mężczyzna kładący panele fotowoltaiczne na dachu
Założyli fotowoltaikę, robią prąd a i tak dostają rachunki. Anatomia prosumenckiej pułapki Fot. Bill Mead / Unsplash

Produkujesz dwa razy więcej prądu, niż jesteś w stanie zużyć, a skrzynka pocztowa i tak zapełnia się fakturami od dostawcy energii. Polscy właściciele fotowoltaiki znaleźli się w systemowej pułapce. Problem? Nawet w starym, teoretycznie najkorzystniejszym systemie opustów (net-metering) zero na rachunku jest fizyczną niemożliwością, a nadmiar wyprodukowanego prądu po prostu przepada.

REKLAMA

Zmiany w ustawodawstwie, bilansowanie godzinowe i skomplikowane taryfy sprawiły, że przeciętny prosument nie jest w stanie samodzielnie skontrolować rozliczeń z dostawcą. Czy koncerny energetyczne naciągają mikroinstalatorów, czy po prostu bezdusznie egzekwują zagmatwane prawo?

"Gdybym wiedział, nigdy bym tego nie założył". Dlaczego prosumenci z nadprodukcją wciąż płacą rachunki?

Produkuje dwa razy więcej prądu, niż zużywa, a i tak płaci. Historia pana Bronisława z Wyr koło Mikołowa, opisana przez "Gazetę Wyborczą", skupia w sobie jak w soczewce wszystkie bolączki, z jakimi od lat zmagają się polscy właściciele mikroinstalacji fotowoltaicznych.

Mężczyzna od sześciu lat posiada instalację PV. Zredukował roczne zużycie energii w domu z 6500 kWh do około 4000 kWh, modernizując sprzęt na energooszczędny. Jego instalacja produkuje obecnie blisko dwukrotnie więcej prądu, niż wynosi jego roczne zapotrzebowanie. Mimo to co miesiąc dostaje faktury od koncernu Tauron.

"Gdybym wiedział to wcześniej, nigdy bym fotowoltaiki na swoim dachu nie zamontował" – podsumowuje rozgoryczony właściciel. Czy przypadek pana Bronisława to odosobniony błąd w systemie, czy powszechny problem miliona polskich prosumentów?

Czy problemem jest produkcja za dużej ilości energii?

Tak. Wbrew powszechnemu przekonaniu, wyprodukowanie drastycznie większej ilości prądu, niż jest się w stanie zużyć, wcale nie gwarantuje rachunków na poziomie 0 zł.

Pan Bronisław rozlicza się w tzw. systemie opustów (net-metering), do którego przystąpił przed zmianą przepisów w 2022 roku. W tym modelu sieć energetyczna pełni rolę wirtualnego magazynu.

Na czym to polega? Za każdą 1 kWh energii wprowadzoną do sieci prosument może bezpłatnie odebrać 0,8 kWh (20 proc. pobiera operator jako opłatę za przechowywanie). Brzmi nienajgorzej? Cóż, nadwyżka energii wprowadzona do sieci może być odebrana maksymalnie przez 12 miesięcy od daty jej wprowadzenia. Po tym czasie niewykorzystany prąd bezpowrotnie przepada na rzecz operatora – ustawa nie przewiduje wypłaty ekwiwalentu w gotówce.

Za co właściwie płaci prosument?

Jeśli prosument produkuje drastycznie za dużo energii w stosunku do swoich potrzeb, jego "magazyn" stale pęcznieje, a stary prąd przepadnie po roku. A za co płaci? Prosumenci są również zobowiązani do ponoszenia opłat dystrybucyjnych (abonament, opłata stała sieciowa, opłata przejściowa). Do tego dochodzą im zmienne opłaty ustawowe (opłata OZE oraz opłata kogeneracyjna), pobierane od każdej fizycznie pobranej z sieci kilowatogodziny, niezależnie od tego, czy jest ona bilansowana z wirtualnego magazynu.

Stąd bierze się pierwsze źródło nieporozumień: prosument myśli, że "darmowy prąd" oznacza brak jakichkolwiek opłat na fakturze.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że nowe rachunki za prąd dla każdego Polaka mają wreszcie pokazywać, za co dokładnie płacimy – URE nakazał operatorom uproszczenie i ujednolicenie wzoru faktury właśnie po latach skarg na nieczytelne dokumenty.

Co zmieniło się w prawie i rozliczeniach?

Frustracja prosumentów wynika z faktu, że państwo w trakcie trwania umów wielokrotnie zmieniało zasady gry na rynku energii.

W 2022 roku wprowadzono bilansowanie godzinowe. Ustawa nałożyła na operatorów obowiązek bilansowania energii w każdej godzinie (wektorowo). Prąd pobrany i wprowadzony w tej samej godzinie jest traktowany jako autokonsumpcja. Choć teoretycznie jest to rozwiązanie korzystne, zmieniło ono sposób prezentacji danych na fakturach.

W latach 2024-2026 weszły w życie ustawy o zamrożeniu cen energii i "promocje prądowe". Rządowe tarcze i mechanizmy osłonowe wymusiły na koncernach energetycznych masowe wystawianie faktur korygujących. Po serii poprawek i zmian prawnych faktury stały się dla przeciętnego obywatela całkowicie niezrozumiałe. Rozbicie na energię zbilansowaną, pobraną, magazynowaną i opłaty dystrybucyjne w różnych okresach sprawia, że weryfikacja wyliczeń bez specjalistycznej wiedzy graniczy z cudem.

Kolejna rewolucja czeka gospodarstwa domowe przy samych urządzeniach pomiarowych. Jak pisaliśmy w naTemat, prawie 5 mln Polaków czeka wizyta z wymianą licznika na zdalny odczyt – to warunek rozliczeń godzinowych i taryf dynamicznych.

Czy to tylko przypadek pana Bronisława, czy masowy problem?

To problem ogólnokrajowy. W Polsce działa ponad 1,4 mln prosumentów. Wielu z nich, zachęconych wizją "rachunków za 0 zł", przewymiarowało swoje instalacje fotowoltaiczne.

Dziś mierzą się z dwoma głównymi barierami. Pierwsza to brak dostępu do przejrzystych danych. Klienci skarżą się, że portale informacyjne dostawców energii (np. Tauron, PGE, Energa) pokazują dane w sposób zagmatwany, a rozliczenia magazynu wirtualnego są niemożliwe do samodzielnego przeliczenia na kalkulatorze.

Druga sprawa to bezczynność instytucji. Skargi kierowane do UOKiK czy Rzecznika Konsumentów często kończą się konstatacją, że spółki energetyczne działają w granicach nieprzejrzystego, ale obowiązującego prawa.

Rosnące koszty energii dotykają wszystkich

Problem nie ogranicza się do właścicieli paneli. Po odmrożeniu cen rachunki za prąd wzrosły nawet o 55 proc. – najmocniej w przypadku odbiorców rozliczanych w taryfach biznesowych, gdzie opłata mocowa naliczana jest od każdej kilowatogodziny pobranej w godzinach szczytu.

Fotowoltaika wciąż pozostaje jednak jednym z najpopularniejszych sposobów obniżania kosztów utrzymania domu. Jak wynika z danych rynkowych, energetyczna modernizacja domów przyspiesza, choć rosnące stawki ekip montażowych wydłużają okres zwrotu z inwestycji.

Najsłabszym ogniwem polskiej transformacji energetycznej okazała się natomiast edukacja i komunikacja. Przepisy ustawy o OZE są bezwzględne: fotowoltaika obniża koszty energii czynnej do zera, ale nie zwalnia z opłat dystrybucyjnych i podatków przemyconych w taryfach. W połączeniu z ciągłymi zmianami prawa i korektami faktur wielu Polaków czuje się dziś przez system oszukanych – mimo że zrobili dokładnie to, do czego nakłaniało ich państwo: zainwestowali własne oszczędności w zieloną energię.