
Polska może pochwalić się coraz większym znaczeniem w gospodarce Unii Europejskiej, ale najnowsze dane Eurostatu pokazują, że euforia była przedwczesna. Choć w ubiegłym roku świętowano symboliczne wyprzedzenie Hiszpanii w jednym z kluczowych wskaźników, rzeczywistość wygląda znacznie mniej spektakularnie.
Eurostat podzielił się tegorocznymi raportami obejmującymi wieloaspektową analizę gospodarek UE. Udostępnione dane określają wartość PKB Unii łącznie (wynosi ono 18,8 bln euro) i procentowy udział PKB danego kraju w skali organizacji. Niewątpliwie liderem pod tym względem jest gospodarka niemiecka, która odpowiada za niemal 1/4 wartości PKB UE. Dokładny udział wynosi 23,8 proc.
Najmniejszy wkład we wspólnotową gospodarkę ma za to Malta, która odpowiada za 0,1 proc. PKB UE. Natomiast jeśli chodzi o region Europy Środkowo-Wschodniej, nie licząc oczywiście Niemiec, Polska osiągnęła dość dobry rezultat, bo 4,9 proc. Względem wkładu w PKB UE wypadamy znacznie lepszy niż np. Szwecja, Austria, Rumunia czy Czechy.
Warto jednak zwrócić uwagę na przepaść we wskaźniku PKB pomiędzy Warszawą a Paryżem, Rzymem, Madrytem czy Amsterdamem. Zdecydowanie odbiegamy od elitarnego "top 5" UE. By dostać się do tego grona, Polska musiałaby zwiększyć swoje PKB dwukrotnie.
Co z tą Hiszpanią? Czas na zimny prysznic
Dziwić może szczególnie zestawienie z Hiszpanią, bo ta ma aż 9 proc. wkładu w PKB UE (niemal dwukrotnie wyższy). Na początku roku media rozpisywały się o zwycięstwie Polski nad Hiszpanią. Nawet Donald Tusk chwalił się, że "Polska właśnie wyprzedziła Hiszpanię". Według premiera oznaczało to, że "jesteśmy już w europejskiej elicie gospodarczej".
Co rozbudziło entuzjazm? Nagłówki i premier odnosili się do dochodu na jednego mieszkańca. I faktycznie – według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Polsce (liczony według parytetu siły nabywczej – PPP) wyniósł on w 2025 roku 58,56 tys. dolarów, podczas gdy w Hiszpanii był o (w przybliżeniu) 210 dolarów niższy, bo osiągnął 58,35 tys. dolarów.
W przypadku PKB Hiszpania wciąż ma bardzo wyraźną przewagę. Łączna wartość wyprodukowanych dóbr i usług jest tam niemal dwukrotnie wyższa niż nad Wisłą. Pod względem PKB w Europie Polska jest obecnie na 6. miejscu po Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii i Holandii. Jeśli już więc z kimś się ścigać gospodarczo, to raczej z Holandią właśnie, której udział w PKB Wspólnoty wynosi 6,3 proc.
W przypadku chęci "przegonienia" Hiszpanii głównym problemem jest przepaść demograficzna. Kraj ten zmaga się z minimalnie ujemnym przyrostem naturalnym, jak podaje worldmeters.info jest to 0,04 proc. w 2025 roku, przy ludności wynoszącej niecałe 48 mln. W przypadku Polski było to 1,03 proc. przy populacji liczącej niecałe 38 mln. Co ciekawe, Eurostat podaje inne dane, według których Polska liczy 36,5 mln mieszkańców, a Hiszpania ponad 49 mln. Czyli zgodnie z szacunkami mówimy tu o różnicy aż 10-12 mln osób.
Dane Eurostatu nie napawają optymizmem, ale na G20 wciąż jest szansa
Kwestia rywalizacji z Hiszpanią pojawia się także w kontekście grupy G20, która ma zrzeszać największe gospodarki świata. Podobnie zresztą jak rywalizacja ze Szwajcarią, która jest obecnie na 20. miejscu pod względem PKB w ujęciu globalnym i tylko nieznacznie wyprzedza nasz kraj. Na czym polega problem? Choć kraje te mają wyższe PKB, to... nie są w G20. Są za to takie gospodarki jak RPA (41. miejsce w rankingu PKB według Banku Światowego) czy Argentyna (25. miejsce). Co więcej, G20 to nie tylko państwa, ale też organizacje, w tym Unia Europejska i Unia Afrykańska.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Członkostwo w G20 jest bardziej uznaniowe niż mogłoby się wydawać, a ważną rolę odgrywa nie tylko kondycja gospodarki danego państwa, ale też kontekst polityczny i bycie regionalnym liderem. Z jednej strony może działać na niekorzyść Polski – prognozy sugerują, że utrzymamy 21. miejsce, a regionalnie sąsiadujemy z liderem PKB w UE, z drugiej strony może sprzyjać dołączeniu naszego kraju do grupy z powodów politycznych – bo Donald Trump zabiega o członkostwo Polski w G20.
Polsce zależy na członkostwie w G20 głównie z powodu możliwości wzmocnienia wizerunku naszego kraju, a także docenienie ogromu pracy, jaką kraj wykonał w ciągu ostatnich dekad, zaczynając z niezwykle niskiego pułapu, a celując tak wysoko, jak to tylko możliwe.






