Osoba przekazująca pod stołem notatkę/dokument
Shadow AI to kolejny kłopot firm na całym świecie. Fot. Mikhail Nilov / Pexels.com

AI miało ułatwiać pracę. Czasem ułatwia ją aż za bardzo – i wtedy zaczynają się problemy. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi nieautoryzowane użycie "pod radarem" pracodawcy.

REKLAMA

Shadow AI to termin, który oznacza korzystanie z narzędzi AI do pracy bez wiedzy i zgody przełożonych. Niekoniecznie musi być procesem świadomym – osoby, które oddają newralgiczne dane algorytmom, mogą nie wiedzieć, że nie powinny tego robić lub nie zdają sobie sprawy z tego, jak istotnym zagrożeniem operacyjnym jest takie zachowanie.

Proceder może być spowodowany chęcią usprawnienia pracy, próbą poradzenia sobie z przeciążeniem, presją czasu lub rosnącymi oczekiwaniami dotyczącymi produktywności oraz zwykłym "eksperymentem". AI znacznie szybciej niż człowiek analizuje duże zbiory danych, może projektować atrakcyjne wnioski (często wystarczająco poprawne w profesjonalnych zastosowaniach) i dobrze sprawdza się w roli narzędzia percepcji i szeregowania danych.

Problem polega na tym, że często to, co AI "postrzega", nigdy nie powinno trafić do baz danych firmy stojącej za danym LLM-em. Jednocześnie w dobie AI Act firma może mieć kłopoty przy nieprawidłowym oznaczeniu treści wykonanych przez sztuczną inteligencję (to akurat ma znaczenie głównie w sektorze marketingowym). Czynniki ryzyka nie są więc "widzimisię", a mają poważne podstawy prawne zakorzenione m.in. w RODO. Poza tym kontekstem jest też wątek reputacji, narażenia klientów na ryzyka, a nawet utraty kontroli nad procesami w firmie. Jest też druga strona monety – sytuacji pracownika, któremu grozi zastąpienie przez AI, który często musi sprostać nowym oczekiwaniom rynkowym bez odpowiedniego przygotowania.

Shadow AI z perspektywy firmy

Każde zapytanie wprowadzone do chatbota AI może ujawnić wrażliwe informacje dotyczące firmy, kodu źródłowego projektowanych rozwiązań, danych klientów, strategii operacyjnych i w zasadzie wszystkich informacji, które pojawiają się w dokumentacji. W wielu przypadkach dane te mogą posłużyć do trenowania modeli, a informacje tam zawarte mogą zostać upublicznione.

W takiej sytuacji może dojść do naruszeń ochrony prywatności (w tym RODO), a co za tym idzie – do nałóżenia kar finansowych. Jednocześnie korzystanie z AI może prowadzić do utraty zaufania klientów i partnerów biznesowych, "wyciek" do modelu językowego może być traktowany na równi (albo nawet gorzej) jak podatność na cyberatak.

Problem może być jeszcze większy, gdy pracownik posługiwał się nie "niewinnym" LLM-em, lecz agentowym AI, które wykonywało samodzielne zadania. W takiej sytuacji system mógł znacznie szerzej ingerować w infrastrukturę firmy, a skutki jego działań mogą być trudne do określenia.

Dziki Zachód AI z perspektywy pracownika

AI to nie Excel, ale firmy dostarczające chatboty chcą, byśmy tak myśleli. Wielokrotnie same reklamują swoje produkty jako "partnera w pracy", "asystenta", "doradcę", "wsparcie przy codziennych zadaniach". Sam pracownik może nawet nie rozpoznać, na którym etapie korzysta ze standardowych narzędzi, a w którym przekazuje dane zewnętrznemu podmiotowi.

Dalsza część artykułu poniżej.

Jednocześnie w dobie ryzyka masowych zwolnień (po części wynikających z popularyzacji narzędzi AI), epidemii wypalenia zawodowego i kultu wydajności, pracownicy mogą starać się korzystać ze sztucznej inteligencji do poprawy swoich rezultatów, mając świadomość, że przekraczają tym samym pewne granice wyznaczone przez firmę.

Korzystanie z AI może wydawać się atrakcyjną alternatywą dla standardowego wykonywania zadań. Dla pracownika, który jest przeciążony, delegowanie zadań do LLM-ów może być naturalnym mechanizmem obronnym.

Firmy powinny mieć ścisłą politykę AI

By uniknąć nieporozumień na tym tle, firma powinna określić:

  1. z czego wolno korzystać i na jakich zasadach (np. na poszczególnych wariantach kont, część z nich nie wysyła danych do szkolenia),
  2. czego pod żadnym pozorem nie należy przekazywać AI,
  3. czy dane firmowe w ogóle mogą trafić na prywatne urządzenie, które wykorzystujemy do łączności z AI poza firmą,
  4. jak oznaczać wykorzystanie AI w produktach i kogo o tym informować,
  5. gdzie należy zgłosić "incydenty" nieuprawnionego wykorzystania sztucznej inteligencji (to powinna być standardowa procedura – w takich przypadkach najważniejsza jest przejrzystość, podobnie jak w cyber-secu),
  6. kto odpowiada za "politykę AI", czyli do kogo pracownik może się zwrócić w nietypowych sytuacjach lub z prośbą o wdrożenie dodatkowych narzędzi, które realnie usprawniają jego pracę, a będą bezpieczniejsze od publicznych modeli.

Jednocześnie sama ścisła polityka i deklaracje AI nie są rozwiązaniem wystarczająco szczelnym. Firmy muszą zacząć traktować zagrożenia związane ze sztuczną inteligencją jako ryzyko, które już tu jest i będzie z nimi przez kolejne lata (dopóki nie pojawi się coś podobnego, ale bardziej zaawansowanego). Dobrą praktyką powinno być rozwijanie kompetencji i świadomości w tym zakresie, ale też kierowanie się zasadą "ograniczonego zaufania" w przypadku kluczowych lub przynajmniej newralgicznych procesów.