Sędzia Maciej Mitera
Sędzia Mitera wprost podsumował zachowanie Łukasza Żaka, skazanego na 20 lat więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku Fot. YouTube.com

W sądzie zapadł dziś wyrok w sprawie Łukasza Żaka, który spowodował śmiertelny wypadek na Trasie Łazienkowskiej, o czym mówiła wówczas cała Polska. Mężczyzna został skazany na 20 lat więzienia, jednak to słowa sędziego Macieja Mitery skierowane do winnego okazały się bardziej miażdżące od samego wyroku.

REKLAMA

W czwartek 16 lipca w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście zapadł wyrok w sprawie Łukasza Żaka. Mężczyzna został skazany na 20 lat pozbawienia wolności za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego na Trasie Łazienkowskiej, o którym mówiła cała Polska we wrześniu 2024 roku. Sędzia Maciej Mitera po ogłoszeniu wyroku brutalnie podsumował zachowanie Łukasza Żaka.

Brak refleksji i surowe słowa sędziego. "Tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo"

Sędzia Maciej Mitera rozpoczął swoje podsumowanie od oceny postawy Łukasza Żaka w trakcie postępowania sądowego, zaznaczając, że nie wykazywał on żadnych refleksji podczas procesu. Wspomniał, że na studiach prawniczych uczono go szukania w człowieku jakiegokolwiek pozytywnego pierwiastka, jednak w tym przypadku nie znalazł absolutnie żadnego.

– Uważam, że będzie to dla pana jakaś refleksja. Wierzę w polski system penitencjarny. Wierzę, że tam pana nauczą – powiedział sędzia Mitera. Odniósł się również do podstawowych zasad kultury osobistej: "Ale mało tego, przykro mi jest to mówić, pana również powinno tam nauczyć zwykłej kindersztuby".

Przewodniczący składu sędziowskiego raz jeszcze zwrócił uwagę na zachowanie skazanego. – Testował pan moją cierpliwość wiele razy. Myślę, że wydałem tutaj orzeczenie sprawiedliwe i jeszcze raz podkreślę, że to nie jest wina mediów – zaznaczył. Następnie zwrócił się bezpośrednio do mężczyzny z mocno wybrzmiewającymi słowami.

"Panie Żak, dlaczego taka kara? Nie chcę już, żeby były Julie, Jakuby, Pauliny, Anie, Kasie na drodze. Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami, jak pan" – stwierdził dobitnie. W uzasadnieniu sędzia Mitera podkreślił, że w swojej ocenie opierał się wyłącznie na materiale dowodowym.

"Oczywiście, to co jest u pana w głowie – nikt do tego nie dojdzie, jaki był pana zamiar. Zgadzam się z obrońcą, natomiast ja bazowałem li tylko na faktach i na tym, co miałem tutaj w tych aktach. Kara w mojej ocenie uwzględniła pana motywację, pobudki, natężenie złej woli, stopień winy, społeczną szkodliwość tych czynów i to jest po prostu wypadkowa – tak mi wyszło. Nie jest to zapotrzebowanie społeczne, po prostu tak czuję" – podsumował sędzia.

Szczegóły wyroku i wysokie zadośćuczynienia

Zgodnie z decyzją sądu, skazany spędzi w więzieniu 20 lat. – Będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie po odbyciu kary 15 lat pozbawienia wolności – poinformował sędzia Mitera. Wyrok nie jest prawomocny. Obrończyni mężczyzny, Izabela Ławińska, przekazała natomiast, że złoży apelację w zakresie "rażącej surowości wyroku".

Sąd nałożył również dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz zobowiązał mężczyznę do wpłaty 10 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Orzeczono także zadośćuczynienie finansowe: po 300 tysięcy złotych na rzecz każdego z dzieci ofiary wypadku oraz 150 tysięcy złotych dla byłej partnerki skazanego, która jechała z nim w aucie.

Przypomnijmy, że mężczyzna usłyszał zarzuty za doprowadzenie do wypadku drogowego, kierowanie autem pod wpływem alkoholu, drastyczne przekroczenie prędkości i niedostosowanie jej do warunków, a także za złamanie aktywnego zakazu prowadzenia pojazdów. Przyznał się jedynie do dwóch czynów: prowadzenia samochodu oraz jazdy z nadmierną prędkością.

Tragiczna noc na Trasie Łazienkowskiej

Przypominamy, że do omawianego wypadku doszło w nocy z 14 na 15 września 2024 roku. Po godzinie 1:30 na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, na wysokości przystanku autobusowego Torwar, kierowca białego Volkswagena Arteona uderzył w tył Forda Focusa. Autem tym podróżowała czteroosobowa rodzina spod Radzymina na warszawski Grochów.

Siedzący na fotelu pasażera 37-letni Rafał P. zginął na miejscu. Kierująca fordem żona mężczyzny, Ewelina P., oraz dwójka dzieci w wieku 4 i 8 lat zostali ciężko ranni. Do szpitala trafiła także Paulina K., pasażerka sprawcy.

Bezpośrednio po zderzeniu koledzy ułatwili sprawcy ucieczkę z miejsca wypadku. Za pomoc w próbie uniknięcia odpowiedzialności karnej również usłyszeli wyroki. Mężczyzna został ostatecznie zatrzymany w niemieckiej Lubece na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Jak ustalili biegli, w momencie wypadku był nietrzeźwy, pędził 226 km/h na odcinku z ograniczeniem do 80 km/h, a swoją jazdę nagrywał telefonem komórkowym.