
Polska może wejść do grona najlepszych miejsc do życia na świecie. Nie osiągnie jednak tego dzięki państwu, które będzie coraz więcej regulować, posiadać i wydawać. Są lepsze recepty na rozwój niż te prezentowane podczas wydarzenia Mateusza Morawieckiego.
Podczas rejestracji na wydarzenie "Rozwój Plus Wy" trzeba było uzasadnić chęć udziału. Odpowiedziałem, że choć sam identyfikuję się jako liberał, Polska potrzebuje także rozsądnej gospodarczo prawicy, która łączy przywiązanie do tradycji z odpowiedzialnością za finanse publiczne, przedsiębiorczością oraz tworzeniem dobrych warunków do inwestycji i wzrostu gospodarczego.
Dodałem, że chętnie poznam propozycje stowarzyszenia i porozmawiam z osobami, którym zależy, aby polski "złoty wiek trwał jak najdłużej. W tej historii warto dostrzegać zarówno udaną transformację gospodarczą ekipy Leszka Balcerowicza, jak i wzrost kolejnych dekad, również w okresie rządów Mateusza Morawieckiego.
Mocnym punktem wydarzenia był udział Garry’ego Kasparowa. Od lat ostrzega on przed putinowskim reżimem i przekonuje do konsekwentnego wspierania Ukrainy. – W szachach mamy przewidywalne zasady i nieprzewidywalne wyniki. W putinowskiej Rosji jest odwrotnie. Zasady są nieprzewidywalne, a wyniki z góry przesądzone – mówił Kasparow. Do Polski przyjechał z bardzo ważnym zadaniem: budowania ponadpartyjnej koalicji poparcia dla Ukrainy.
Nowy "Plan Morawieckiego"?
Co pokazał "grill u Morawieckiego"? Organizacja była profesjonalna, co świadczy o tym, że inicjatywa zdołała już zgromadzić istotne zasoby finansowe, a frekwencja była wysoka. Pojawiły się również osoby spoza "bańki PiS", w tym bliscy mi liberałowie różnych odcieni, przedstawiciele wolnorynkowych organizacji pozarządowych oraz ludzie biznesu.
Nie zabrakło ciekawych dyskusji. Jednocześnie spotkanie potwierdziło, że środowisku Rozwoju Plus najbliższa jest wizja etatystycznego tradycjonalizmu. Bardziej kompetentna i prorozwojowa niż inne nurty PiS, ale nadal oparta na państwie rozrastającym się kosztem wolności jednostki, wszechobecnych spółkach Skarbu Państwa traktowanych jako motor inwestycji oraz kolejnych wydatkach publicznych przedstawianych jako sposób rozwiązywania większości problemów. Wszystko to osadzone w patriotyzmie, wierze i konserwatywnej polityce tożsamościowej.
Treść wydarzenia przypominała chwilami Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, zwaną także "Planem Morawieckiego". Sporo trafnych diagnoz, ale również rekomendacje, które mogą rozwój spowolnić albo okazać się receptą gorszą od choroby. Wiele postulatów było oderwanych od stanu finansów publicznych. Za ich pogorszenie współodpowiada rząd Mateusza Morawieckiego, natomiast rząd Donalda Tuska, zamiast rozpocząć naprawę, kontynuował ekspansję wydatków i wzrost deficytu. Licytacja na populizm i kosztowne obietnice finansowane przez podatników narasta od lat.
Dlatego w poważnej dyskusji o rozwoju każdej nowej obietnicy kosztownego programu powinny towarzyszyć dwa pytania: ile to będzie kosztować i z czego zostanie sfinansowane. Nie słyszałem wiarygodnych kalkulacji choćby podczas panelu o demografii, w czasie którego padło wiele kosztownych postulatów.
Podczas panelu o "lewicowej perspektywie" pojawiły się wprawdzie propozycje podnoszenia podatków i likwidowania preferencyjnych stawek. Dla Mateusza Morawieckiego było to chyba za mało, bo w wieczornym wystąpieniu, poza wyrazami sympatii dla zaproszonych lewicowców, zarzucił uczestnikom brak realizmu w ocenie stanu finansów publicznych. Skrytykował też szybko rosnący dług publiczny, dystansując się od popularnego w części lewicy przekonania, że zadłużenie państwa nie stanowi istotnego problemu.
Zobacz także
Im mniej było w przemówieniach i panelach politycznych manifestów, tym wartościowsze stawały się dyskusje. Dlatego pierwsze wystąpienie Mateusza Morawieckiego, skupione na dumie, ambicji i rozwoju, brzmiało lepiej niż jego późniejsze przemówienie. Trafne były uwagi byłego premiera o coraz trudniejszym otoczeniu międzynarodowym. Nie tylko o zagrożeniu ze strony Rosji, lecz także o systemowym wyzwaniu, jakie dla Zachodu stanowią Chiny.
Raziły natomiast krytyczne oceny polskiej transformacji i Okrągłego Stołu, przy którym zasiadał przecież także Lech Kaczyński. Jarosław Kaczyński mówił w 1999 roku:
Jarosław Kaczyński
wypowiedź z 1999 roku
Sam Mateusz Morawiecki również zapewne nie uważał Balcerowicza za symbol zła, gdy kierowany przez niego bank był przez kilka lat głównym sponsorem projektu edukacji ekonomicznej dla szkół prowadzonego przez Fundację FOR, założoną przez Leszka Balcerowicza.
Drugie wystąpienie zakończyło się wiecowym atakiem na "tuskizm", "nieróbstwo", "draństwo", "ściemę" i "złodziejstwo". Najwyraźniej część elektoratu PiS trzeba było nakarmić ostrym przekazem i dostarczyć materiału partyjnym mediom. Trudno pogodzić taki język z wygłaszanymi podczas wydarzenia apelami o poszukiwanie porozumienia w sprawach fundamentalnych oraz deklarowaną gotowością do "pełnienia roli osoby, która potrafi budować mosty i kompromisy". Nie uwierzył w to nawet Jan Rokita, mówiąc o dominującej w polskiej polityce "permanentnej histeryzacji".
Morawiecki nie chce wyborców Konfederacji?
W całości wysłuchałem panelu o inwestycjach. Paweł Borys słusznie zauważył, że nie należy nadmiernie przywiązywać się do sztywnego celu inwestycji na poziomie 25 proc. PKB. Ważniejsze jest, aby inwestycje trwale rosły i miały sens ekonomiczny. Cel liczbowy pozostaje wtórny wobec ich jakości.
W mojej ocenie znacznie większą rolę niż obecnie powinny odgrywać inwestycje prywatne. Część uczestników największe nadzieje nadal wiązała jednak ze spółkami Skarbu Państwa, powtarzając apele o poprawę ich zarządzania.
Skoro nie ma politycznej woli powrotu do prywatyzacji, pojawiają się hasła profesjonalizacji i odpolitycznienia państwowych spółek. Jadwiga Emilewicz zapytała Marcina Chludzińskiego, czy po ewentualnym powrocie do KGHM potrafiłby nie zajmować się rozliczaniem poprzedników i skupić się na przyszłości. Ważniejsze pytanie do polityków Rozwoju Plus brzmi jednak: czy po powrocie do władzy pozostawiliby na stanowiskach tych menedżerów państwowych spółek, którzy zostali powołani za czasów obecnego rządu, ale dobrze zarządzali firmami?
Najciekawszym głosem w panelu inwestycyjnym był Jan Růžička z czeskiej grupy PPF. Zwracał uwagę, że Czesi zazdroszczą dziś Polsce sukcesu gospodarczego, i apelował o silniejszy głos naszego regionu w debacie o deregulacji i konkurencyjności Unii Europejskiej. Przekonywał też, że państwo powinno być sędzią, a nie pasterzem. Powinno ustalać i egzekwować reguły, a nie prowadzić obywateli i przedsiębiorstwa w kierunku wybranym przez polityków. Chwalił również skalę czeskiej prywatyzacji, wbrew antyprywatyzacyjnym głosom części uczestników.
W panelu o inwestycjach pojawiły się także sensowne postulaty uproszczenia podatków, reformy VAT, wzmacniania etosu przedsiębiorczości, modernizacji edukacji oraz tworzenia stabilnych warunków do inwestowania. Kluczowe są tu przewidywalne prawo, sprawne sądy, ochrona własności i wysoka jakość legislacji. Na tym polu rządy PiS pozostawiły wiele czarnych kart.
W całości wysłuchałem również panelu "Rozwój a wykluczenia. Jak idąc do przodu nie zostawić nikogo z tyłu. Lewicowa perspektywa". Zorganizowano rozmowę prezentującą perspektywę lewicową, ale zabrakło analogicznej debaty o rozwoju z perspektywy wolnościowej. Ograniczono się do kąśliwych uwag pod adresem Łukasza Warzechy, "kolibrów", czyli konserwatywnych liberałów, oraz austriackiej szkoły ekonomii.
Pokazuje to, gdzie Rozwój Plus nie zamierza szukać wyborców. Nie próbuje na razie poważnie sięgnąć po wolnościową część elektoratu Konfederacji ani po gospodarczych liberałów rozczarowanych ofertą koalicji rządzącej. To dobra wiadomość dla tych, którzy chcieliby po tego typu wyborców sięgać.
Poza rywalizacją o elektorat "Zjednoczonej Prawicy" Mateusz Morawiecki chce, jak sam deklaruje, sięgać po wyborców centrowych. To konkurencja dla różnych mniejszych ugrupowań tak chętnie biorących na sztandary słowo "centrum". Koalicja Obywatelska również nie powinna spokojnie zajadać popcornu, obserwując rozłam w obozie Jarosława Kaczyńskiego. Rozwój Plus będzie też kusić wyborców po lewej stronie sceny politycznej.
Jak blisko są lewica i prawica
W panelu lewicowym pojawiały się znane recepty: poprawianie usług publicznych przede wszystkim przez zwiększanie wydatków, "uspołecznienie środków produkcji" i przeznaczanie kolejnych pieniędzy podatników na państwowe programy mieszkaniowe. Były też postulaty mniej typowe dla współczesnej lewicy. Rafał Woś apelował o moratorium migracyjne i obronę złotego jak niepodległości. Jako autor książki "Lewicę racz nam zwrócić, Panie!" podziękował też Panu Bogu za Prawo i Sprawiedliwość. Gdy mówiono o przywilejach podatkowych, które są realnym problemem wartym dyskusji, skupiano się niemal wyłącznie na ryczałtowym opodatkowaniu działalności gospodarczych, pomijając choćby preferencje dla rolników.
Panel ten, a także pozytywne reakcje publiczności, pokazały, jak blisko siebie mogą znaleźć się lewica i prawica, gdy obie wybierają drogę etatyzmu. Różnią się językiem, podejściem do religii i obyczajów, ale często łączy je przekonanie, że odpowiedzią na kolejne problemy powinny być większe wydatki, szersza własność państwowa i rozbudowane sterowanie gospodarką.
Wolnościowa alternatywa polega na zakwestionowaniu założenia, że rozwój należy projektować przede wszystkim odgórnie. Polski sukces ostatnich dekad nie był dziełem jednego rządu, jednej strategii ani jednej partii. Zbudowały go miliony ludzi, którzy pracowali, zakładali firmy, zmieniali miejsce zamieszkania w poszukiwaniu lepszej pracy i podejmowali ryzyko. W polskiej historii ważną rolę odegrał Plan Balcerowicza. Jeszcze ważniejsza była jednak realizacja milionów mniejszych, prywatnych planów.
Popieram cel Mateusza Morawieckiego, aby Polska stała się jednym z najlepszych miejsc do życia. Powinniśmy aspirować do pierwszej dwudziestki nie tylko pod względem wielkości PKB, lecz także dochodu na mieszkańca, jakości instytucji, siły dyplomacji i warunków prowadzenia działalności gospodarczej.
Różnimy się w ocenie drogi. Inspirując się metaforą Jana Růžički, uważam, że nie potrzebujemy państwa-pasterza próbującego kierować gospodarką i prowadzić obywateli w stronę wybraną przez polityków. Potrzebujemy państwa-sędziego: sprawnego i przewidywalnego, chroniącego własność, bezpieczeństwo i konkurencję, a jednocześnie pozostawiającego obywatelom i przedsiębiorcom możliwie szeroką przestrzeń do rozwoju.






