Turyści w Tatrach dokarmiają dzikie zwierzęta
Człowiek największym wrogiem przyrody. Tak samo jest też w Tatrach Fot. JaGra/Shutterstock

Sezon na górskie wyprawy trwa w najlepsze, a turyści chętnie ruszają na szlaki. Choć pogoda nie zawsze sprzyja, to w Tatrach i tak nie brakuje ludzi. Niestety, nie wszyscy idą tam dla kontaktu z naturą. Część wprost jej szkodzi tylko dla dobrego zdjęcia lub nagrania w mediach społecznościowych.

REKLAMA

Największy problem Tatr i Karkonoszy? Moim zdaniem bez wątpienia są to turyści. Parki narodowe powstały, aby chronić przyrodę przed ludźmi. Tymczasem nieodpowiedzialni turyści, którzy dostali możliwość cieszenia się tym dobrem, wolą je niszczyć. Śmiecenie i chodzenie poza szlakami to jedne z wielu problemów. Niemniej ważną jest też kwestia dokarmiania zwierząt. Niestety, ale ten problem wraca na szlaki przez cały czas.

Uśmiech na ustach i telefon w dłoń. Dokarmianie zwierząt w Tatrach to norma

Parki narodowe zgodnie z założeniem miały być miejscem ochrony roślin, drzew, owadów, ale i zwierząt. Tatrzański Park Narodowy zamieszkuje wiele wyjątkowych gatunków – niedźwiedzie, kozice, świstaki, ale i znacznie powszechniejsze jelenie czy lisy. Każde z tych zwierząt powinno czuć się tam bezpiecznie i, co najważniejsze, pozostać dzikie. Jednak turyści bardzo mocno ingerują w ich życie. Niestety, ale w tym sezonie turyści w Tatrach pojechali po bandzie już na wielu polach.

Idealnym przykładem jest nagranie z weekendu udostępnione przez profil @Tatry_official. Widać na nim, jak turystka z uśmiechem na ustach dokarmia lisa nad górskim stawem, prawdobodobnie Czarnym Stawem Gąsienicowym. Taka sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Dzikie zwierzę powinno uciekać przed człowiekiem, a nie jeść mu z ręki niczym domowy pies.

Takie dokarmianie niebezpieczne dla obu stron. Ludzkie jedzenie bywa szkodliwe dla dzikich zwierząt. Dodatkowo gdyby lis np. ugryzł kobietę, skończyłoby się to dla niej serią zastrzyków przeciwko wściekliźnie. Ponadto oswojone zwierzęta, które przyzwyczaiły się do obecności człowieka, muszą być odławiane. Następnie trafiają w miejsca odległe od szlaków, a jeżeli i tak szukają kontaktu z człowiekiem, wówczas trafiają do zamkniętych ośrodków, tracąc swoją wolność. Ale ludzie nie patrzą na to w całej perspektywie. Przecież im chodzi tylko o ładne zdjęcie i filmik, żeby pochwalić się znajomym. Podobną ignorancją bywa jeżdżenie zaprzęgami nad Morskie Oko.

Dokarmianie dzikich zwierząt w Tatrach to ogromny problem. A niedźwiedzie tylko czekają

Niestety, historia Tatr pełna jest przykładów dokarmiania dzikich zwierząt. Jeszcze kilka sezonów temu stałym bywalcem nad Morskim Okiem był jeleń, z którym każdy robił sobie zdjęcie, nie biorąc pod uwagę, że zwierzę mogło się spłoszyć. Media społecznościowe podbijało także nagranie z lisem złodziejem, który niczym makaki w Azji okradał plecaki turystów na Rusinowej Polanie.

Problem dokarmiania dzikich zwierząt spotyka się także z kwestią pozostawiania śmieci w górach. Niezjedzone kanapki, skórki od bananów i ogryzki rzucone w krzaki przy szlaku, bo "przecież się rozłożą", przyciągają dzikie zwierzęta blisko człowieka. I o ile lis czy jeleń co do zasady nie są aż tak wielkim zagrożeniem, o tyle przyciągnięcie niedźwiedzia to już ogromne niebezpieczeństo dla człowieka.

A przecież na początku wakacji mieliśmy już dowód tego, że te potężne drapieżniki chętnie pojawiają się tam, gdzie nie brakuje ludzi. Jeden z nich wczesnym rankiem dorwał się do śmieci pod schroniskiem Murowaniec. A widok wychodzących na szlak turystów tylko nieco przeszkodził mu w raczeniu się śniadaniem.