
Sobotni rejs Lufthansy z Frankfurtu do Lizbony zamienił się w sprawdzian procedur bezpieczeństwa, kiedy przedmiot należący do jednego z pasażerów stanął w płomieniach. Chociaż urządzenie to jest dopuszczalne na pokładach samolotów, coraz więcej linii lotniczych wprowadza związane z nim ograniczenia.
Powerbanki to przydatne urządzenia, jednak na pokładzie samolotu mogą stać się potencjalnym źródłem zagrożenia. Wszystko dlatego, że w warunkach lotu są one szczególnie podatne na gwałtowną reakcję chemiczną zwaną ucieczką termiczną. Kiedy w powerbanku dochodzi do przegrzania, na przykład wskutek intensywnego użytkowania lub zwarcia, w powerbanku dochodzi do zapłonu. Prowadzi to do wybuchu płomieni, których nie da się łatwo ugasić zwykłą gaśnicą. Właśnie do tego rodzaju sytuacji doszło niedawno na pokładzie Lufthansy. Pomimo podwyższonego ryzyka linie lotnicze dopuszczają wniesienie powerbanka na swój pokład. Trzeba jednak przestrzegać określonych zasad.
Powerbank w płomieniach na pokładzie Lufthansy
Jak podaje "Simple Flying", eskalacji zapobiegła reakcja personelu. Po otrzymaniu zgłoszenia, stewardesy umieściły płonące urządzenie w specjalnej torbie ognioodpornej (tzw. Lithium Safe Bag), przeznaczonej do neutralizacji uszkodzonych baterii litowo-jonowych. Choć zagrożenie pożarowe zlikwidowano i nikt ze 198 pasażerów oraz 6 członków załogi nie odniósł obrażeń, kapitan podjął decyzję o przerwaniu rejsu.
Po zgłoszeniu stanu zagrożenia i uzyskaniu priorytetowej możliwości lądowania samolot wylądował na lotnisku Lyon-Saint-Exupéry we Francji 25 minut po zmianie kursu. Podróżni niestety nie dotarli do Lizbony tego samego dnia. Samolot pozostał na francuskim lotnisku na 16 godzin, a Lufthansa musiała zapewnić pasażerom noclegi w hotelach oraz przebukować bilety na niedzielne rejsy.
Zobacz także
Surowe przepisy to za mało?
Incydent ten wydarzył się mimo faktu, że niemiecki przewoźnik stosunkowo niedawno zaostrzył regulacje dotyczące przenośnych baterii na pokładach swoich samolotów (a Lufthansa nie jest tu wyjątkiem). Od połowy stycznia bieżącego roku na pokładach maszyn tej linii obowiązuje zakaz ładowania czegokolwiek z powerbanków. Nie można także podłączać ich do pokładowych gniazdek. Zdarzało się już przecież, że powerbank eksplodował w samolocie, bo pasażer chciał naładować iPada.
Linia zezwala na wniesienie maksymalnie dwóch powerbanków o pojemności do 100 Wh (większe, do 160 Wh, wymagają osobnej zgody), ale nakazuje trzymanie ich wyłącznie pod ręką, np. w kieszeni fotela lub w torbie pod przednim siedzeniem. Całkowicie zabrania się chowania ich do bagażu rejestrowanego czy do górnych schowków. Podobnie restrykcyjne podejście widać w innych krajach – na przykład nowe limity i ograniczenia dla turystów wprowadzono w Turcji. Jak pokazał ostatni incydent, nadzór nad powerbankiem umożliwia reakcję, zanim ogień rozprzestrzeni się po kabinie.






