Kobieta w kuchni napełniający dzbanek z filtrem
Wkład z dzbanka wymienia się co miesiąc. Nie każdy kosz jest dla niego właściwy. Fot. Taras Grebinets / Shutterstock

Filtr w dzbanku wymienia się mniej więcej raz w miesiącu. Potem zostaje mokry plastikowy wkład, z którym wiele osób nie wie, co zrobić. A wybór kosza ma tu spore znaczenie.

REKLAMA

Dzbanki filtrujące i nakładki na kran pozwalają ograniczyć lub zupełnie wyeliminować kupowanie wody w butelkach, które są objęte już przez system kaucyjny. Same jednak też generują odpad i wcale nie oczywisty w segregacji. Przepisy nie wymieniają wkładów z nazwy, a producenci podpowiadają różne rzeczy. Stąd przy śmietniku można mieć zagwozdkę?

Z czego składa się wkład filtrujący do wody?

Zużyty filtr wygląda jak kawałek plastiku, ale w środku kryje kilka różnych materiałów. Dafi na stronie podaje, że wkład filtrujący to węgiel aktywowany i żywica jonowymienna.

  • Węgiel aktywny – pozyskiwany z łupin orzecha kokosowego, działa jak gąbka na chlor i zanieczyszczenia organiczne.
  • Żywica jonowymienna – wychwytuje sole wapnia i magnezu, przez które w czajniku osadza się kamień.
  • Obudowa wkładu – polipropylen, ten sam plastik co np. w kubkach po jogurcie.
  • Włóknina w środku – cienka warstwa z PET, materiału znanego z butelek.
  • Folia z opakowania – również polipropylen, który wyrzucamy do żółtego kosza.
  • To połączenie decyduje o wszystkim. Plastik plus złoże, które przez miesiąc zbierało z wody chlor i metale, przestaje być czystym surowcem.

    Gdzie wyrzucić zużyty filtr do wody i czy przyjmie go PSZOK?

    Najprostsza ścieżka to czarny kosz. "Zużyte filtry można wyrzucić do pojemnika na odpady zmieszane" – czytamy w dziale pomocy Dafi. Brita idzie inną drogą i zbiera wkłady od klientów.

    Kosze z jej logo stoją w kilkudziesięciu sklepach w całym kraju, głównie w Media Markt, Selgros i Leroy Merlin, ale też w Auchan w Gdańsku, Carrefourze we Wrocławiu i w Urzędzie Miasta Karpacz.

    Druga opcja to wysyłka. Brita zapewnia, że za sześć zużytych wkładów MAXTRA+ lub MicroDisc dostaniemy nowy filtr. Zebrane wkłady jadą do zakładu w Taunusstein w Niemczech, gdzie odzyskuje się z nich plastik, węgiel i wymienniki jonowe.

    Trzecia droga to PSZOK, czyli gminny punkt selektywnej zbiórki odpadów. Przyjmuje rzeczy problemowe, dla których nie ma miejsca w kolorowych pojemnikach: od resztek chemii po stare buty. Zasady ustala jednak gmina, więc przed wyprawą lepiej sprawdzić na jej stronie listę przyjmowanych odpadów.

    Najczęstszy błąd to żółty pojemnik. Rozporządzenie ministra klimatu i środowiska z maja 2021 roku każe wrzucać tam odpady z tworzyw sztucznych, więc odruch wydaje się słuszny. Zużyty wkład zanieczyszcza jednak w sortowni całą partię plastiku, zamiast ją zasilać. Działa to podobnie jak wtedy, gdy wrzucasz ulotkę do niebieskiego kosza.

    Pokrywa dzbanka ze wskaźnikiem LED to elektroodpad

    Ciekawiej robi się wtedy, gdy wyrzucamy nie sam wkład, a cały dzbanek. Modele z elektronicznym wskaźnikiem wymiany filtra mają w pokrywie diodę i baterię, której zwykle nie da się wyjąć i starcza na kilka lat. Sam wskaźnik można dokupić osobno, więc dzbanek zostaje.

    Taki element to zużyty sprzęt elektryczny. "Zabrania się likwidowania urządzenia jako mieszanych odpadów stałych" – ostrzega Dafi w informacji przy wskaźniku LED. Pokrywa powinna trafić do punktu zbiórki elektrośmieci, do PSZOK-u albo do sklepowego pojemnika na zużyty sprzęt.

    Za sam wkład jako takiego mandatu nie ma. Gmina może najwyżej naliczyć podwyższoną opłatę za śmieci. Pokrywa z diodą to już zużyty sprzęt elektryczny, za który ustawa przewiduje grzywnę sięgającą 5 tys. zł.

    Osobna sprawa to filtrami na kran. Niektóre mają elektroniczny wyświetlacz, a ich wkłady to znowu plastik z węglem. Zanim więc wyrzucisz cokolwiek z domowego filtrowania wody, rzuć okiem na opakowanie i stronę producenta. To najszybszy sposób, żeby nie zgadywać przy koszu.