W strefie Domu Cyfrowej Polski odbył się panel zatytułowany "Suwerenność technologiczna: jak przekuć ambicje w przewagę produkcyjną".
80 proc. cyfrowej Europy jest spoza Europy. W Karpaczu padła gorzka diagnoza Fot. naTemat.pl

Czy Europa i Polska mogą zbudować cyfrową niezależność bez zamykania się na globalny rynek? Podczas panelu w Domu Cyfrowej Polski w Karpaczu starły się dwie wizje: odważna budowa lokalnych kompetencji i sojuszy technologicznych kontra państwowy naiwny transfer środków za granicę. Przedstawiamy relację z bezkompromisowej dyskusji ekspertów.

REKLAMA

Nikt na świecie, łącznie z Chinami i USA, nie jest w stanie osiągnąć pełnej samowystarczalności technologicznej. Jednak trwanie w uzależnieniu od globalnych gigantów i konstruowanie przetargów tak, by polskie firmy z góry przegrywały, to grzech pierworodny rodzimej administracji – padło na panelu w Karpaczu.

Suwerenność technologiczna w Karpaczu: szokujące statystyki i gorzka prawda o infrastrukturze

Suwerenność cyfrowa nie musi kosztować miliardów z budżetu, jeśli powstaje w sposób iteracyjny i odpowiada na realne potrzeby obywateli. Eksperci w Karpaczu przeanalizowali sukcesy rodzimej myśli technologicznej i wskazali, jak przenieść ten model na poziom krajowy i unijny.

W strefie Domu Cyfrowej Polski odbył się panel zatytułowany "Suwerenność technologiczna: jak przekuć ambicje w przewagę produkcyjną". Dyskusja zgromadziła przedstawicieli globalnych gigantów, sektora publicznego oraz niezależnych think-tanków. Starcie poglądów pokazało, jak drastycznie różni się rozumienie suwerenności cyfrowej w zależności od tego, czy patrzymy na nią z perspektywy Brukseli, Warszawy czy Doliny Krzemowej.

Czym naprawdę jest suwerenność cyfrowa?

Dyskusję otworzyła Katarzyna Wojtkowska-Tomaszewska (Cisco), zwracając uwagę na precyzję pojęciową. Jej zdaniem pytania o suwerenność cyfrową to w rzeczywistości pytania o konkretne potrzeby: nieprzerwany dostęp do usług, bezpieczeństwo oraz kontrolę nad własnymi danymi. Odpowiedzią Cisco na te wyzwania są rozwiązania on-premise (lokalne, niechmurowe), gwarantujące pełne działanie infrastruktury krytycznej nawet w przypadku całkowitego odłączenia od globalnej sieci.

– Z punktu widzenia Polski kluczowy jest wybór technologii sojuszniczych, zapewnienie ciągłości działania oraz ochrona polskich interesów strategicznych, które bywają odmienne od interesów państw Europy Zachodniej – podkreśliła przedstawicielka Cisco.

Vendor lock-in, czyli realne zagrożenie zamiast autarkii

Ziemowit Przebitkowski zdecydowanie przestrzegł przed myleniem suwerenności z autarkią.

– Nikt na świecie, włączając USA i Chiny, nie jest w stanie uzyskać pełnej cyfrowej autarkii. Prawdziwym zagrożeniem jest "vendor lock-in" – stan, w którym państwo popada w trwałe uzależnienie od jednego dostawcy, a przetargi publiczne są pisane pod dyktando globalnych korporacji – zaznaczył.

Tego samego sporu dotyczy zresztą polityka fiskalna wobec platform: nowy podatek w Polsce coraz bliżej, szykujcie się, bo Tusk dał zielone światło, a danina od big techów jest przez rząd przedstawiana jako element wyrównywania szans rodzimych firm.

Konrad Zustawczyk (Visa) zwrócił uwagę na fundamentalną różnicę w podejściu do cyfrowej niezależności między naszym regionem a Europą Zachodnią. Ta druga dąży do pełnej samowystarczalności, stawia na tworzenie barier i odcinanie zewnętrznych dostawców. Z kolei podejście Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) to budowanie lokalnych alternatyw i kompetencji po to, by na równych prawach rywalizować oraz kooperować z globalną infrastrukturą.

Zustawczyk podał przykład hubu technologicznego Visa w Polsce (zatrudniającego docelowo 1500 inżynierów) oraz programu Polska Bezgotówkowa jako dowodu na to, że rywalizacja i kooperacja sektora prywatnego z publicznym przynosi najwyższą wartość dla konsumenta.

Przepaść w 5G i absurdalny transfer kapitału z KPO

Ostre i alarmujące dane przytoczył Marcin Sugak (Ericsson), powołując się na raporty Komisji Europejskiej. Aż 80 proc. kluczowych usług i produktów cyfrowych w UE pochodzi spoza Starego Kontynentu. Najgorzej wygląda jednak wdrożenie najnowszej infrastruktury telekomunikacyjnej (5G Standalone). W Chinach obsługuje ona 80 proc. wszystkich połączeń, w USA 33 proc., w UE poniżej 3 proc. W Polsce? Okrągłe zero.

– Jeśli nie zbudujemy w Europie i Polsce cyfrowej platformy do innowacji, z której skorzystają nasi przedsiębiorcy, to będziemy wyłącznie skazani na kupowanie gotowych rozwiązań z Azji i USA – ostrzegał Sugak.

Na błędy w wydawaniu pieniędzy wskazał z kolei Ziemowit Przebitkowski, krytykując zakupy rządowe w ramach KPO. Jako przykład podał zakup usług satelitarnych od francuskiego Eutelsatu czy zagranicznych podmiotów bez zagwarantowania transferu technologii i budowania polskich zdolności operacyjnych. Podobne pytania budzi projekt, w którym Izera zmienia właściciela i jest dotowana 4,5 miliarda z KPO.

– My nie dopłacamy do suwerenności. My na braku suwerenności po prostu tracimy gigantyczne pieniądze, transferując środki z KPO do innych państw – podkreślił.

Ten sam mechanizm dotyczy własności aktywów. Gdy Żabkę przejmuje właściciel Circle K, 13 tys. polskich sklepów trafi w obce ręce, poza kraj wędrują nie tylko zyski, ale i centrum decyzyjne wraz z zapleczem technologicznym.

BLIK, mObywatel i system EZD, czyli tania suwerenność cyfrowa

W kontrze do pesymistycznych diagnoz Jan Zujewicz (Instytut Poznański) przytoczył przykłady polskich sukcesów cyfrowych, takich jak BLIK, aplikacja mObywatel czy system Elektronicznego Zarządzania Dokumentacją (EZD).

Zujewicz zauważył, że system EZD narodził się w sposób zbieżny z filozofią agile w Podlaskim Urzędzie Wojewódzkim i krok po kroku opanował całą polską administrację publiczną, nie wymagając na starcie astronomicznych nakładów finansowych.

– BLIK, mObywatel czy system EZD to dzieła polskiej myśli cyfrowej rozwijane w sposób oddolny i iteracyjny. System zarządzania dokumentacją w administracji zrodził się w Podlaskim Urzędzie Wojewódzkim i po kolei podpinały się pod niego kolejne ministerstwa. Suwerenność nie musi być horrendalnie droga – mówił.

Każda kolejna funkcja potwierdza tę logikę małych kroków – wielka nowość w mObywatelu powstała bez wielomiliardowego programu, a realnie zmienia kontakt obywatela z urzędem. Podobny potencjał widać w usługach publicznych opartych na algorytmach: AI nie zastąpi lekarza, może za to skrócić kolejkę z trzech miesięcy do tygodnia. To scenariusz, którego nie da się kupić w gotowym pudełku od zagranicznego dostawcy.

Jak przekuć potencjał w przewagę produkcyjną?

Wnioski płynące z panelu w Karpaczu są jednoznaczne: Polska ma wszelkie zasoby kadrowe i innowacyjne, by być cyfrowym liderem. Aby jednak przekuć ten potencjał w trwałą przewagę, administracja musi przestać traktować przetargi wyłącznie przez pryzmat najniższej ceny i zacząć świadomie premiować wkład lokalny oraz budowanie rodzimych zdolności technologicznych.