"Mikolaj Kopernik"
Mikołaj Kopernik zaprasza do Polski. Turyści walą drzwiami i oknami. Fot. Polska Organizacja Turystyczna / X

Polska Organizacja Turystyczna opublikowała drugi klip kampanii "POLAND. More than you expected". Nowy spot promujący Polskę w 30 sekundach mieści historię, morze, wielką politykę, popkulturę i nadmorski wypoczynek. To wybitne "arcydzieło" wymyka się wszelkim schematom, a jego metakulturowy komentarz zachęci do odwiedzenia naszego kraju każdego, kto jest na to gotowy.

REKLAMA

W nowym klipie trafiamy nad nasze ukochane wybrzeże. A raczej jego dość okrojony fragment. Nie to jest jednak najważniejsze. Tu chodzi o klimat, o historię, o przekaz. Klip sięga po naprawdę szeroki wachlarz narracyjnych zabiegów, by opowiedzieć historię trzech bohaterów:

  1. Gdańska – który "przyciąga historią, architekturą i bogatym dziedzictwem kulturowym".
  2. Sopotu – który jest "pełen nadmorskiego klimatu", "kojarzy się z wypoczynkiem, plażą i charakterystyczną atmosferą kurortu".
  3. Gdyni – miasta, gdzie łączy się "nowoczesna dynamika" i morze.

Drużyna "Trójmiasto" w 30 sekund po mistrzowsku ugościła Mikołaja Kopernika (!), Jessego Eisenberga, Lecha Wałęsę i... Roberta Lewandowskiego.

Klip "POLAND. More than you expected II" to wielkopomne dzieło

Kadr otwierający nowe wideo wyraźnie nawiązuje do słynnego obrazu namalowanego przez jednego z najlepszych malarzy romantycznych, Caspara Davida Friedricha. Inspirację "Wędrowcem nad morzem mgły" widać na pierwszy rzut oka.

Przede wszystkim mamy tu morze – spokojny, chłodny, brunatnoniebieski Bałtyk, a także mroczny klimat splatający smutny fortepian ze złowrogim szumem fal. Lekkim zgrzytem jest to, że nie mamy tu mgieł (choć są chmury!) i bezimiennego wędrowca – bo tożsamość jegomościa w kadrze jest wszystkim Polakom doskonale znana. Tyłem do kamery wita nas nie kto inny jak Mikołaj Kopernik, wywrotowy naukowiec, którego tezy do dziś budzą sprzeciw płaskoziemców.

W akompaniamencie nostalgicznych smyczków przedstawia nam się jako ten "kto zatrzymał Słońce i poruszył Ziemię", by po chwili zaprosić nas na przygodę, niczym duch Jakuba Marleya zapraszający do wędrówki Ebenezera Scrooge'a w "Opowieści wigilijnej" Dickensa.

Przygodę nie byle jaką. Rozpoczyna się ona na ulicy Mariackiej w Gdańsku. Po około jednej trzeciej długości klipu na ekranie ustępuje mrok, a zaczynają pojawiać się kolory. Z prędkością światła przechodzimy przez galerię różnorodności. Naszym oczom ukazują się deweloperskie osiedla udające starodawną architekturę, wieża Ratusza Głównego Miasta w Gdańsku, kuter rybacki, pomnik Neptuna, zabytkowe zdjęcie z okresu upadku komunizmu, a wreszcie morskie fale, po których tracimy prędkość i lądujemy w trójmiejskiej stoczni.

Gdy odzyskujemy dech w piersiach, widzimy, że w świątyni wolności czekają na nas kolejni bohaterowie tej niesamowitej opowieści – wyraźnie wzruszony Lech Wałęsa i uśmiechnięty (jak zawsze) Jesse Eisenberg, najsłynniejszy Polak w USA. Odetchnęli? Ruszamy dalej. Film błyskawicznie rzuca nas w obiektywy lornetki – i tu następuje kolejne historyczne odniesienie – Kopernik, astronomia, teleskop. Brawo! Po ułamku sekundy wracamy do przyrządu i zostajemy przeniesieni do kolejnego niesamowitego miejsca.

Sopocka głębia: tam, gdzie wafle lekko muskają usta sław

W błysku milisekund pole zostaje oddane Sopotowi. Pole, a raczej parkiet. I to nie byle jaki – parkiet najdroższego molo w Polsce, światowej sławy atrakcji, która co roku ściąga do miasta tysiące turystów spragnionych stania w kolejce do kasy i wydania 10 złotych na bilet. W tle widać oczywiście też najsłynniejszy polski hotel (zaraz po Gołębiewskim) – Sofitel Grand Sopot.

Scenie powagi dodaje niezwykle niepokojąca, złowroga wręcz, ale za to dynamiczna muzyka. Idealnie pasuje ona do horrorowego tempa klipu, ale nie to stanowi o jej idealnym dopasowaniu do toposu samego dzieła. Autorzy są świetni w operowaniu kulturowymi metaforami – instrumenty dęte znakomicie i bezkompromisowo pasują do sopockiego klimatu.

W ich akompaniamencie narrator-Kopernik zaprasza nas do podziwiania dalszej części spektaklu, w którym "Bałtyk daje nam więcej niż fale". Na nas i ambasadorów klipu czeka nie lada niespodzianka. Słodka, niepozorna, ale przede wszystkim – prosto z Polski. Mowa tu oczywiście o wymyślonych w X wieku na terenie Francji gofrach.

Twórcy klipu pokazują nam, jak sam Robert Lewandowski trzęsie uszami, delektując się tym popularnym deserem. "Delektując się" to dość przewrotne stwierdzenie, bo w rzeczywistości zawodnik przykłada specjał do ust, by zaraz potem go odłożyć. Tu analiza utworu wymaga dodatkowego kontekstu: prawdopodobnie produkt zawiera solidną dawkę glutenu, która może odstraszać legendarnego napastnika.

Jesse Eisenberg przyjął inną strategię. Aktor wyraźnie coś przeżuwa, choć jego gofr jest nienaruszony. Autorzy klipu nie podzielili się tym, co mógł spożywać polski ambasador w Hollywood. Nie jest to jednak mankament – taka tajemnica dodaje tej historii pełni – jest o czym myśleć, o czym debatować. Na usta ciśnie się maksyma skutecznej sztuki wizualnej: "Show, don't tell".

Kolory Polski. "Ciemno wszędzie", ale są pewne zaskoczenia

Poprzedni klip mierzył się z ogromną i, oczywiście, kompletnie "nieuzasadnioną" krytyką. Autorom wypominano brunatne kolory, dziwną dynamikę akcji i płytki, tudzież beznadziejny, slogan reklamowy. Zapomnijmy o tym ostatnim, przynajmniej na moment.

"Dwójka" po prostu dowozi. Ponownie: jest "Polsko", brutalnie, przytłaczająco, z pokaźną dawką audiowizualnego mroku rodem z teatralnych interpretacji "Dziadów". Akcja jest dynamiczna, szybka, wielowątkowa, bogata w historyczne, ale też popkulturowe odniesienia – widać, że mamy tu do czynienia z produkcją na miarę gwiazdorskiej obsady.

Dalsza część artykułu poniżej.

W nowej edycji klipu widać też wyraźnie pewną zmianę koncepcji w jednym aspekcie. I bardzo dobrze – w ciągu 30 sekund łatwo o przesyt. Choć pierwsze kadry kuszą nas mrokiem, a ostatnie wyraźnie kładą nacisk na zbudowanie scenerią wrażenia gasnącego, zachodzącego słońca, w nagraniu zawarte zostały również doskonałe konceptualnie wstawki – w trakcie krótkich plażowych ujęć Mikołaj Kopernik przegrał bój ze słońcem. Aż musiał założyć okulary. Na ekranie nagle robi się jasno, co może szokować Polaków, ale stanowi również pewną subtelną obietnicę dla turystów zza granicy. Krótką, ale za to wyrazistą.

Feeria barw, która ukazuje się naszym zmęczonym polską szarością oczom, jest niezwykle odświeżająca i inspirująca. Nawet kolory owoców, które delikatnie wylegują się na bitej śmietanie na gofrze, są wyraziste i krzyczą w kierunku świata jasnym przekazem – na ten kraj trzeba mieć naprawdę niezły apetyt.

Pozostaje tylko pogratulować twórcom. W 30 sekund po raz kolejny udało im się zmieścić studium marketingowego absurdu. A jeśli ktoś dopatrzył się w powyższych zachwytach choćby cienia powagi – to znak, że polski marketing wizerunkowy przekroczył już granice wszelkiej parodii.