blok mieszkalny z małymi balkonami
Wystawił kawalerkę na OLX pod nieobecność brata. Za pół ceny lokator miał spać w kuchni Fot. Shutterstock / Zdjęcie poglądowe

Wyjazd do pracy za granicę, klucze zostawione komuś z rodziny i prośba: "popilnuj mi mieszkania". Okazuje się, że dla niektórych taka przysługa to pomysł na biznes. Bezprawnik.pl opisał absurdalne ogłoszenie wynajmu kawalerki w Rzeszowie, które wylądowało na OLX. Cena o połowę niższa od rynkowej to był dopiero początek.

REKLAMA

Jak opisuje Bezprawnik, oferta wynajmu kawalerki w Rzeszowie była bardzo korzystna. Koszt: 1000 zł, opłaty administracyjne po stronie właściciela, a do odstępnego należało doliczyć jedynie opłaty za prąd i gaz. W mieście, w którym za podobne lokum płaci się zwykle około 2000 zł – a tyle mniej więcej wynika z danych o tym, ile kosztuje teraz wynajem mieszkania – oferta wyglądała co najmniej na pomyłkę. Dziennikarka postanowiła to zweryfikować.

Kawalerka na wynajem za 1000 zł. Z łóżkiem w kuchni i bez umowy

Jak czytamy, ogłoszenie na OLX "umieścił mężczyzna, którego brat wyjechał na bliżej nieokreślony czas do pracy za granicę". "Znacznie niższa cena wynikała z tego, że oferta dotyczyła nie tyle wynajęcia całego mieszkania, ile przedpokoju, kuchni ze wstawionym do niej łóżkiem i łazienki. Natomiast sypialnia z prywatnymi rzeczami właściciela była zamknięta na klucz" – opisuje Bezprawnik.

Do tego dochodził jeszcze warunek, którego nie było w ogłoszeniu: gdyby brat wrócił wcześniej, lokator ma się wyprowadzić od ręki. Dziennikarka zapytała też, czy właściciel wie o ogłoszeniu i czy ogłoszeniodawca ma jego zgodę. Odpowiedź była na tyle wymijająca, że trudno ją odczytać inaczej niż jako brak tytułu prawnego do lokalu i brak jakiegokolwiek pełnomocnictwa.

Potwierdzał to zresztą kolejny warunek: żadnych dokumentów. Ustne ustalenia miały wystarczyć obu stronom. Z perspektywy osoby wystawiającej ogłoszenie było to w sumie logiczne, ponieważ umowa na piśmie zostawia ślad.

Co grozi za wynajmowanie cudzego mieszkania

To niestety nie jest odosobniony przypadek, tylko efekt uboczny sytuacji na rynku najmu. Właściciele, którzy boją się lokatora przestającego płacić – a to, jak usunąć dzikiego lokatora – wcale nie jest w Polsce oczywiste, wolą zostawić mieszkanie puste i poprosić kogoś bliskiego o opiekowanie się nim. Gorzej, jeśli osoba, która w założeniu miała chronić mieszkanie, tak jak w Rzeszowie, chce wprowadzić do niego obcą osobę bez wiedzy właściciela. I jeszcze na tym zarobić.

A katalog konsekwencji jest szerszy, niż mogłoby się wydawać. Pobranie czynszu lub kaucji od osoby przekonanej, że wynajmuje lokal od uprawnionego, wypełnia znamiona oszustwa z art. 286 Kodeksu karnego, który mówi: "Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia mieniem za pomocą wprowadzenia w błąd, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8". Taka osoba może jeszcze odpowiadać za przywłaszczenie mienia powierzonego (art. 284 § 2 k.k., do 5 lat) oraz naruszenie miru domowego (art. 193 k.k.), jeśli lokal udostępniono wbrew woli właściciela.

Co więcej, właściciel może żądać natychmiastowego opuszczenia mieszkania, a najemca, który "zawarł umowę" z osobą bez tytułu prawnego, nie jest chroniony przepisami o ochronie praw lokatorów. Do tego dochodzi roszczenie o odszkodowanie za szkody w lokalu i za bezumowne korzystanie z niego. Poza tym nieopodatkowany przychód z najmu to zaległość podatkowa wraz z odsetkami, a przy większych kwotach także odpowiedzialność z Kodeksu karnego skarbowego.

W praktyce jednak niewiele takich spraw kończy się wyrokiem. Powód jest prozaiczny: mało kto decyduje się złożyć zawiadomienie na brata, szwagra czy kuzyna. Sprawa zostaje w rodzinie, jednak zaufanie, którego nadużyto przy okazji przysługi, zwykle już nie wraca.

Dodajmy też, że trwają prace, które nałożą nowy obowiązek dla właścicieli mieszkań. Rząd planuje wprowadzić obowiązek rejestracji lokali i pokojów wynajmowanych na doby, który jest wymagany przez unijne rozporządzenie. Ma to ograniczyć szarą strefę najmu krótkoterminowego. Wynajmujący "na czarno" nie będą mogli opublikować ogłoszenia na popularnych portalach. Za ominięcie nowych przepisów, które wprowadza ustawa o najmie krótkoterminowym, będzie grozić wysoka kara – do 50 tys. zł. Jak pisaliśmy w naTemat.pl, pod lupą skarbówki są też wynajmujący mieszkania – fiskus sprawdza Airbnb i Booking.