
W czwartek 23 lipca upływa termin ultimatum dla polityków PiS, aby wycofali się ze stowarzyszeń, które powstały w partii. Cała Polska czeka co dalej. Czy będzie rozłam, czy nie? Czy Jarosław Kaczyński ulegnie Mateuszowi Morawieckiemu? W PiS wrze. – Nastroje są pod zdechłym Azorem. W historii PiS bywały różne problemy, ale to, co dzieje się teraz to problem do sześcianu – mówi jeden z posłów. Ostre słowa padają też pod adresem Przemysława Czarnka i samego prezesa. – W partii przestali się go bać – słychać.
Gdyby o rozłamie w PiS ktoś miał nakręcić serial, to liczba odcinków pewnie przekroczyłaby już setkę. A wciąż nie wiadomo, czy i kiedy do rozłamu dojdzie. A to przecież niejedyny problem PiS. Fatalne sondaże, rola Przemysła Czarnka, który partii nie pomaga i prezes Jarosław Kaczyński, który nie bardzo wie, co z tym bałaganem zrobić – to sytuacja, której PiS nie zazdrości dziś żadna partia.
– Obawiam się, że mamy do czynienia z grecką tragedią. Grzegorz Braun i Sławomir Mentzen z Krzysztofem Bosakiem mogą kupić popcorn, usiąść na kanapie i po prostu to oglądać. Dziś nasz największy strach jest taki, że za chwilę może się okazać, że PiS jest na poziomie partii Brauna i Konfederacji, czyli ma kilkanaście procent poparcia. A prezes sobie z tym nie radzi – reaguje jeden z posłów PiS.
W partii Kaczyńskiego wrze. Od kilku polityków słyszymy, że prezes popełnia błędy, że Przemysław Czarnek się nie sprawdził, a Morawiecki byłby przydatny dla PiS.
Poseł PiS: Są próby wymiany Czarnka na Tobiasza Bocheńskiego
– Nie wiem, dlaczego prezes nagle wyciągnął sprawę stowarzyszenia. Przecież tylko przykryliśmy tym afery w szpitalach i inne działania rządu. O niczym innym się nie mówi tylko o rozłamie w PiS. Niektórzy uważają, że to błąd, że chcemy wykluczyć ludzi Morawieckiego i jeszcze na tym stracimy. A niech działają, niech jeżdżą po Polsce. Dać im wolną rękę! – burzy się inny z polityków.
Kolejny: – Dziś mamy kurs na to, że możemy zejść w sondażach poniżej 20 procent. I za chwilę może nas przegonić jedna lub druga Konfederacja. To jest czarny scenariusz, w tej chwili nie do wyobrażenia. Nasze wewnętrzne sondaże są minimalnie lepsze, ale one też pokazują, że efektu Czarnka nie ma. A jeżeli był, to minimalny.
Pierwszy kulminacyjny moment kryzysu w PiS ma rozegrać się 23 lipca. Tego dnia mija ultimatum dla zwolenników Mateusza Morawieckiego, by opuścili jego stowarzyszenie. Czy do tego dojdzie? Zacznijmy od tego wątku. Bo nawet w PiS zaczynają się gubić, jaka jest sytuacja.
"To ziobrystom nie po drodze z Morawieckim", "Tercet: Sasin, Bocheński, Jaki był siłą napędową uderzenia w harcerzy. Mimo rywalizacji wewnętrznej między nimi" – przewija się w kolejnych rozmowach.
Jeden z posłów: – Są próby wymiany Czarnka na Tobiasza Bocheńskiego. Ale jeszcze nie teraz. Myślę, że prezes jeszcze nie chce tego robić, bo to on wskazał Czarnka i byłoby to przepisanie mu jego osobistej porażki. Czarnek miał odzyskać elektorat zabrany przez Brauna i Mentzena, ale to kompletnie nie wypaliło. Ta porażka jest faktem.
Jak słyszymy, prezes chce przesunąć tę decyzję nawet o kilka miesięcy. Dlaczego? I dlaczego akurat Bocheński? To byłby zwrot niemal o 180 stopni. – Po to, żeby potrafił ścigać się z Morawieckim, jeśli już powstanie jego twór, i go zdusił. Wtedy odżyją Konfederacje. A my będziemy bić się o bardziej umiarkowanego wyborcę. Czyli mamy przestawienie wajchy w drugą stronę – tłumaczy ten scenariusz poseł.
Inny uważa, że Czarnka powinien zastąpić Zbigniew Bogucki, ale na to nie zgodzi się prezydent Nawrocki.
Wątków jest więc ogrom.
– Nikt nie nadąża za tym, co się dzieje. Nie ma jasnej strategii. Wcześniej ludzie mogli nie lubić Jarosława Kaczyńskiego i być jego przeciwnikami, ale wiadomo było, że ma jakiś plan i strategię. A dziś w partii mamy realny konflikt. To nie jest żadna ustawka, jak twierdzą niektórzy – słyszymy.
Poseł PiS o Morawieckim: Słyszałem, że planują odejście na przełomie grudnia i stycznia
Przypomnijmy. Jarosław Kaczyński nakazał członkom PiS opuszczenie politycznych stowarzyszeń w ciągu siedmiu dni. Jacek Sasin ze swoim "Po pierwsze Polska" zastosował się do ultimatum, ale Mateusz Morawiecki nie (choć z jego stowarzyszenia wyłamał się już Daniel Obajtek).
21 lipca były premier nagrał 9-minutowe wideo, w którym wbija szpile tym, którzy chcieliby się go pozbyć. Dał do zrozumienia, że nigdzie się nie wybiera: – Nasi konkurenci potrafią działać różnymi skrzydłami. My również nie powinniśmy bać się różnorodności. Różne skrzydła, ale jeden wielki obóz patriotyczny. Różnica zdań nie jest zdradą.
Czy będzie rozłam?
– Morawiecki miał taki plan już od dwóch miesięcy, ale cały czas mamił prezesa, że chce jedności. Myślę, że prezes bardziej udawał, że w to wierzy, niż wierzył. Ale idzie na rozłam. Słyszałem, że planują odejście na przełomie grudnia i stycznia. Mieli też alternatywną koncepcję, aby do końca być razem z PiS, ale zarejestrować swoje listy na wypadek, gdyby ktoś z ich ludzi miał być wyrzucony – mówi nam poseł PiS.
Jest przekonany, że Morawiecki nie zrezygnuje ze swojego stowarzyszenia i na razie nie wyjdzie z PiS. – Jest zdeterminowany. W lipcu ma dużą imprezę, na którą z ciekawości przyjdzie masa osób. Myślę, że na pewno będzie ponad tysiąc uczestników – wskazuje.
Inny parlamentarzysta twierdzi, że sprawa przycichnie i nic się nie zmieni. – Uważam, że to się rozejdzie i będzie w zawieszeniu. Morawiecki nie zaprzestanie swojego działania. Nie podda się, bo nie ma nic do stracenia. Ale wykluczenie go będzie ze szkodą dla partii. Z drugiej strony, jeśli prezes mu ulegnie, będzie to strata dla jego wizerunku – mówi.
"Część uzna, że przywództwo Kaczyńskiego nie jest już takie twarde"
Dziś gołym okiem widać, że jeśli faktycznie nie jest to część planu Kaczyńskiego, to prezes PiS znalazł się w potrzasku.
– Sam w ten potrzask trochę się wpakował. Gdy wypowiada się tak ostrą deklarację o ultimatum, to trudno się z niej potem wycofać – komentuje dr hab. Bartłomiej Biskup, politolog.
Jego zdaniem 23 lipca prawdopodobnie nic się nie wydarzy. Być może sprawa tylko przesunie się w czasie.
Ale wyobraża sobie sytuację, że Kaczyński powie: "Dziękujemy panu, panie Morawiecki, że nie dostosował się pan do ultimatum". – Wyobrażam to sobie, bo rozumiem, że po coś to zostało zrobione. Jeśli Kaczyński ulegnie, to dla PiS byłoby to dobrze. Gorzej dla samego Jarosława Kaczyńskiego, bo widać, że coś się rozsypuje. I część polityków uzna, że jego przywództwo nie jest już takie twarde – komentuje.
Obecnie Bartłomiej Biskup przewiduje jednak, że rozłam będzie. Ale dlaczego Morawiecki sam nie odejdzie?
– Zawsze wizerunkowo lepiej być wyrzuconym niż samemu odejść. Później można powiedzieć: "Słuchajcie, chcieliśmy dobrze, a nas wyrzucili". Gdyby miał więcej szabel, to mógłby rozważać odejście. A teraz po prostu czeka – ocenia politolog.
dr hab. Bartłomiej Biskup
politolog
O Czarnku mówi zaś: – Za wcześnie został wyłoniony i bez względu na to, czy się go lubi, czy nie, trochę poszedł na spalenie polityczne. To niezbyt dobra rola dla niego. On ma potencjał, jest dosyć elastyczny, ma umiejętności komunikacyjne. Ale nie ma spektakularnych efektów jego działalności w sondażach.
Dalsza część artykułu poniżej
Zobacz także
"To zdecydowanie najpoważniejszy kryzys w historii PiS"
W historii Prawa i Sprawiedliwości takiej sytuacji jeszcze nie było. Choć rozłamy zdarzały się od lat. Zaczynając od Marka Jurka, który w 2007 roku odszedł z PiS (gdy do Konstytucji nie wpisano pełnego zakazu aborcji) i założył partię Prawica RP. A kończąc na wykluczeniu z PiS Zbigniewa Ziobry i Jacka Kurskiego, którzy w 2011 roku założyli Solidarną Polskę.
W międzyczasie były jeszcze dwa rozłamy:
– Gdy tamci politycy odchodzili z PiS, to był problem. Niektórzy potem skomleli i przychodzili z powrotem. Ale to, co mamy teraz to, w porównaniu z tamtymi wydarzeniami, problem do sześcianu – reaguje poseł PiS.
Prof. Bartłomiej Biskup: – To zdecydowanie najpoważniejszy kryzys w historii PiS. Oczywiście, powstanie PJN było poważnym wydarzeniem z udziałem ważnych polityków. Ale nie było wśród nich byłego premiera. Tu mamy twarz rządu z dwóch kadencji oraz silną grupę sprawnych ludzi, którzy mają pomysły, wiedzą jak się rządzi, mają dobrą pozycję w mediach społecznościowych i wydaje się, że są cenieni wśród wyborców.
Politolog uważa, że w ogóle jest to zaskakujący moment, gdy to wszystko się rozgrywa. – Bo nic takiego się nie działo, żeby sprawa stowarzyszenia nagle miała być poruszona. Nie było żadnego ostrego wydarzenia, ani żadnej wypowiedzi. Stało się to nagle. Do tego rząd ma kłopoty i dla opozycji jest to czas na punktowanie rządu. A tu oni sami się punktują. Z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego nie widzę plusów tej sytuacji – reaguje.
Polityk PiS: Morawiecki może dotrzeć do młodego pokolenia. Prezes mobilizuje tylko twardy elektorat
Morawiecki, jak sam głosi i jak powszechnie się uważa, mógłby przyciągnąć bardziej umiarkowanych wyborców niż zwolennicy Konfederacji, o których walczy Przemysław Czarnek. Niektórzy politycy PiS przyznają – ma to sens.
– Ludzie przyjeżdżają na spotkania z Morawieckim. Uważają go za autorytet. Młodzi ludzie robią sobie z nim selfie. Na spotkania z innymi politykami PiS nie przychodzi tyle osób co na Morawieckiego. On ma rację, gdy mówi, że może przyciągnąć inny elektorat. On może dotrzeć do młodego pokolenia, które wychowało się w dobrobycie gospodarczym i wolnościowym i nie interesuje go już walka Solidarności – zauważa jeden z polityków.
Czy prezes PiS tego nie widzi?
– Chyba nie. Oczywiście prezes jest wizjonerem i strategiem. Ale on jest ze starszego pokolenia. Nie dociera do młodych ludzi. Na spotkania z nich przychodzi twardy elektorat ze starszego pokolenia. A żeby wygrać wybory, trzeba walczyć o 5 mln wyborców młodych i zdobyć 3 mln ich głosów. Morawiecki to potrafi. A prezes potrafi zmobilizować już tylko twardy elektorat – odpowiada.
Poseł sam zwraca uwagę na wiek polityków od Morawieckiego. Średnia to pewnie 40-50 lat. – Jeśli prezes zmobilizuje twardy elektorat w regionach, to ci z młodego pokolenia uciekną – dzieli się obawami.
Kilka dni temu "Dziennik Łódzki" pisał: "Łódzki PiS sypie się mocniej, niż zakładały władze partii. Skala zaangażowania lokalnych działaczy w inicjatywę Morawieckiego jest większa, niż wskazywała wypowiedź szefowej okręgu". Piotr Müller opublikował wtedy list do prezesa Kaczyńskiego, podpisany przez 45 osób.
– Obserwuję, że gros lokalnych działaczy podczepia się pod Morawieckiego. Zwłaszcza takich, którzy np. nie dostali się do Sejmu – przyznaje parlamentarzysta z innego regionu.
Inny z polityków: – Morawiecki w PiS-ie to PiS silniejszy, ale jednocześnie niewywołujący sporów wewnątrz partii. Tutaj nie ma dobrego wyjścia. Bo PiS bez Morawieckiego to groźba spadku w sondażach poniżej 20 proc. A to jest próg psychologiczny.
Czy jest coś, co prezes może teraz zrobić? – Może kupić czas. Może przełożyć termin ultimatum z czwartku na kolejny czwartek. I możemy się tak bawić – odpowiada.
Poseł PiS: Ludzie przestali się bać prezesa
Czy Jarosław Kaczyński coś przegapił? Czy to jego strategia? Jaka by nie była prawda, w PiS słychać gorzkie słowa pod jego adresem.
– Dla nas jak najbardziej jest autorytetem. I niech jak najdłużej będzie prezesem. Ale pewne wizje trzeba ludziom pozwolić realizować. Przecież wszyscy wiedzą, że Morawiecki to PiS. Był premierem. Po co zabraniać mu działania? Ja nawet nie pamiętam nazwy jego stowarzyszenia. Ale każdy powie, że Morawiecki jest z PiS – analizuje polityk PiS.
Inny z oburzeniem wspomina niedawną konferencję prezesa PiS z Markiem Wochem – kandydatem na prezydenta, który wcześniej zawarł "prawicowy pakt" z Grzegorzem Braunem.
– To zostało obśmiane przez Mentzena. W samym PiS też zaczęli się po cichu śmiać. To jest kabaret. Kiedyś w PiS był strach przed gromowładczym spojrzeniem prezesa, który decydował, że ktoś może zostać jedynką albo zniknąć z listy. Teraz ten strach się zmienił. Ludzie przestali się bać prezesa – słyszymy.
Nasuwa się pytanie, czy nie czas na zmiany. – Na to jest za wcześnie. Natomiast rzeczywiście prezes popełnia duże błędy i one są niezrozumiałe – pada odpowiedź.
Czy sam prezes to zauważa? – pytam.
– Tego nie wiem. Słyszę, że jest bardzo zadowolony. Ale nawet jeżeli w tej chwili zaczną być robione jakieś ruchy, żeby zapobiec katastrofie, to ten Titanic idzie na górę lodową. Jest bardzo mało sterowalny. Myślę, że zmierza do rozłamu – odpowiada parlamentarzysta.
Prof. Bartłomiej Biskup komentuje:
– Moim zdaniem przywództwo Jarosława Kaczyńskiego jest niekwestionowane. Politycy PiS wierzą w nie, ale powiedziałbym, że jest ono retoryczne, obecne tylko w słowach polityków. Widać, że w PiS jest potrzebna zmiana przywództwa. Jednak i dla Jarosława Kaczyńskiego, i dla PiS byłoby najlepiej, gdyby odbyło się to w miarę miękko. Moim zdaniem ten moment się przybliża. Zmienia się też elektorat, zmieniają się pokolenia, zmienia się podejście do polityki. Wyborcy czego innego dzisiaj oczekują. I na to Jarosław Kaczyński być może nie odpowiada.





