Wildberries, rosyjski odpowiednik Amazona i Allegro
Wildberries, rosyjski odpowiednik Amazona i Allegro, w ostatnim czasie znalazł się na celowniku ukraińskiej armii Fot. frank333 / shutterstock

Wildberries to rosyjski odpowiednik Amazona i Allegro, który w ostatnim czasie znalazł się na celowniku ukraińskiej armii. Największa platforma handlu internetowego w Rosji jest w dużej części sparaliżowana po atakach dronów. Ukraina ma w tym konkretny powód. I nie chodzi tylko o to, by Rosjanie nie mogli zamawiać w sieci ulubionych ubrań czy telefonów.

REKLAMA

4 sierpnia w nocy ukraińskie drony zaatakowały jednocześnie kilka regionów Rosji. Trafione zostały cele w obwodach leningradzkim, twerskim, moskiewskim, biełgorodzkim i niżnonowogrodzkim. Celem dla ukraińskich dronów ponownie stały się magazyny należące do rosyjskiej sieci Wildberries.

Dlaczego Kijów wziął na celownik Wildberries?

– Od prawie dwóch tygodni magazyny naszej firmy są celem ataków terrorystycznych. Dlaczego akurat nasze magazyny? To ataki na setki milionów ludzi w 10 krajach jednocześnie – żaliła się niedawno Tatiana Kim, prezeska Wildberries. Oczywiście w tonie, który pasuje do rosyjskiej narracji.

Najpierw zróbmy małe podsumowanie. Wiadomo, że firma w Rosji ma około 200 obiektów, z czego 26 to duże centra logistyczne. Ukraińcy zaatakowali podobno już 18 z nich i nie bez powodu chodziło im o konkretne lokalizacje. Mowa o miejscach odpowiedzialnych za dystrybucję przesyłek.

W efekcie przerwana jest duża część łańcucha dostaw. Już w lipcu Ukraina uderzyła w serce "rosyjskiego Amazona" – byli zabici i wielu rannych, a jeszcze wcześniej, bez udziału dronów, w magazynie pod Petersburgiem wybuchł ogromny pożar.

Z jednej strony łatwo wytłumaczyć, dlaczego Kijów wziął na celownik właśnie Wildberries. To uderzenie w ważny element życia Rosjan i ich gospodarki, ale sprawa jest znacznie poważniejsza i Ukraina ma mocne argumenty. Rosyjska firma teoretycznie działa jak zwykła platforma zakupowa, a jednocześnie ma wspierać reżim Władimira Putina w działaniach wojennych.

W praktyce ma być używana do przemycania m.in. komponentów wykorzystywanych do produkcji i wyposażania sprzętu wojskowego. Władze w Kijowie traktują magazyny Wildberries jak cele o znaczeniu militarnym.

Magazyny Wildberries jako kluczowe centrum logistyczne

"Kijów postrzega Wildberries jako kluczowe centrum logistyczne służące do transportu części wykorzystywanych w produkcji dronów, które sieją śmierć i zniszczenia w miastach na terenie całej Ukrainy" – zauważa "Financial Times".

Co więcej, ukraińscy urzędnicy powiedzieli dla "FT", że ataki na rosyjski odpowiednik Amazona stanowią bezpośrednią odpowiedź na ataki Moskwy na dziesiątki placówek należących do ukraińskiej Nowej Poczty.

Z kolei Reuters zaznacza, że nawet jeśli magazyny nie pomagałyby w przesyłaniu uzbrojenia na front, ich zniszczenie utrudnia handel, zwiększa koszty transportu i logistyki oraz wywiera presję na rosyjską gospodarkę. Ukraina otwarcie mówi o próbie podniesienia kosztów prowadzenia wojny dla Rosji.

"Te ataki mają również sprawić, by skutki wojny były bardziej odczuwalne dla mieszkańców Rosji i środowisk biznesowych" – czytamy. Już wcześniej agencja informowała, że po serii ataków Wildberries utraciło około 10 proc. powierzchni magazynowej i zaczęło szukać alternatywnych centrów logistycznych, m.in. w Kazachstanie.

Podnoszenie kosztów wojny i presja na rosyjską gospodarkę

Rosja i władze Wildberries odpierają zarzuty mówiące o tym, że firma wspiera wojsko Putina. Twierdzą, że magazyny służą wyłącznie cywilnemu handlowi, a ataki określają jako uderzenia w infrastrukturę cywilną i akty terroru.

Wiadomo, że nowoczesna wojna zależy od ciągłego przepływu paliwa, części zamiennych i elektroniki. "Jeżeli te przepływy zostaną zakłócone, armia działa mniej efektywnie nawet bez bezpośrednich strat na froncie" – podkreśla Atlantic Council, amerykański think tank, działający w obszarze spraw międzynarodowych. To pokazuje, że Rosja wpadła w pułapkę bez wyjścia – to cios w samo serce gospodarki Putina.