Krzysztof Gawkowski, bezpiecznedane.gov.pl
Na rządowej stronie Bezpieczne Dane można już sprawdzić, czy nasze informacje wyciekły podczas cyberataku na MyDr. Są jednak problemy z wejściem do serwisu Fot. Shutterstock.com / vlad_musiienko / zrzut ekranu / bezpiecznedane.gov.pl / montaż: naTemat

Na początku sierpnia Ministerstwo Cyfryzacji potwierdziło, że w firmie MyDr miał miejsce olbrzymi wyciek danych medycznych 19 milionów Polaków. W sprawdzeniu, czy nasz numer PESEL i inne wrażliwe informacje znalazły się wśród nich, ma pomóc rządowa strona Bezpieczne Dane. Zainteresowanie jest jednak tak duże, że aby dostać się do niej, musimy odczekać swoje w kolejce.

REKLAMA

"Z uwagi na duże zainteresowanie wyciekiem z firmy MyDr, trafiasz do kolejki użytkowników czekających na sprawdzenie danych. Jak tylko będzie to możliwe, wpuścimy Cię do systemu i trafisz na stronę logowania" – czytamy na stronie bezpiecznedane.gov.pl.

W sobotę 29 sierpnia informacje o danych 19 mln Polaków, które wyciekły z firmy MyDr na początku sierpnia zostały dodane na rządową stronę. Dzięki temu możemy teraz sprawdzić, czy również i nasze wrażliwe informacje padły ofiarą cyberataku. Na to trzeba jednak trochę poczekać, bo zainteresowanie Polaków okazało się tak duże, że serwis ma problemy z dostępnością.

Jak działa strona Bezpieczne Dane?

Jak zaznacza serwis, za jego pośrednictwem sprawdzimy wyłącznie sam fakt wycieku naszych danych. Platforma nie dysponuje listą poszkodowanych placówek medycznych ani szczegółami na temat tego, jakie dokładnie informacje trafiły do sieci. Po takie konkrety pacjenci muszą zgłaszać się bezpośrednio do danej przychodni lub szpitala.

"Fakt przełamania zabezpieczeń firmy MyDr jest potwierdzony, służby nie stwierdziły jak dotąd upublicznienia tych danych, z uwagi na dobro obywateli – prewencyjnie przekazujemy jednak informację, czyje numery PESEL znalazły się w wycieku" – czytamy na rządowej stronie.

Aby sprawdzić, czy nasze informacje wyciekły w związku z atakiem na firmę MyDr, należy wejść na stronę bezpiecznedane.gov.pl. Następnie klikamy przycisk "Sprawdź dane" i jeżeli uda nam się przebrnąć przez kolejkę wyczekujących, logujemy się do systemu. Można to zrobić na kilka sposobów, na przykład przez aplikację mObywatel, profil zaufany, e-dowód lub bankowość elektroniczną. Po zalogowaniu system przeniesie nas do sekcji "Monitorowane dane". To właśnie tam znajdziemy informacje o ewentualnych incydentach z naszym udziałem.

Jeżeli nasze dane nie brały udziału w wyciekach system i tak informuje, że "nie oznacza to jednak, że ryzyko nie istnieje – warto regularnie monitorować swoje bezpieczeństwo, stosować unikalne i silne hasła oraz włączać dwuetapową weryfikację tam, gdzie to możliwe".

Natomiast jeżeli doszło do przejęcia naszych wrażliwych informacji, serwis wskazuje zalecenia dla poszkodowanych. Najważniejszym sposobem ochrony jest zastrzeżenie numeru PESEL, które trwa tylko kilka sekund.

Wyciek danych z MyDr w sierpniu

Przypomnijmy, że olbrzymi wyciek danych, który miał miejsce w firmie MyDr, obsługującej placówki medyczne i lekarzy, potwierdził 12 sierpnia minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Jak wskazał wicepremier, dotkniętych tym cyberatakiem mogło zostać blisko 19 mln Polaków. – Doszło do nadzwyczajnego wycieku danych sięgającego blisko 19 mln obywateli polskich, którzy w różnych kategoriach korzystali ze wsparcia medycznego – zaznaczał Gawkowski podczas konferencji prasowej.

Oprogramowanie dostarczane przez spółkę MyDr jest powszechnie wykorzystywane w przychodniach oraz gabinetach lekarskich do zarządzania codzienną pracą. Narzędzie to ułatwia organizację placówek, jednak z tego powodu przetwarza ogromne zbiory informacji o pacjentach. Skradzione bazy mogą zawierać więc wrażliwe informacje zdrowotne, do których zaliczają się między innymi zaplanowane terminy wizyt lekarskich, wystawione e-recepty czy szczegółowe spisy przepisywanych leków.

– Wykradzionych z firmy, co potwierdza sama firma, jest 19 milionów rekordów, które wiążą się z różnymi danymi, które można ze sobą wiązać – precyzował minister cyfryzacji i dodawał, że "wykradziona baza ma ponad 2 terabajty danych".