
Wakacje nad Adriatykiem to jedna z ulubionych form spędzania urlopów wśród Polaków. Przez lata dominatorem w tym regionie była u nas Chorwacja, ale ostatnio na popularności szybko zyskują także Albania i Czarnogóra. Drugi z tych kierunków stał się właśnie ofiarą własnego sukcesu. Pierwszy weekend sierpnia udowodnił, że nie byli na to gotowi.
Wakacje nad Adriatykiem stały się jednym z najpopularniejszych wyjazdów wśród Polaków. Wspomniałam już o Bałkanach, ale warto podkreślić, że nasi podróżni są jedną z najliczniejszych grup we włoskim Rimini, gdzie w zasadzie witani są z otwartymi ramionami. Równocześnie ci, którzy w sierpniu postanowili odwiedzić Czarnogórę, musieli uzbroić się w cierpliwość. I to nie tylko na granicy, ale i na lotnisku.
Czarnogóra w jeden weekend przyjęła więcej turystów niż ma mieszkańców
Czarnogóra już teraz może powiedzieć, że w pewnym sensie osiągnęła turystyczny sukces. Od 31 lipca do 2 sierpnia na jej teren wjechało w sumie 632 766 osób. W tę pulę włączono osoby, które przypłynęły statkami, przyleciały samolotami, ale i wjechały samochodami. Tym ostatnim drogę utrudniała m.in. autostrada D3 na Słowacji i utrudnienia w wakacje. Równocześnie populacja Czarnogóry wynosi ok. 623,6 tys. osób.
Tak duże zainteresowanie doprowadziło do chaosu na granicach. Korki do kontroli dokumentów (pamiętajmy, że Czarnogóra nie jest członkiem UE, nie jest też w strefie Schengen) ciągnęły się w nieskończoność. Na wjazd do kraju trzeba było czekać nawet 10 godzin. I to w 35-stopniowym upale. Sytuacja miejscami była na tyle zła, że lokalne władze wysyłały cysterny z wodą, aby ludzie stojący w korkach mogli uzupełnić zapasy.
O sytuacji napisał też portal thedubrovniktimes.com. Na co dzień jego dziennikarze skupiają się na Dubrowniku, również popularnym wśród Polaków, ale tym razem korek do granicy z Czarnogórą sięgnął aż do dubrownickiego lotniska, więc był to także ich problem. Jak czytamy na ich łamach, zapchane przejście Karasovići jest problemem, który wraca co roku. Winni są nie tylko turyści, ale i Czarnogórcy oraz Albańczycy, którzy mieszkają m.in. w Niemczech i we Włoszech, a teraz wracają w rodzinne strony na czas letnich wakacji. Choć lokalne władze wielokrotnie obiecywały, że utrudnienia się skończą, a w planach było m.in. poszerzenie pasów drogi i zwiększenie zatrudnienia, w praktyce na obietnicach się skończyło.
Zobacz także
Lotniska w Czarnogórze niegotowe na turystów. Jedno tragiczne, drugie bez transportu
Jednak problemy Czarnogóry nie są wyłącznie jej kłopotami. Aktualnie obsługi podróżnych na granicach powietrznych, lądowych i morskich nie ułatwia także system EES, który wymaga pobrania danych biometrycznych od każdego podróżnego spoza Wspólnoty przy okazji jego pierwszego wjazdu na teren UE i wyjazdu. A to bardzo wydłuża kolejki na kontrolach granicznych.
Dodatkowym problemem Czarnogóry są także lotniska. To w Tivacie od kilku tygodni bywa nazywane najgorszym w Europie, tym samym odbierając ten tytuł Heraklionowi, za sprawą kolejek ciągnących się jeszcze przed terminalem. Polacy mogą tego doświadczyć na własnej skórze już za rok, ponieważ na tamtejsze lotnisko będzie latać m.in. Itaka.
Z drugiej strony największy port w kraju, czyli lotnisko w Podgoricy, także nie jest gotowy na przyjmowanie rzesz podróżnych. Jego największym minusem jest bardzo słaby transport z nadmorskimi kurortami. Bo trzeba być szczerym – sama stolica Czarnogóry nie ma zbyt wielu interesujących atrakcji. A zwłaszcza osoby, które przylatują tam na wakacje, raczej od razu kierują się do Budvy lub Kotoru. Żeby tam dojechać komunikacją zbiorową, podróżni muszą dojechać do centrum Podgoricy i dopiero tam przesiąść się do odpowiedniego autobusu. A biorąc pod uwagę skalę zainteresowania, bezpośrednie połączenia z lotniska wydają się wręcz obowiązkiem.






