Banknoty stuzłotowe w granulacie pelletu symbolizujące wysoki koszt tego opału w Polsce
Pellet drożeje przed zimą. Czy rządowe zmiany wystarczą, by uspokoić rynek? Fot. alexgo.photography / Shutterstock

Sezon grzewczy dopiero się zaczyna, a pellet drzewny podrożał już o 30 proc. Za tonę certyfikowanego opału klasy A1 trzeba dziś zapłacić od 1500 do nawet 2600 zł, a zatem nawet o 700 zł więcej niż rok temu. Rząd i branża pelletowa mają różne pomysły na to, jak zatrzymać to szaleństwo cenowe przed prawdziwą zimą.

REKLAMA

Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada zmiany w dotacjach na kotły pelletowe. Polska Rada Pelletu (PRP) ocenia je jako krok w dobrą stronę, ale za mały. I ostrzega przed tańszymi zamiennikami, po które sięgają zdesperowani właściciele pieców.

Rząd wycofuje dotacje na kotły na pellet drzewny w ciepłownictwie

Ministra Paulina Hennig-Kloska zapowiedziała ograniczenie wsparcia dla zawodowego ciepłownictwa, które konkuruje z gospodarstwami domowymi o ten sam surowiec.

– Wychodzimy z dotowania kotłów na pellet, w pierwszej kolejności w ciepłownictwie. W nowym programie – Funduszu Wsparcia Transformacji Ciepłownictwa – nie będzie dotacji do kotłów na pellet drzewny. W pozostałych programach, które są dzisiaj w fazie realizacji, będzie to po prostu gorzej punktowane – powiedziała minister w rozmowie z "Faktem".

W zamian resort stawia na agropellet, czyli granulat z biomasy rolniczej (np. łusek słoneczniczka). – Mam nadzieję, że w ciągu tygodnia – dwóch Rada Ministrów zajmie się ustawą, która wprowadzi normy agropelletu, normy biomasy rolniczej – dodała Hennig-Kloska.

Dlaczego pellet drzewny tak drożeje? Winny brak trocin

Wiceprezes PRP Agnieszka Kędziora-Urbanowicz tłumaczy "Faktowi", że winny nie jest koszt produkcji, lecz zderzenie popytu z ograniczoną podażą surowca. – Nie da się w ciągu jednego sezonu podwoić ilości trocin tylko dlatego, że gwałtownie wzrosła liczba kotłów na pellet – mówi Kędziora-Urbanowicz.

Z kotłów na pellet i drewno korzysta już ok. 450 tys. gospodarstw – o 90 tys. więcej niż w 2023 r., a w 2025 r. aż 77 proc. wniosków w "Czystym Powietrzu" dotyczyło takich urządzeń. Sprawą zajął się UOKiK, na co zwracaliśmy uwagę, pisząc, że Polacy kupują węgiel w lipcu i śmieją się z sąsiadów, bo zimą różnica sięgnie tysięcy złotych.

– Jeżeli państwo wspiera zakup tysięcy urządzeń wykorzystujących określone paliwo, musi równocześnie patrzeć na to, czy tego paliwa będzie na rynku wystarczająco dużo. Nie można wspierać popytu i zapominać o podaży – podkreśla wiceprezes PRP.

Zamienniki pelletu w piecu. Dlaczego to ryzykowna oszczędność?

Wraz z rosnącymi cenami pojawiły się tańsze zamienniki: zboża, łuski czy pestki owoców. O pestkach wiśni pisaliśmy już, gdy pellet miał nową konkurencję o połowę tańszą, ale tylko dla wybranych, a wcześniej, gdy pellet wyczyścił portfele i zniknął, a nowy opał czekał – o łusce słonecznika.

Kędziora-Urbanowicz jednak odradza takie eksperymenty. – Nie eksperymentujmy z paliwem w domowym kotle dedykowanym na pellet drzewny. To, że coś ma postać granulatu i mieści się w podajniku, nie oznacza, że nadaje się do konkretnego urządzenia – wyjaśnia.

Zboża, pestki, łuski itd. mają inną wartość opałową, zawartość popiołu i skład chemiczny niż pellet drzewny. Skutkiem mogą być spieki, korozja, problemy z palnikiem czy trwałe uszkodzenie kotła.

A tego nie naprawi za darmo ani producent urządzenia w ramach gwarancji, ani producent paliwa. Przeczytajmy więc instrukcje i zalecenia naszego kotła.

Wiceprezes PRP apeluje też, żeby nie nakręcać spirali strachu wokół samej ceny. – Cena cztery tysiące złotych za tonę jest dziś medialną prognozą, a nie oficjalnym cennikiem polskiego rynku pelletu – zaznacza Kędziora-Urbanowicz.

Ciągłe mówienie o tym to samospełniająca się przepowiednia. Właściciele kotłów, kiedy usłyszą o drożejącym opale, zacznie kupować na zapas, a to jeszcze podbije ceny. Co jednak mają robić, kiedy i tak pellet drożeje z miesiąca na miesiąc? Na spadek ceny przed zimą nie ma przecież co liczyć.