kobieta w trakcie hackowania systemu informatycznego
Revolut oddał dane cyberprzestępcom. Fot. Antoni Shkraba / Pexels.com

Cyberprzestępcy nie musieli włamywać się bezpośrednio do systemów Revoluta. Wystarczyło, że przekonali firmę, iż są przedstawicielami włoskiego systemu sprawiedliwości, a ta sama przekazywała im wrażliwe dane swoich klientów. Wśród poszkodowanych mają być również Polacy, a lista przejętych informacji jest niepokojąca.

REKLAMA

"Revolut sam oddał dane setek klientów oszustom. Poszkodowani mają być także Polacy" – poinformował 16 września "Niebezpiecznik". Revolut, z którego usług korzysta 80 milionów klientów w 160 krajach na całym świecie, padł ofiarą dość nietypowego ataku. W jego wyniku spółka samodzielnie przekazała cyberprzestępcom dane klientów. Hakerzy liczą na pokaźny okup za przechwycone informacje – mówimy tu o 10 000 BTC, czyli około 2,86 mld zł.

Hakerzy atakujący Revolut użyli nietypowej metody. Oszustwo na włoski sąd

Jak przekazał "Niebezpiecznik", przestępcy mieli użyć skrzynki e-mail przypisanej do włoskiego systemu PEC (Certyfikowana Poczta Elektroniczna – za jej pośrednictwem odbywa się oficjalna komunikacja urzędów i instytucji administracji publicznej). Wysyłali z niej żądania danych do spółki Revolut Bank UAB, która jest zarejestrowana na Litwie. Dokumenty wyglądały dość groźnie. Powoływały się na "Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/41/UE z dnia 3 kwietnia 2014 r. w sprawie europejskiego nakazu dochodzeniowego w sprawach karnych".

Przedmiotem pisma miał być "wniosek o uzyskanie informacji bankowych i finansowych dotyczących następujących adresów depozytowych powiązanych z rachunkami". Revolut miał odpowiadać na żądania przez kilka miesięcy.

Dalsza część artykułu poniżej.

Oczywiście atak najpierw skupił się na przejęciu skrzynki w oficjalnej włoskiej domenie. Hakerzy prawdopodobnie (Revolut nie potwierdza takiego scenariusza) ukradli hasła za pomocą złośliwego oprogramowania i dodali własny adres do odzyskiwania dostępu. Cyberprzestępcy mieli wysyłać wiadomości i natychmiast kasować je po stronie prawdziwej skrzynki, by włoski organ nie zorientował się, że z jego skrzynki wysyłane są nieautoryzowane żądania.

Co wyciekło w ramach ataku?

Revolut poinformował klientów o tym, jakie dane padły ofiarą wycieku, ale nie podzielił się skalą ataku. Nie wiadomo, ile osób zostało nim dotkniętych. Wśród danych, które firma przekazała, znalazły się:

  1. imię i nazwisko,
  2. data urodzenia,
  3. zawód,
  4. miejsce zamieszkania,
  5. dane kontaktowe (e-mail, numer telefonu),
  6. skany dokumentów tożsamości,
  7. selfie z weryfikacji przy zakładaniu konta,
  8. wyciągi z kont z numerami IBAN,
  9. historia transakcji (w tym transakcji bitcoinem).

Hakerzy grożą, że będą publikować dane z wycieku, dopóki Revolut nie spełni ich wygórowanych żądań. Według stanowiska przestępców posiadają oni dane osób m.in. z Polski, Czech, Niemiec, Hiszpanii, Rumunii, Austrii, Włoch, Słowacji, Chorwacji, Finlandii i wielu innych europejskich państw.

Według Revoluta środki klientów nie ucierpiały, a o sprawie poinformowane zostały odpowiednie organy. Sprawa jest o tyle poważna, że przechwycone dane mogą zostać wykorzystane do zakładania kont w innych instytucjach finansowych, szantażu, wymuszeń i ukierunkowanego phishingu.