
Krzyż na Giewoncie "zniknął" ze zdjęcia Forda, więc internet ruszył do obrony polskich tradycji. Teraz głos w sprawie kontrowersyjnego zdjęcia zabrał jego autor – Marcin Kin. Zagadka ma znacznie prostsze rozwiązanie.
Doniesienia na temat "zaginionego" krzyża ze zdjęcia Forda Rangera wywołały burzę w internecie. Na X błyskawicznie pojawiły się reakcje oburzonych internautów, w tym byłego posła PiS Janusza Kowalskiego, byłego ambasadora Marka Magierowskiego i publicysty Cezarego Gmyza.
O co poszło? Na zdjęciu udostępnionym przez profil Ford Pro Polska na X "brakowało" kluczowego detalu – słynnego na całą Polskę krzyża na Wielkim Giewoncie. W ruch poszedł hejt i odważne deklaracje. "Nigdy nie kupię Forda. Bezczelność. Antypolska reklama" – napisał były przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości znany m.in. z zabierania kolegom kart do głosowania (jak twierdzi poseł Krzysztof Paszyk).
Internauci w geście protestu zaczęli umieszczać na zdjęciu wygenerowane w AI meczety. "Obrona Giewontu" spotkała się jednak z chłodną odpowiedzią ze strony firmy Ford (tak, tej samej, którą założył Henry Ford w 1903 roku w Detroit w stanie Michigan). "Ale on tam jest" – brzmi stanowisko firmy.
Jak wynika ze śledztwa przeprowadzonego przez internautów, krzyż na fotografii jest, ale nie jest dobrze widoczny. Dostrzeżenie go wymaga precyzyjnej interwencji programem graficznym. Wygląda jednak na to, że firma wyszła z sytuacji obronną ręką.
Część oburzonych wpisów została usunięta z godnością i bez propagowania kolejnych interesujących teorii na temat stosunku marki do polskich tradycji. Na tym się jednak nie skończyło. Wywołany do tablicy fotograf postanowił ujawnić kulisy "bezczelnego" i "antypolskiego" spisku. Okazuje się, że kluczowa w całej sprawie jest... perspektywa.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Zagadka wyjaśniona. Uwaga – krzyż jest na swoim miejscu
– Witam wszystkich, z tej strony Marcin Kin – słyszymy na nagraniu udostępnionym na Instagramie przez autora "kontrowersyjnej" fotografii. – Gdzie jest krzyż? No więc szybko odpowiadam. Krzyż jest tam, gdzie był. Nikt go nie usunął. Tak samo na tym zdjęciu nikt go nie usuwał – zarzeka się fotograf.
Marcin Kin ujawnił rozwiązanie zagadki, sięgając po empiryczne wsparcie. Skierował w trakcie nagrania w kierunku Giewontu zoom. Niespodzianka, taki zabieg ukazuje, że krzyż faktycznie jest na swoim miejscu. – Jest krzyż. Nie ma krzyża. Jest krzyż. Nie ma krzyża – mówi fotograf "znikając" i "ujawniając" czcigodny obiekt.
– Do tego jeszcze dochodzą takie kwestie jak kąt padania światła czy przysłona oraz, jak słusznie niektórzy zauważyli, kompresja pliku JPG na Instagramie, co mogło spowodować, że nie był wystarczająco widoczny – wyjaśnia autor fotografii.
W "gdzie jest krzyż II" nie ma nic dziwnego. Polacy wyraźnie oczekują innego standardu
Cała ta afera wokół Forda ujawnia pewną kluczową wadę krzyża na Wielkim Giewoncie. Otóż góra ma wysokość 1894 m n.p.m., a krzyż jest wysoki na zaledwie 17,5 m. Powiedzmy sobie wprost – symbol nie spełnia najnowszych XXI-wiecznych standardów sakralnego budownictwa. Skąd taki wniosek?
Przypomnijmy – w Konotopiu niedaleko Torunia właśnie powstała wysoka na 55 metrów figura Matki Boskiej. W Świebodzinie jest za to jedna z największych figur Jezusa, której wysokość to 33 metry (a według niektórych szacunków nawet 52,5 metrów!). Obydwa obiekty znajdują się zresztą na równinnym terenie i dominują okoliczny krajobraz. Oko kamery zdecydowanie nie byłoby w stanie tak prosto "wyciąć" tego typu obiektu z kadru.
Jeszcze większą rzeźbę postawiono na Sumatrze. Mowa tu o posągu Jezusa Chrystusa Zbawiciela z Sibea-bea, który ma aż 61 metrów. Wniosek jest prosty – należy wziąć się do roboty. Krzyż powinien zostać dostosowany do obecnych "norm" i zyskać tak, na oko, przynajmniej 30 metrów.






