10 lat i deportacja za złamanie prawa na Bali
Turysta deportowany z Bali. Dostał 10 lat zakazu wjazdu za złamanie ważnych zasad Fot. Armand Joso/Shutterstock

Turystyka na Bali już dawno wymknęła się spod kontroli. Miejsce, które przez dziesięciolecia było duchowym sanktuarium i oazą wyciszenia, stało się wielką imprezownią, w której masowi turyści pokazują, jak głęboko mają w poważaniu tamtejszą kulturę, tradycję i zasady. Władze mają dość i wzięły się za surową walkę z niesfornymi podróżnymi.

REKLAMA

Indonezja jest dziś uważana za jeden z ciekawszych kierunków turystycznych – zresztą bardzo słusznie. Zresztą także Polacy wakacje za granicą coraz częściej spędzają właśnie w Azji. Problem polega jednak na tym, że odwiedzający często nie zdają sobie sprawy z lokalnych zasad i kultury. Kraj jest w większości muzułmański, ale słynne Bali zdominował hinduizm balijski.

Obie te religie narzucają mieszkańcom bardzo konkretne zasady zachowania i życia moralnego, które turyści łamią regularnie. Wystarczy wspomnieć o niedawnym wyroku dla Szwajcara, który otwarcie krytykował jedno z ważnych świąt, za co trafił do więzienia. Nieco więcej szczęścia miał Australijczyk, który nie utrzymał na wodzy swoich żądz.

Miłosne uniesienie na podjeździe na Bali. Monitoring nagrał, sąsiadka krzyczała, żeby przestali

Pod koniec sierpnia na Bali doszło do gorszących scen. Para turystów, która poznała się chwilę wcześniej w plażowym barze, postanowiła szybko skonsumować nową znajomość. Napędzani alkoholem nie dotarli nawet do wynajmowanego pokoju i do dzieła przystąpili już na podjeździe.

W tym emocjonalnym ferworze zapomnieli jednak o kilku kwestiach. Po pierwsze – uprawianie miłości poza małżeństwem w Indonezji jest nielegalne. Po drugie – nie można tego robić w miejscach publicznych. Po trzecie – na miejscu był monitoring, który wszystko nagrał. A po czwarte – nie zamknęli bramy, więc na gorącym uczynku przyłapała ich idąca na modlitwy sąsiadka. Kobieta krzyczała, aby natychmiast przestali, ale na nic się to zdało.

Jak podaje "Daily Star", po trwającym 15 minut uniesieniu każde z kochanków ruszyło w swoją stronę. Kiedy jednak nagranie z całej akcji wyciekło do sieci, a procenty przestały szumieć w głowie 27-letniego Australijczyka, mężczyzna postanowił zniknąć po angielsku. Niestety nie udało mu się. Został rozpoznany na lotnisku i trafił za kratki. W areszcie imigracyjnym spędził dwa tygodnie. Właśnie usłyszał wyrok.

15 minut miłosnego uniesienia i 10-letni zakaz wstępu do Indonezji

Młody Australijczyk znalazł się w dużych kłopotach. Za swoje występki mógł spędzić nawet rok w indonezyjskim więzieniu, a tam raczej nie byłoby mu wesoło. Musiał jednak wyrazić skruchę, bo ostatecznie cała akcja skończyła się dla niego "tylko" deportacją i wręczeniem 10-letniego zakazu wjazdu do Indonezji, w tym także na Bali. Takie kary nie są na wyspie rzadkością – w 2023 roku głośno było o tym, że Polacy zostaną deportowani z Bali, bo złamali lokalne prawo, przebywając na plaży w czasie święta Nyepi. W podobnych tarapatach może znaleźć się również partnerka Australijczyka, która jest poszukiwana przez miejscowe służby.

Właścicielka domu, na którego podjeździe doszło do gorszących scen, po wszystkim musiała zamówić specjalny rytuał, aby oczyścić otoczenie ze złych mocy. Lokalne władze wykorzystały natomiast tę historię, aby przestrzec niesfornych turystów, a także zachęcić mieszkańców do zgłaszania podobnych wybryków.

"Zachęcamy społeczeństwo do aktywnego zgłaszania domniemanych naruszeń przepisów imigracyjnych i czynów przestępczych popełnianych przez cudzoziemców" – powiedział w sierpniu Hendarsam Marantoko, dyrektor generalny ds. imigracji. Być może w ten sposób uda się ukrócić nieobyczajne zachowania podróżnych i przywrócić choć część porządku na Bali. Miejsce to zasługuje na szacunek i większe zrozumienie, a zerwanie z imprezowym charakterem może mu tylko pomóc. Służyć ma temu także drastyczna podwyżka opłat dla turystów.