Owijanie paszportu folią nową modą na lotniskach
Nowa moda na ochronę paszportu. Więcej z nią problemów niż pożytku Fot. daily_creativity/Shutterstock

Internet pełen jest podróżniczych trików i patentów. W ostatnich miesiącach na popularności zyskał zwłaszcza jeden, który ma pomóc w ochronie naszego paszportu. Choć sposób ten szybko zdobywa fanów, z praktycznym rozwiązaniem nie ma nic wspólnego.

REKLAMA

Pobyt na lotnisku dla wielu osób bywa bardzo stresującym momentem. Niestety, przez nową modę polegającą na foliowaniu paszportów sytuacja staje się tylko gorsza. Nowy trend, który podobno ma chronić nasz dokument, w praktyce dostarcza jedynie wielu utrudnień.

Folia aluminiowa na paszport. Absurd, a nie genialny patent

Dla większości z nas foliowanie paszportu brzmi dość absurdalnie i niezrozumiale, dlatego warto przyjrzeć się kwestiom technicznym i to wyjaśnić. Nowoczesne paszporty biometryczne (takie jak te wydawane w Polsce) posiadają bezprzewodowy chip RFID, na którym zapisane są nasze dane oraz odciski palców. Internetowi "eksperci" szybko zaczęli przekonywać, że wystarczy prosty skaner, aby przechodzący obok oszust sczytał z niego nasze dane. Uniemożliwić ma to właśnie folia aluminiowa. Zupełnie jak w poradach o tym, jak chronić się przed siecią 5G.

Problem w tym, że specjaliści od bezpieczeństwa cyfrowego przecierają oczy ze zdumienia i kręcą głowami. Taka praktyka nie ma bowiem żadnego sensu. Jak podaje "Euronews", eksperci są pewni, że nieautoryzowane odczytanie danych w codziennych warunkach podróży jest niezwykle mało prawdopodobne. Zasięg czytników RFID w dokumentach jest znikomy. Żeby pobrać dane, urządzenie musiałoby znajdować się w bezpośrednim sąsiedztwie paszportu, dosłownie "na nim leżąc" – tak jak przy płatnościach zbliżeniowych kartą w sklepie.

Co więcej, same dane na chipie są silnie chronione i nie trafiają do żadnych centralnych baz danych. Na przykład odciski palców po wyprodukowaniu dokumentu są nieodwracalnie kasowane z urzędowych systemów i pozostają wyłącznie na samym paszporcie. Dlatego tworzenie z folii aluminiowej, używanej np. do zawijania kanapek, improwizowanej ochrony specjaliści uważają za zabieg całkowicie zbędny i bezużyteczny.

Zatory na bramkach i nerwy w kolejce. Turyści od folii problemem na lotniskach

Największą cenę za te internetowe mądrości płacą jednak osoby stojące za takimi turystami w kolejce do kontroli granicznej, a ta, odkąd system EES wszedł na unijne lotniska, i tak potrafi się dłużyć. Warto bowiem pamiętać, że np. podczas odprawy czy kontroli paszportowej należy podać dokument nawet bez dodatkowej okładki. Zapominanie o tym to popularny błąd na lotnisku. Dlatego i folię trzeba z niego za każdym razem zdjąć.

Ostatecznie, zanim spanikowany podróżny rozwinie i ponownie zwinie warstwy poskręcanej folii przed funkcjonariuszem lub automatyczną bramką, mija sporo czasu. Zamiast realnej ochrony "pomysłowi" turyści tworzą więc zatory na bramkach i irytują współpasażerów.

W skrócie: cała akcja daje jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa i tworzy niepotrzebne zamieszanie na lotnisku. Jeśli natomiast naprawdę panicznie boicie się o swoje dane cyfrowe, zamiast robić z dokumentu spożywczą paczkę, znacznie lepiej zainwestować w profesjonalne etui lub portfel z powłoką blokującą sygnał RFID. Będzie estetycznie, bezpiecznie i bez blokowania kolejki do odprawy.