putin
Rosja planuje prowokacje. Foto: Madina Nurmanova/Shutterstock

Nadal obserwujemy napięcia na linii Rosja-kraje bałtyckie. Mówi się nawet o potencjalnym użyciu rakiet i dronów uzbrojonych w materiały wybuchowe. Czy więc wkrótce wybuchnie kolejna wojna? Wirtualna Polska wzięła pod lupę sytuacje w krajach nadbałtyckich. Zdaniem portalu Litwa, Łotwa i Estonia mogą zostać zaatakowane przez Rosjan.

REKLAMA

Od tygodni media informują o narastających napięciach na linii Rosja-kraj bałtyckie. Moskwa oskarżała m.in. te państwa o plany deportacji rosyjskojęzycznej mniejszości. Teraz litewskie władze ostrzegają wprost: możliwe będą rosyjskie prowokacje. Z kolei szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, że Rosjanie zbierają ukraińskie drony przechwytywane za pomocą środków walki elektronicznej. Rzekomo po to, by wysłać je na tereny wschodniej flanki NATO.

Rosja przygotowuje się do ataku?

Na granicy łotewsko-białoruskiej widać kolejny kryzys graniczny z udziałem migrantów. Ma być to tylko przykrywka. W tle mają trwać przygotowania do szerszej operacji. Przypominałoby to więc scenariusz ataku Rosji na Ukrainę. Ten został poprzedzony kryzysem granicznym na granicy polsko-białoruskiej.

Tego typu działania prowadzi się, by analizować zachowania służb i wojska na takie krytyczne sytuacje. Czy więc Łotwa – jak podaje Wirtualna Polska, kraj "postrzegany przez Rosję jako najsłabsze ogniwo w obronie przeciwlotniczej i przeciwdronowej w NATO" – będzie kolejnym celem Moskwy?

To możliwe, ale nadal ma być mowa o wojnie hybrydowej: uderzeniu za pomocą ukraińskich dronów, by winę za wszystko zrzucić na Kijów. I oczywiście skłócać ze sobą sojuszników.

Drabina eskalacyjna w krajach nadbałtyckich

Z przytaczanej analizy wynika, że Rosja może też zagrać o wyższą stawkę: zaatakować wschodnią flankę NATO uzbrojonymi ukraińskimi dronami.

Dlaczego mowa o "wyższej stawce"? We wrześniu ubiegłego roku nad Polską latały tzw. wabiki, czyli maszyny bez materiałów wybuchowych. Tym razem miałoby być inaczej i do akcji wprowadzone zostałyby uzbrojone drony.

Źródła Wirtualnej Polski sugerują, że w ruch mogą pójść nawet pociski rakietowe i atak na instalacje militarne NATO. W tym kontekście mówi się o budowanej w Rudnikach na Litwie infrastrukturze dla niemieckiej 45. Brygady Pancernej oraz porcie w rumuńskiej Konstancy. Rzekomo wszystko ma być zaplanowane tak, by nie było ofiar. Ma to pozwolić kontrolować eskalację, ale też zniechęcić Niemców do wysyłania na Litwę wojska. Chodzi o m.in. sprowokowanie protestów społecznych.

Czy to zapowiedź nowej wojny?

Najważniejsze pytanie brzmi jednak: czy to zapowiedź nowej wojny w Europie Wschodniej? Jak wynika z analizy, jaką przygotowała Wirtualna Polska, ma być to tylko kontrolowana prowokacja. Rosja może nadal obawiać się pełnoskalowej wojny z NATO.

Jest jednak jedno "ale". Tego typu incydenty mogą zamienić się w konflikt zbrojny, jeżeli sprawy wymkną się spod kontroli. Moskwa prowadzi więc bardzo ryzykowną grę. Jak na razie jej wojna hybrydowa ma być tylko przygotowaniem do potencjalnego, dużego konfliktu. Przypomina to jednak zabawę zapałkami w pomieszczeniu pełnym prochu.

Wcześniej pisaliśmy już w naTemat, że Rosja zmienia treść podręczników, by fałszować własną historię. Ostrzegaliśmy też, że Władimir Putin może rzucić się na Europę. Najgorsze jest to, że wszystko dzieje się w czasie, gdy na Bliskim Wschodzie ponownie widzimy eskalację konfliktu Iran-USA.