Po lewej - traktor rolnika, który zaorał drogę. Po prawej - młotek sędziowski.
Nowe fakty w sprawie rolnika z Gliwic. Fot. zrzut ekranu, Katarzyna Kuczyńska-Budka / Facebook

Rolnik z Gliwic wyszedł na wolność, a sprawa zaoranej drogi właśnie nabrała nowego wymiaru. Prokuratura obniżyła wartość strat z wcześniej podawanych 300 tys. zł do kwoty poniżej 200 tys. zł, co oznacza zmianę kwalifikacji zarzucanego czynu. Może to mieć bardzo daleko idące konsekwencje dla dalszego biegu sprawy.

REKLAMA

Rolnikowi z Gliwic, który zniszczył świeżo wyremontowaną drogę, wciąż grozi poważna kara. Wygląda jednak na to, że czeka nas pewien kluczowy zwrot w całej sprawie.

W rozmowie z PAP prokurator Iwona Rosprzak z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach przekazała, że z opisu czynu wyeliminowano kwestię mienia znacznej wartości. Prokuratura wyceniła, że szkody wyrządzone przez rolnika wynoszą mniej niż 200 tys. złotych. W związku z tym uchylono również najsurowszy środek zapobiegawczy – rolnik opuścił areszt.

Zmiana kwalifikacji przestępstwa zarzucanego podejrzanemu może mieć także wpływ na maksymalną karę za jego czyn.

Wygląda na to, że rolnik może odpowiedzieć teraz za zniszczenie rzeczy, z artykułu 288 Kodeksu karnego, którego § 1 brzmi: "Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

Wcześniej była mowa o karze do 10 lat (niestety komunikat Prokuratury Okręgowej w Gliwicach nie wskazał konkretnego przepisu). Może to jednak wskazywać (skoro wcześniej śledczy mówili o znacznej wartości, 300 tys. złotych, czyli więcej niż 200 tys. złotych), że poprzednio zarzucony podejrzanemu czyn był związany z artykułem 294 Kodeksu karnego (obostrzenie odpowiedzialności), który maksymalną karę pozbawienia wolności za zniszczenie rzeczy określa jako do lat 10.

O uchylenie aresztu zabiegała rodzina. RPO również miała pewne wątpliwości

W sprawie rolnika doszło do interwencji RPO. Decyzja o 3-miesięcznym areszcie wzbudziła sprzeciw części środowiska prawniczego (a także internautów i komentatorów). Podkreślano, że nic nie wskazuje na to, by rolnik zamierzał opuścić swoje miejsce zamieszkania lub mataczyć w sprawie. Mężczyzna przyznał się do zaorania asfaltu i deklarował dość konkretną motywację – twierdził, że droga powstała na jego działce.

"Aleksandra Wentkowska (red. – Pełnomocnik Terenowy RPO w Katowicach) zwróciła się do prezes Sądu Rejonowego w Gliwicach o przedstawienie uzasadnienia postanowienia o zastosowaniu tymczasowego aresztowania oraz o informację, czy orzeczenie jest prawomocne" – poinformowali w środę przedstawiciele państwowego organu.

Obecnie RPO jest Sylwia Gregorczyk-Abram, która objęła funkcję w zeszłym miesiącu, zastępując Marcina Wiącka.

Z kolei "Fakt" poinformował, że zażalenie na zastosowanie wobec mężczyzny aresztu tymczasowego złożyła także rodzina podejrzanego.

Wahania ceny asfaltu – rolnik z Gliwic jest słynny na całą Polskę

Pierwotnie media wyceniały koszt naprawy 200-metrowej drogi na 400 tys. złotych. Później Prokuratura Okręgowa w Gliwicach zmniejszyła tę stawkę do 300 tys. złotych. Obecnie mowa już o mniej niż 200 tys. złotych.

Nie zmienia to jednak faktu, że (zarówno według śledczych, jak i lokalnych władz) działka, na której doszło do zaorania asfaltu, stanowi wyłączną własność Miasta Gliwice. Część internautów kwestionuje ten fakt, sugerując, że rolnik miał prawo posunąć się do takiego rozwiązania, gdyż na środku drogi w Gliwicach znajduje się słupek, który według części internautów jest słupkiem granicznym.

Dalsza część artykułu poniżej.

Część osób, które komentują sprawę, sugerują, że słupek, od którego rolnik rozpoczął swój "rajd" jest prawdopodobnie oznaczeniem przebiegu instalacji gazowej i wskazują tu na spójność oznaczeń (litery "L" u zwieńczenia znacznika) z podziemną infrastrukturą.

Niezależnie od prawdziwości tych teorii, jeśli działka należy do miasta, mieszkańcy nie tylko będą musieli obejść się objazdem, ale być może ponieść też wysokie koszty przywrócenia asfaltu do stanu używalności.