
Afera dotycząca Szpitala Południowego w Warszawie wraca i pozostaje problemem nie tylko dla Rafała Trzaskowskiego, ale i rządu Donalda Tuska. Tym razem głos zabrała Anna Łukasik, była prezeska Szpitala Południowego, która w wywiadzie ujawniła wymowne słowa Dawida Kacprzyka.
Anna Łukasik ujawniła nowe wątki afery w Szpitalu Południowym. W rozmowie z Onetem opowiedziała m.in. o ukrytym sprzęcie do nagrywania w prosektorium i magazynie z ubraniami dla nieboszczyków, który odkryto na jednym z oddziałów warszawskiego szpitala.
"Pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego". Kacprzyk oczami byłej prezeski
Najbardziej wymowne są jednak słowa, które miała usłyszeć od Dawida Kacprzyka. – Pierwszego dnia pracy Dawid Kacprzyk powiedział mi, że "pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego". Najpierw odebrałam to jako żart. Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza – powiedziała.
Zobacz także
Łukasik powiedziała w wywiadzie, że Kacprzyk miał jej proponować udział w "prywatnych kolacjach Kaznowskiej z prezesami i dyrektorami podległych miastu szpitali". Jak zapewniła, nigdy nie brała w nich udziału.
Sygnalista ze Szpitala Południowego i wizyta wiceminister zdrowia
Była prezeska odniosła się również do sprawy sygnalisty ze Szpitala Południowego – doktora Emila Jędrzejewskiego. – Pewnego dnia pojawił się w moim gabinecie z wiceminister zdrowia Katarzyną Kacperczyk. Nie było to wcześniej umówione spotkanie. Pani minister powiedziała, że zna doktora od dzieciństwa, posiedziała kilka minut i wyszła. Odebrałam to jako pokaz siły oraz próbę wzmocnienia jego pozycji w szpitalu – opowiedziała.
A dlaczego rozwiązano umowę z Jędrzejewskim? Łukasik wymieniła kilka powodów: – Opóźnienia w rozliczaniu świadczeń z NFZ, niezamknięte historie chorób i niewłaściwie przechowywana dokumentacja. Doszła do tego sprawa kradzieży z depozytu pacjenta na jego oddziale. No i atak na Kacprzyka.
700 tys. zł premii i dwa grafiki anestezjologów
Łukasik ujawniła ws. doktora Jędrzejewskiego, że w 2024 roku placówka wypłaciła mu ponad 700 tys. zł premii za poprzedni rok. Kiedy postanowiła później sprawdzić dokumenty, okazało się, że "anestezjolodzy pracowali według dwóch grafików". To m.in. po tych doniesieniach Donald Tusk chce ukrócić zarobki lekarzy, choć środowisko medyczne ma własny pomysł na uszczelnienie systemu.
– Analiza wskazywała, że koszty części lekarzy wykonujących pracę przy operacjach mogły być księgowane na intensywnej terapii w taki sposób, że nie obciążały chirurgii. Jeśli tak było, wynik finansowy oddziału był sztucznie poprawiany, a właśnie od tego wyniku zależała wysokość premii doktora Jędrzejewskiego – podkreśliła.
Zarzuty wobec SOR-u w Kanale Zero. Od czego zaczęła się afera?
Przypomnijmy, że 23 czerwca w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim w Kanale Zero dr Emil Jędrzejewski opowiadał o nieprawidłowościach, do jakich według niego miało dochodzić w warszawskim Szpitalu Południowym, gdy na SOR pracował słynny już lekarz-milioner – Dawid Kacprzyk.
Wspomniał m.in. o pacjencie, który umarł w toalecie, a personel miał się zorientować po trzech godzinach. – W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie – mówił. Nie przedstawił jednak dowodów na swoje twierdzenia.






