europosłów i krytyki ze strony ekspertów ds. prywatności. Decyzja oznacza, że dostawcy usług internetowych nadal będą mogli dobrowolnie skanować niezaszyfrowane wiadomości użytkowników w poszukiwaniu nielegalnych treści. Zwolennicy wskazują na ochronę dzieci, przeciwnicy ostrzegają przed niebezpiecznym precedensem masowej inwigilacji obywateli UE.
Parlament Europejski zadecydował o przedłużeniu działania aktu Chat Control 1.0. W praktyce oznacza to, że dostawcy usług (przede wszystkim Big Techy) mogą "dobrowolnie" skanować wszystkie niezaszyfrowane wiadomości w poszukiwaniu treści niezgodnych z prawem.
Domyślnie chodzi tu o materiały przedstawiające wykorzystanie dzieci. Propagowanie tego typu treści w sieci jest niewątpliwie problemem, jednak to, jak PE chce rozwiązać tę kwestię, budzi sprzeciw aktywistów ze świata cyberbezpieczeństwa i osób, którym zależy na wolności słowa i korespondencji.
Sprawa budzi też mieszane uczucia po stronie samych europosłów. Większość z nich nie popiera założeń Chat Control 1.0. W głosowaniu wzięło udział 607 europosłów, 314 było za odrzuceniem Chat Control 1.0, 276 poparło przedłużenie obowiązywania aktu prawnego (w tym zresztą bardzo liczna reprezentacja z Polski), a 17 z nich wstrzymało się od głosu. Aby Chat Control 1.0 nie weszło w życie, "za" musiałoby zagłosować 361 europosłów.
Termin przegłosowania prawa nie wydaje się przypadkowy. Przypadł on na ostatni dzień obrad przed sierpniową przerwą. Obrady PE wracają dopiero 14 września. Biorąc pod uwagę, że mowa tu o głosowaniu, w którym kluczowa była frekwencja (wymóg bezwzględnej większości), ustalenie daty głosowania w okresie wakacyjnym budzi pewne wątpliwości. Na sali zabrakło bowiem aż 113 europosłów.
Jak Chat Control 1.0 wpłynie na przeciętnego użytkownika sieci?
Głos w tej sprawie zajęli przedstawiciele firmy Tuta (wcześniej: Tutanota), która od wielu lat rozwija open-source'owe rozwiązanie pozwalające na w pełni szyfrowaną komunikację. Usługa Tuta wykorzystywana jest przede wszystkim przez dziennikarzy, aktywistów, organizacje pozarządowe i polityków, ale jest ona dostępna dla każdego.
"UE kontynuowała umieszczanie głosowania na agendzie, aby uzyskać wynik, na którym jej zależało od samego początku. To nie jest demokratyczne" – czytamy w oświadczeniu firmy. Według przedstawicieli Tuta, wraz z wejściem Chat Control 1.0:
- Każde zdjęcie, każda wiadomość, każdy plik, który wyślesz, będzie automatycznie skanowany przez Big Techy.
- Nastąpi masowa inwigilacja 450 milionów obywateli UE bez żadnych nakazów sądowych.
- W praktyce każdy obywatel zostaje uznany za z góry podejrzanego.
Co robić, jak żyć? Prywatność jest luksusem
Chat Control 1.0 będzie dotyczyć przede wszystkim komunikacji, która nie jest w żaden sposób szyfrowana. Póki co, bo w przypadku wersji 2.0 sytuacja może wyglądać inaczej.
Jak słusznie zauważa Tuta, by zapewnić sobie podstawową prywatność, warto nie tylko przenieść się na rozwiązanie szyfrowane (co i tak dla wielu osób jest dużym wyrzeczeniem), ale także zrezygnować z Windowsa i MacOS w przypadku laptopów i komputerów, a także iOS i Androida w przypadku smartfonów.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Istnieją alternatywne systemy operacyjne, które mogą znacząco utrudnić (lub uniemożliwić) przechwycenie przez Big Techy prywatnej komunikacji. Tworzy to zresztą odrębny problem.
Omijanie Chat Control 1.0 jest możliwe i wymaga jedynie pewnych wyrzeczeń w zakresie wygody obsługi sieci, ograniczonego dostępu do aplikacji i sterowników, a także dobrowolnej rezygnacji z usług przypisanych do danego środowiska. W praktyce ci, którzy chcą naruszać założenia przedłużonego aktu prawnego, będą dalej to robić. Stanie się to trudniejsze, a ich zasięg działania będzie ograniczony, ale wciąż będzie to możliwe.
Ostatecznie ochrona małoletnich w sieci jest niezwykle istotną kwestią, ale narzędzia do wykrywania potencjalnych naruszeń wobec tej konkretnej grupy tworzą szereg wątpliwości, kiedy odniesiemy je do skali całego społeczeństwa. W praktyce w ramach Chat Control prywatność Europejczyków ląduje w rękach prywatnych, głównie amerykańskich koncernów, które mogą wykorzystywać ją do celów niezgodnych z paradygmatem wolności obywatelskich.
UE, która chce być liderem w etyce cyberświata, która stara się regulować rynek AI i tworzy nowatorskie narzędzia do walki z przewagą Big Techów nad zwykłym konsumentem, ustanawia w tym miejscu niebezpieczny precedens. Precedens o ograniczonej skuteczności, lecz także o ogromnych, długoterminowych skutkach. Ciekawe, ile osób zrezygnuje ze słusznej walki o prywatność w sieci, widząc wyraźnie w obliczu takich zmian w prawie, że de facto jest to walka z wiatrakami, bo regulatorzy stoją po stronie korporacji, a nie obywateli.






