premier Donald Tusk
Tusk przycisnął Nawrockiego do ściany. "CPN wróci, gdy złożysz podpis" Fot. KPRM / Flickr

Premier Donald Tusk rzucił polityczną rękawicę głowie państwa. Zadeklarował wprost: obniżki cen paliw i program CPN wrócą na stacje natychmiast, jeśli prezydent Karol Nawrocki podpisze ponownie złożoną ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych.

REKLAMA

Przerzucenie pełnej odpowiedzialności za drożyznę na pylonach pod drzwi Pałacu Prezydenckiego to kwintesencja politycznej presji. "To nie Polacy odpowiadają za kryzys paliwowy" – grzmi Donald Tusk, stawiając prezydenta w bezwyjściowej sytuacji. Jeśli Karol Nawrocki zablokuje nową ustawę, to na niego spadnie gniew kierowców płacących majątek za tankowanie.

W Pałacu Prezydenckim właśnie zaczęli się pocić. Brutalne ultimatum Tuska

Tuż przed wtorkowym posiedzeniem rządu premier Donald Tusk przeprowadził podręcznikowy atak polityczny, spychając Pałac Prezydencki do głębokiej defensywy. Komunikat szefa rządu jest prosty, brutalny i wymierzony prosto w portfele wściekłych kierowców: program "Ceny Paliwa Niżej" (CPN) i obniżone stawki na stacjach wrócą natychmiast, gdy prezydent Karol Nawrocki złoży podpis pod ponownie złożoną ustawą o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych.

– Ja gwarantuję, że jeśli prezydent wreszcie podpisze ponownie złożoną teraz ustawę o nadzwyczajnych zyskach, to natychmiast po tym podpisie zrealizujemy kolejny wariant CPN, czyli obniżenia cen paliw. To nie Polacy odpowiadają za kryzys paliwowy i to nie oni powinni za niego płacić – zadeklarował wprost Donald Tusk.

Zmieść prezydenta pod dystrybutor. Historia politycznego klinczu

Uderzenie rządu nie nastąpiło w próżni. Wcześniejsza wersja ustawy, która miała sfinansować obniżki VAT-u i akcyzy z podatku nałożonego na nadzwyczajne marże koncernów, została przez Karola Nawrockiego skierowana w trybie prewencyjnym do Trybunału Konstytucyjnego. W efekcie program CPN wygasł, a minister energii Miłosz Motyka wprost ochrzcił obecne rekordy na pylonach mianem "Cen Karola Nawrockiego".

Ogłaszając koniec z CPN od września, szef resortu energii nie zostawiał wątpliwości, kogo obarcza odpowiedzialnością: bez wpływów z podatku od nadzwyczajnych zysków budżet nie udźwignie kolejnej tarczy.

Warto przypomnieć, jak ten mechanizm działał w praktyce. Gdy w sierpniu Tusk przywracał CPN, koszmarne ceny znikały ze stacji, ale na krótko – program uruchomiono raptem na dwa tygodnie, w okrojonej formie i bez stabilnego finansowania.

Osiem złotych za litr i unijny rekord drożyzny

A sytuacja na stacjach jest dla kierowców wręcz dramatyczna. Polska stała się unijnym liderem drożyzny, a oficjalne prognozy analityków zostały zmiecione przez rzeczywistość. Ceny benzyny skoczyły na przestrzeni miesiąca o 17 proc. w górę (najwięcej w UE), diesel wzbił się o 13 proc. (średnia w UE to 5 proc.).

Ostrzeżenia pojawiały się zresztą już wcześniej. Gdy w lipcu wygasła pierwsza odsłona tarczy, ceny paliw poszły w kosmos, a analitycy mówili wprost, że bez CPN nie każdego będzie stać na używanie auta.

Dla porównania: w czasie obowiązywania programu wyznaczone przez rząd nowe maksymalne ceny paliw opierały się na obniżonym do 8 proc. VAT-cie i zamrożonej marży stacji, a za ich łamanie groziła kara do miliona złotych.

Szach-mat premiera? Nawrocki w potrzasku

Donald Tusk zastosował wobec głowy państwa klasyczny szantaż polityczny, z którego nie ma dobrego wyjścia. Jeśli Nawrocki podpisze ustawę, uzna rację rządu, pozwoli opodatkować spółki paliwowe i da Tuskowi ogromny sukces w postaci błyskawicznego obniżenia cen paliw na stacjach.

A jeśli znów zablokuje ustawę? Będzie w oczach milionów kierowców płacących po 8–9 zł za litr wyłącznym winnym drożyzny, który we własnym imieniu chroni zyski koncernów naftowych zamiast portfeli obywateli.

Prezydenckie weta mają już zresztą swoją cenę widoczną poza polityką. Agencja Fitch słodzi Tuskowi, za to Nawrockiemu wystawia rachunek – analitycy wskazali konflikt rządu z prezydentem jako czynnik ryzyka dla finansów publicznych i przewidywalności polityki gospodarczej.

Przesuwając całą odpowiedzialność na barki prezydenta, Tusk próbuje sprawić, by każde kolejne tankowanie Polaków stało się głosowaniem nad zaufaniem do głowy państwa. W Pałacu Prezydenckim z pewnością trwają nerwowe narady, bo zegar tyka, a paliwowy lont pali się wyjątkowo szybko.