Albania coraz popularniejsza. Widać to zwłaszcza w Ksamil
Druga strona rajskiego wybrzeża w Albanii. Takie widoki raczej nie zachęcają do odwiedzin Fot. EricBery/Shutterstock

Podróżowanie rozwija, pozwala poznać nowych ludzi i odkryć niezwykłe miejsca. Przynajmniej w teorii. W praktyce jednak współczesne wyjazdy wyglądają bardziej jak polowanie na idealne zdjęcia niż rzeczywiste doświadczanie nowego miejsca. Widać to zwłaszcza w popularnych punktach.

REKLAMA

Polacy podróżują dziś w zasadzie po całym świecie. Jednak okres wakacji jest szczególnie intensywny, a turystów przybywa w zasadzie w każdym zakątku świata. Uważana do niedawna za nieodkrytą Albania z każdym rokiem szybko zyskuje na popularności. Łatka "Malediwów Europy" na pewno jej pomaga, ale z drugiej strony rzeczywistość na miejscu potrafi rozczarować. Zresztą nie tylko tam.

Albania bez filtra. Szara rzeczywistość popularnych miejsc wakacyjnych

W Albanii pierwszy raz (i na razie ostatni) byłam dwa lata temu. Kraj przekonał mnie swoją otwartością, ale i nieidealnością. Czasami brudno, innym razem głośno i z wieloma zniszczonymi budynkami. Mimo tego miał bałkański klimat, który pozwalał się zrelaksować i odpocząć. Nadal mam tam wiele do zobaczenia, ale nie wiem, czy będę chciała dotrzeć w najsłynniejsze miejsce tego kraju.

Ksamil w ofertach biur podróży i na profilach instagramerów może wydawać się rajem na ziemi. Lazurowe wybrzeże i jaśniutki piasek to idealna sceneria do odpoczynku, ale i idealnych zdjęć będących pamiątką z wakacji. Niezwykłe zdjęcie, którego pozazdroszczą koleżanki, warto zrobić na punkcie widokowym – Ręka Ksamilu – na południu miasta. Problem w tym, że nie tylko wy marzycie o takim ujęciu.

Kiedy już znajdziecie odpowiednią plażę, pozostaje wam stanąć w długiej kolejce chętnych do zrobienia sobie identycznego zdjęcia. Na miejscu będziecie musieli zapłacić także symboliczne 100 leków (ok. 4,63 zł) za zrobienie wymarzonego ujęcia. Przyda wam się też duża porcja cierpliwości. Ogonek do srebrnej dłoni ciągnie się w nieskończoność, a jego widok w żaden sposób nie pasuje do rajskiego krajobrazu, który tworzą nam biura podróży i media społecznościowe.

Masowa turystyka niszczy podróże. W sezonie jest to szczególnie bolesne

Nie tylko Ksamil w Albanii pada ofiarą własnej popularności. Na świecie istnieją tysiące miejsc, w których tłumy turystów robią sobie dokładnie takie same zdjęcia. Idealnym przykładem jest np. słynna dziurka od klucza, przez którą widać kopułę Bazyliki św. Piotra w Watykanie.

Długie kolejki turystów każdego roku blokują także wąskie uliczki wioski Oia na Santorini. Każdy chce tam zrobić sobie zdjęcie z biało-niebieskimi budynkami w tle. A o pięknych ujęciach o zachodzie słońca w zasadzie trzeba tam zapomnieć, bo ludzi jest tyle, że jeśli cokolwiek zobaczycie, będzie to sukces.

Z powodu tłumów robiących sobie zdjęcia doszło do radykalnych zmian pod słynną Fontanną di Trevi w Rzymie. Kiedyś była ona otwarta bez limitów i dla każdego. Aktualnie za wstęp trzeba zapłacić, a na miejscu może równocześnie przebywać nie więcej niż 400 osób.

I ostatecznie na Instagramie każdy pochwali się zdjęciem z pięknym widokiem i bez tłumu ludzi w kadrze. Tym samym narobi smaku na podróż innym. A na miejscu pewnie czeka ich rozczarowanie, kiedy zamiast spokoju i rajskich widoków zastaną tłumy innych turystów, którym zależy dokładnie na tym samym ujęciu. Drugą kwestią pozostaje też pytanie, czy takie wyjazdy to jeszcze podróże, czy tylko kolekcjonowanie zdjęć.