
Gdyby defilada 15 sierpnia nie była upolityczniona i nie posłużyłaby po raz kolejny za pałkę polityczną, to dopiero mielibyśmy prawdziwe święto. Tymczasem idealnym celem okazała się Marta Nawrocka. Zamiast rozmawiać o bezpieczeństwie państwa i zakupach dla armii, połowa sieci zamieniła się w kółko ekspertów od mody i savoir-vivre'u.
Ze Świętem Wojska Polskiego w ogóle jest pewien problem. Myślałem, że gorzej być nie może, kiedy było już jasne, że wszystko odbędzie się pod szyldem SAFE. Umówmy się, to potrzebny Polsce projekt, ale jedni starają się go obrzydzać, inni bronią jak niepodległości. Nie wiem, po co wyciągnęli to 15 sierpnia, żeby w dniu pięknego święta robić kolejny polityczny cyrk.
Hejt na Martę Nawrocką za ubranie 15 sierpnia. Serio?
Ale tu nie o to chodzi, bo dwa dni po defiladzie nie czytam już o zakupach broni czy modernizacji armii. W sieci wylewa się dziwaczny hejt. To, co spotkało Martę Nawrocką w mediach społecznościowych, po raz kolejny przekroczyło granicę zwykłego niesmaku.
Nie mam zamiaru wymądrzać się tu o dyplomatycznym protokole, bo nawet nie chcę czuć się specjalistą od tego, jaki strój powinna wybrać pierwsza dama na państwową uroczystość i jak musi układać się kołnierzyk w żakiecie. Ale jakkolwiek dziwnie to brzmi, pierwsza dama właśnie obrywa za to, jak się ubrała 15 sierpnia.
Zobacz także
Wchodzę w komentarze na X i widzę hasło "pierwsza dama" w trendach. A pod nim wojna światów. Część wpisów to laurki dla Nawrockiej, że pięknie wyglądała. Druga połowa to ściek, który trudno wytłumaczyć. Nie będę go cytował, bo wiele tych wpisów to wulgarne odzywki, albo po prostu poziom bruku.
Można też analizować styl Nawrockiej w najdrobniejszych szczegółach. – Dress code został tu zachowany, ale język wizerunku nie powiedział ani słowa. Sukienka ma w sobie coś z estetyki domowej elegancji, przy odpowiedniej stylizacji równie dobrze mogłaby sprawdzić się podczas rodzinnego przyjęcia czy... przy dodaniu fartuszka: przygotowywania niedzielnego obiadu – stwierdziła dla "Plotka" Ewa Rubasińska-Ianiro, specjalistka od wizerunku. Swoją drogą, jej też się dostało, że ośmieliła się ocenić/skrytykować Nawrocką. Przecież to jakieś błędne koło.
Odpowiedzmy sobie na dwa pytania. Czy pierwsza dama naprawdę wywołała skandal swoim strojem? Nie. Czy wyglądała modnie? Pewnie kwestia gustu. Ale padła ofiarą internetowych zadymiarzy, których pełno z lewej czy prawej strony. Stała się łatwym celem, bo pokazała się publicznie przy ważnej okazji. I oberwała za nic, a strój był tylko pretekstem.
Walka z hejtem, ale tylko dla "swoich"
Hipokryzja w tej sytuacji aż bije po oczach. Na co dzień pół polskiego internetu ma usta pełne wzniosłych frazesów. Uczymy się być "body positive", deklarujemy otwartość na odmienność, krzyczymy o walce z hejtem, o tym, że wygląd nie definiuje wartości, a ocenianie kogoś po ubraniu to obciach rodem z poprzedniej epoki. Piękne, nowoczesne i dojrzałe postulaty, które właśnie spłonęły na stosie.
Spróbujcie tylko pokazać w tej samej przestrzeni osobę, która kojarzy się z drugą stroną politycznej barykady. Wtedy cała ta otwartość wyparowuje. Tolerancja okazuje się być tylko sloganem rezerwowanym wyłącznie dla tych, z którymi się zgadzamy.
Pamiętam, jak Nawrocka udzieliła pierwszego wywiadu w roli pierwszej damy. Powiedzmy to sobie wprost: wyłożyła się wtedy na całej linii. Wyszła nieprzygotowana, spięta i mało przekonująca. Wtedy krytyka miała uzasadnienie. Wiedziała dokładnie, z czym to się wiąże, kiedy wszyscy prześwietlą dokładnie jej każde słowo i reakcje. Ale litości, czym innym jest rozliczanie kogoś z kiepskiego debiutu przed kamerą, a czym innym bezczelny, chamski hejt za wybór stroju.
Przerabiamy dokładnie ten sam scenariusz po raz setny. Przypomnijcie sobie, co działo się przez lata wokół Agaty Kornhauser-Dudy. Każdy jej krok, odcień żakietu, mankiet czy buty były bezlitośnie rozliczane. Debata też sprowadzała się do dyskusji o stroju. Abo wracał temat "milczącej pierwszej damy", co akurat wtedy było bardziej uzasadnionym sporem. Podobne baty zbierała Beata Szydło, kiedy była jeszcze szefową rządu i często oceniano jej stylizacje i słynne broszki.
Krytyka za tegoroczne święto 15 sierpnia bardziej należy się Karolowi Nawrockiemu niż jego żonie. Na sam koniec przemówienia nie miał oporów, aby wprost ocenić unijną pożyczkę SAFE w kontekście polskiego bezpieczeństwa, a także patriotycznych haseł. – Musimy mieć świadomość, że na sztandarach Wojska Polskiego od wieków wypisane jest "Bóg, Honor i Ojczyzna", a nie SAFE – podsumował. Zabrzmiało to wzniośle i przesadnie.
Sondaże o pierwszej damie: ponad połowa Polaków ocenia ją pozytywnie
A Marta Nawrocka? Nie zaszkodzi jej raczej ostatnia lawina hejtu, bo cała ta burza przeszła przez bańkę zagorzałych krytyków pary prezydenckiej. Co najciekawsze, Nawrocka założyła przecież fundację, która ma walczyć z hejtem. Sondaże na temat obecnej pierwszej damy mówią, że ocenia ją pozytywnie ponad połowa Polaków. W badaniu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski było to dokładnie 50,4 proc. ankietowanych.
Negatywną opinię o Nawrockiej wyraziło 18,9 proc. ankietowanych. 30,7 proc. uczestników badania odpowiedziało, że nie ma zdania na temat działalności pierwszej damy, co w sumie też powinno dać jej do myślenia.
Obrona Marty Nawrockiej nie ma nic wspólnego z sympatiami politycznymi ani z gustem modowym. Nie piszę tego wszystkiego dlatego, że jestem jej wielkim fanem. Bronię jej, bo w tym przypadku stała się ofiarą nagonki, a granice przyzwoitości w sieci po raz kolejny zostały przekroczone z głupiego powodu.
Prawdziwy egzamin z pełnienia roli pierwszej damy dopiero przed nią. Pewnie przyjdzie czas, gdy trzeba będzie zabrać głos w sprawie praw kobiet, stanąć w obronie mniejszości czy zareagować w kryzysowym momencie, w którym to właśnie jej postawa może okazać się przełomowa. Wtedy będziemy rozliczać ją z konkretnych decyzji. I mam nadzieję, że kiedy ten moment nadejdzie, Nawrocka okaże się po prostu skuteczniejsza od swojej poprzedniczki.
Ale dopóki rozliczamy ją jedynie z koloru sukienki, oblewamy przede wszystkim my sami. Egzamin z przyzwoitości.






