święto państwowe
Pierścień w Bałtyku i tłok w kalendarzu. Senatorowie chcą nowego święta, resort mówi: "Litości!" Fot. Maryia Blizniakova / Shutterstock

Miało być romantycznie, patriotycznie i z zapachem morskiej bryzy. Senatorowie Koalicji Obywatelskiej wymyślili kolejne święto państwowe, ale w Ministerstwie Kultury ktoś wreszcie sprawdził kalendarz i złapał się za głowę. Czy 17 oficjalnych świąt państwowych w roku to wciąż za mało, by udowodnić nasz patriotyzm?

REKLAMA

Trwa nieoficjalny wyścig na polityczne laurki. PiS ustanowił siedem nowych świąt, obecny Sejm dorzucił już trzy, prezydent Nawrocki pcha własne, a senatorowie KO proponują Zaślubiny z Morzem.

Gen. Józef Haller wrzucił platynowy pierścień do Zatoki Puckiej w 1920 roku, a nasi parlamentarzyści – po ponad wieku – postanowili wrzucić kolejną kartkę do pękającego w szwach kalendarza. Problem w tym, że nowe "święto" oznacza tylko tyle, że z dumą popracujesz w biurze lub zakładzie tyle samo, co wcześniej.

Narodowy Dzień wszystkiego? Politycy produkują święta, ale pracować i tak trzeba

Polscy politycy mają jedno ukochane hobby, które absolutnie ponad podziałami łączy Koalicję Obywatelską, Prawo i Sprawiedliwość oraz Pałac Prezydencki. Kiedy brakuje pomysłów na dziurę budżetową, reformę zdrowia czy ceny paliw, z laski marszałkowskiej wyciąga się niezawodny wytrych: nowe święto państwowe.

Najnowszą inicjatywą błysnęli senatorowie KO, którzy uznali, że w polskim kalendarzu zieje potężna, nie do zaakceptowania dziura. Mianowicie: 10 lutego powinien stać się oficjalnym Narodowym Dniem Zaślubin Polski z Morzem.

Chodzi o upamiętnienie pięknego gestu z 1920 roku, kiedy to generał Józef Haller wrzucił do Zatoki Puckiej platynowy pierścień ufundowany przez Polonię. Pomysł piękny, symboliczny i chwytający za serce. Jest tylko jeden mały problem: w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego ktoś wreszcie policzył kartki w kalendarzu i powiedział krótko: "Litości, wystarczy".

Ciekawostka: pierścienia Hallera oficjalnie nie odnaleziono, prawdopodobnie ciągle jest na dnie morza. Tego dnia wody Zatoki Puckiej były skute lodem. Generał wjechał konno na skraj zamarzniętego morza i wrzucił pierścień w przerębel przygotowany przez rybaków. Haller otrzymał od Polonii dwa identyczne pierścienie. Jeden utonął w wodach zatoki, a drugi generał nosił na palcu aż do swojej śmierci w 1960 roku.

Inflacja rocznic. Kto uchwalił więcej świąt?

Resort kultury, chłodząc gorące głowy senatorów, przypomniał o bolesnej prawdzie – w Polsce dochodzi do potężnej dewaluacji świąt państwowych. Mamy ich w kalendarzu już 17, a parlamentarna fabryka rocznic pracuje na trzy zmiany.

Wyścig na patriotyczne laurki trwa w najlepsze od lat. Dorobek dwóch kadencji PiS to aż 7 nowych świąt, w tym m.in. Święto Chrztu Polski (14 kwietnia) czy Narodowy Dzień Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego (27 grudnia).

W obecnej kadencji Sejmu politycy nie zwalniają tempa i zdążyli już uchwalić 3 nowe święta: Dzień AK (14 lutego), Dzień Inwalidy Wojennego (12 kwietnia) oraz Dzień Pamięci o Ofiarach Ludobójstwa na Kresach (11 lipca). Prezydent Karol Nawrocki nie chce być gorszy i forsuje własny Dzień Działacza Opozycji Antykomunistycznej (28 czerwca).

Jeśli to tempo zostanie utrzymane, do 2030 roku każdy dzień w roku będzie Męczeńskim, Narodowym albo Triumfalnym Dniem Kogoś lub Czegoś.

Symbolika zamiast rozwiązywania problemów

Kalendarzowa aktywność parlamentu wygląda szczególnie kuriozalnie na tle spraw, które faktycznie czekają na rozstrzygnięcie. Pałac Prezydencki wciąż blokuje ślubowania sędziów, a chaos z Trybunałem kosztuje miliardy, politycy się kłócą, a gospodarka krwawi.

Podobnie wygląda spór o ceny paliw, w którym premier wprost apeluje: "podpisuj prezydencie", bo bez podpisu pod ustawą o podatku od nadzwyczajnych zysków tańsze tankowanie pozostanie na papierze.

Prezydent lubi zresztą gesty symboliczne. Warto przypomnieć, że Karol Nawrocki mnoży stanowiska w Pałacu, powołując kolejnych "specjalnych przedstawicieli" – podczas gdy nominacje ambasadorskie i ślubowania sędziów wciąż czekają.

Wielki haczyk. Święto tak, ale do roboty marsz!

W tym całym festiwalu państwowej dumy jest jeden detal, o którym politycy wolą mówić półgłosem. Obywatel, słysząc frazę "nowe święto państwowe", podświadomie zaczyna planować długi weekend, wyjazd nad jezioro albo chociaż grilla w ogródku. Nic z tych rzeczy! Święto państwowe w polskich realiach wcale nie oznacza dnia wolnego od pracy.

Oznacza to, że 10 lutego będziesz ewentualnie mógł uczcić gen. Hallera i jego platynowy pierścień, stojąc w korku w drodze do pracy albo pisząc raporty w korporacyjnym open space. Jedyną zmianą będzie to, że w telewizji państwowej puszczą podniosły dokument, a pod pomnikiem w Pucku trzech panów w garniturach złoży wieńce na koszt podatnika.

Dane rynku pracy pokazują zresztą, czego naprawdę oczekują pracownicy. Jak wynika z badań, dodatkowych dni urlopowych chce aż 49 proc. zatrudnionych, a oferuje je zaledwie 18 proc. firm. Żadne "święto państwowe" tej luki nie zasypie.

Osobną kwestią są dni handlowe. Przypomnijmy, że po sierpniowym terminie niedziela handlowa nadchodziła, a potem zostały już tylko trzy okazje w całym roku.

Resort kultury apeluje o powściągliwość

Stanowisko MKiDN, opisywane przez Rzeczpospolitą, jest orzeźwiające. Urzędnicy zwrócili uwagę, że im więcej produkujemy "papierowych" świąt, tym mniejszą wagę obywatele przywiązują do tych naprawdę kluczowych – jak 11 Listopada czy 3 Maja.

Gdy wszystko staje się "narodowe" i "podniosłe", to tak naprawdę nic już takie nie jest. Jeśli senatorowie naprawdę chcą uczcić Zaślubiny z Morzem, zamiast pisać nową ustawę, mogliby po prostu kupić bilet na pociąg do Pucka i wrzucić do Bałtyku chociażby symboliczny, własny pierścionek. Młodzi ludzie ucieszą się z czystej plaży, a kalendarz zyska przynajmniej chwilę oddechu.