Łukasz Mejza
Mejza zbliża się do klatki w oktagonie Prime MMA Fot. Facebook.com / Poseł Mejza

Potwierdzają się doniesienia o tym, że Łukasz Mejza zawalczy w Prime MMA. Jak donosi "Rzeczpospolita", poseł podpisał już umowę z federacją organizującą freak fighty i wejdzie do klatki jeszcze w tym roku. Znany jest także już jego pierwszy przeciwnik.

REKLAMA

Łukasz Mejza mógł do tej pory "pochwalić się" takimi akcjami, jak pędzenie autem z prędkością przekraczającą wszelkie przepisy i zbieraniem punktów karnych wraz z mandatami (chyba że akurat zasłonił się immunitetem) albo wprowadzeniem do Sejmu patostreamera. W końcu nawet jego partia miała dość tych wyczynów, bo w kwietniu poseł został wyrzucony z klubu parlamentarnego PiS. Teraz przed nim jednak kolejna ścieżka kariery.

Kontrakt, Murański i zasady "hooligan style"

Jak przekazuje "Rzeczpospolita", Łukasz Mejza podpisał już umowę z Prime MMA, czyli federacją organizującą tak zwane freak fighty. Są to gale opierające się na starciach osób niezwiązanych profesjonalnie ze sportami walki, głównie internetowych twórców i influencerów.

Według informacji podawanych przez portal, do debiutu posła mogłoby dojść już w październiku, a jego pierwszym rywalem w klatce zostałby Jacek Murański. Ten epizodyczny aktor i gwiazdor freak fightów zasłynął przed rokiem w przestrzeni publicznej jako samozwańczy "doradca" Donalda Tuska w trakcie trwania kampanii prezydenckiej. Przeciwnik dla byłego posła nie został więc wytypowany przypadkowo. "Rzeczpospolita" zwróciła się bezpośrednio do Murańskiego o wypowiedź w tej sprawie. – Tak, podpisałem już regulamin walki z Mejzą – odpowiedział.

Wyjaśnił on również, na czym dokładnie miałby polegać ten pojedynek. Walka ma być zaplanowana w formule "hooligan style", w której dozwolone są niemal wszystkie ruchy, z wyjątkiem ciosów w miejsca intymne oraz uderzeń w tył głowy. Co więcej, uczestnicy noszą wtedy bardzo małe rękawice, co ma bezpośrednio przekładać się na mocniejsze obrażenia i nokauty.

Mejza zaprzecza i uderza w potencjalnego rywala

Sam Łukasz Mejza ma jednak w tej sprawie inne zdanie. Redakcja gazety poprosiła posła o komentarz, a ten stanowczo zaprzeczył, jakoby złożył już swój podpis na dokumentach.

"Ja wiem, że jestem jednym z najpopularniejszych nazwisk w polskiej polityce, więc najsłynniejszy polski mitoman chce podbić swoje akcje na mojej osobie, ale ja żadnego kontraktu nie podpisywałem" – napisał polityk w oświadczeniu przesłanym do redakcji.

Dodał jednak, że temat walki wciąż pozostaje otwarty. "Jestem otwarty na walkę we freak fightach, jako pierwszy parlamentarzysta na świecie, jeśli będę mógł pomóc schronisku dla zwierząt i dzieciom chorym onkologicznie, przeznaczając na te cele łącznie 1 milion złotych gaży. I uspokajam: są poważne oferty, nawet kilka, i wierzę, że dojdziemy do porozumienia, ale jeszcze kontraktu nie podpisałem" – stwierdził Mejza. Odniósł się też do samego Murańskiego, kwitując, że "naprawdę pasuje do tej Koalicji Obywatelskiej – tak samo farmazoni".

Pierwsze doniesienia i pseudonim pasujący do wyczynów

Warto przypomnieć, że pierwsze informacje o potencjalnych występach posła w oktagonie pojawiły się już w kwietniu tego roku. Wówczas "Rzeczpospolita" informowała, że trwają zaawansowane rozmowy dotyczące jego sportowego debiutu. Mejza miałby otrzymać pseudonim "Pirat", co stanowiłoby bezpośrednie nawiązanie do jego wyczynów za kierownicą na drogach.

On sam nie krył wówczas, że taka opcja faktycznie leży na stole. "Szczerze? Rozważam. Dopuszczam taką możliwość... Byłbym pierwszym czynnym posłem w Europie, który wziąłby udział w takim wydarzeniu, więc stawka za walkę musiałaby być adekwatna. Oczywiście całe wydarzenie potraktowałbym charytatywnie" – komentował wówczas Łukasz Mejza.