Zbliżenie na dłoń i smartfona z alertem RCB
RCB potrafiło w nocy wysłać alert o... piecykach gazowych, ale nie powiadomiło o rakiecie. To się zmieni Fot. naTemat

Mieszkańcy Lubelszczyzny zostali dziś wybudzeni ze snu przez syreny alarmowe, ale na ich telefonach zabrakło alertu RCB. Rząd przyznają się do błędu. Premier Donald Tusk zapowiada pilną zmianę procedur. "Musimy wprowadzić bezwzględnie zasadę, że po odwołaniu zagrożenia trzeba wysłać SMS-y do ludzi uspokajające" – zadeklarował.

REKLAMA

Nocny atak lotnictwa Rosji na terytorium Ukrainy wymusił na polskim wojsku postawienie wszystkich służb w stan pełnej gotowości. W ramach działań prewencyjnych polskie niebo patrolowały myśliwce F-16.

W rejonie wsi Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim służby zabezpieczyły potężny, 10-metrowy krater po uderzeniu, jaki pozostawił niezidentyfikowany obiekt na Lubelszczyźnie. Z informacji ukraińskiego MSZ wynika, że do Polski wdarła się rosyjska akieta Ch-101.

Brak alertu RCB. Strach i ucieczka do garażu

O godzinie 3:50 w sporej części województwa lubelskiego uruchomiono syreny alarmowe, ale nikt nie otrzymał smsa z informacjami. Ciągły dźwięk oficjalnie odwołujący stan najwyższego zagrożenia rozległ się dopiero po kilkunastu minutach. Nie wszyscy jednak wiedzieli, co to oznacza. To była dla nich noc grozy.

Milczenie alertu RCB w obliczu realnego niebezpieczeństwa wywołało panikę, zmuszając zdezorientowanych ludzi do szukania informacji na własną rękę. "Rozwala mnie brak jakiegokolwiek komunikatu/alertu RCB na temat tego, co się działo, ludzie przeglądali Twittera, żeby się czegokolwiek dowiedzieć" – napisała rozgoryczona użytkowniczka.

Inny internauta przyznał krótko: "Potrenowałem sobie noszenie 2 dzieci do garażu podziemnego". Takie sceny to również sygnał, że rodzice na nowo muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, jak rozmawiać z dzieckiem o wojnie i oswajać jego lęk.

Krytykowano też wykluczenie osób z niepełnosprawnościami. "Brak smsowego alertu RCB przy alarmie dźwiękowym. Jestem osobą niesłyszącą. I jak się tu czuć bezpiecznie?" – napisał kolejny z komentujących.

MSWiA tłumaczy wpadkę. Służby badają sprawę

Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że polecenie uruchomienia syren wydało bezpośrednio Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka potwierdziła, że trwają analizy mające wyjaśnić zaistniałą sytuację.

Odniosła się do porannej burzy podczas rozmowy TVN24. "Było planowane wysłanie alertu RCB. Natomiast zgodnie z tym, że centrum operacji powietrznych odwołało zagrożenie z powietrza, RCB podjęło decyzję, że ten alert nie będzie wysłany" – stwierdziła Gałecka przed kamerami.

Urzędniczka broniła się, tłumacząc, że służby przesłały stosowne komunikaty informacyjne do mediów. Kto jednak środku nocy i przy wyjących syrenach odpala telewizor? Zresztą pierwsze informacje pojawiły się parę godzin później. W takich sytuacjach najlepszy byłby rzetelny SMS z instrukcjami.

Donald Tusk zapowiada zmiany w procedurach RCB

Głos w sprawie nieudanego powiadomienia mieszkańców zabrał sam premier. Donald usk na konferencji w Lublinie też się temu dziwił. "Oczywiście jest to pytanie, dlaczego nie było SMS-ów? Nazwijmy rzecz po imieniu. To ludzi zaniepokoiło, syrena była szybsza. Trzeba było szybko zawiadomić ludzi, że powstaje zagrożenie" – ocenił polityk.

Premier zapowiedział wdrożenie poprawek, o których już dyskutował z ministrem Marcinem Kierwińskim. "Musimy wprowadzić bezwzględnie zasadę, że po odwołaniu zagrożenia trzeba wysłać SMS-y do ludzi uspokajające. To bardzo szybko przygotujemy, o tym już rozmawialiśmy" – zadeklarował Donald Tusk.

Szef rządu uspokoił nastroje. "Nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska, ale dwa z tych obiektów naruszyły przestrzeń powietrzną Polski" – podkreślił Tusk. Dochodzenie zyska z kolei wsparcie sojuszników. "Amerykanie są zainteresowani, żeby uczestniczyć w postępowaniu wyjaśniającym" – oświadczył premier, dodając, że jest również w stałym kontakcie z prezydentem Karolem Nawrockim.