Paliwa w samolocie Ryanaira zostało tylko na kilka minut lotu
Piloci Ryanaira mieli ostatnie podejście do lądowania. Od końca paliwa dzieliły ich minuty Fot. Mounir Taha/Shutterstock

Ryanair to jeden z największych przewoźników w Europie. Mimo ok. 3 tys. lotów dziennie poziom bezpieczeństwa na ich pokładach pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Jednak nawet im przydarzają się niebezpieczne sytuacje. Jedna z nich została właśnie zbadana przez specjalną komisję.

REKLAMA

Podróż z włoskiej Pizy do Prestwick nieopodal Glasgow zgodnie z rozkładem powinna potrwać ok. 2 godzin i 50 minut. Jednak na początku października 2025 roku rejs Ryanaira wydłużył się do ponad 4 godzin. Podczas trzech nieudanych prób lądowania na dwóch różnych lotniskach zużyto ogromne ilości paliwa. Czwarte podejście musiało być już tym ostatnim.

Ryanair przegrał z pogodą. Nieudane lądowania początkiem problemów

3 października 2025 roku. 171 pasażerów i 6 członków załogi Ryanaira wsiada na pokład samolotu lecącego z Pizy do Prestwick. Pracownicy przewoźnika już dzień wcześniej dostali informację, że pogoda nie będzie im sprzyjać. Nad Wielką Brytanią szalał sztorm Amy, który skutecznie utrudniał starty i lądowania kolejnych maszyn. Przewoźnik zna takie ryzyko z doświadczenia – w czerwcu 2025 r. Ryanair musiał lądować awaryjnie przez turbulencje.

Wiedząc o tym, załoga zatankowała więcej paliwa przed startem. Spodziewano się konieczności lądowania na krótszym pasie, nieco bardziej osłoniętym od wiatru. O trudnych warunkach przypominano im także w dniu wylotu. Pojawiła się także informacja, że w razie problemów w Szkocji mają kierować się do Manchesteru.

Lot zaczął się bez większych utrudnień, ale sytuacja skomplikowała się w momencie podejścia do lądowania w Prestwick. Podczas zniżania odczuwalne były silne turbulencje, a tuż nad ziemią pojawił się komunikat o uskoku wiatru (windshear) – nagłej i niezwykle groźnej zmianie kierunku oraz prędkości wiatru. Zaledwie 80 metrów nad pasem startowym piloci zdecydowali o odejściu na drugi krąg. Chwilę później podjęli drugą próbę lądowania, która również zakończyła się fiaskiem.

Ryanair miał zapas paliwa na mniej niż 10 minut. Kolejnej próby lądowania by nie było

Jak podała w swoim raporcie Brytyjska Komisja Badania Wypadków Lotniczych (AAIB), załoga wystąpiła o możliwość lądowania w Manchesterze, ale nie otrzymała zgody na przekierowanie. Zgodę wyraził natomiast Edynburg. Tam jednak pojawił się ten sam problem co w Prestwick – próba lądowania została przerwana z powodu porywistego wiatru. Z podobnymi warunkami załogi mierzą się także na innych lotniskach. Niedawno wichura rzuciła Ryanairem nad pasem w Dublinie, piloci mieli tylko kilka sekund na reakcję.

W tym momencie piloci znaleźli się w krytycznym położeniu i podjęli decyzję o natychmiastowym locie do Manchesteru. Samolot miał już o 700 kg paliwa mniej, niż wynosi wymagane minimum. Dodatkowo systemy wskazywały, że w momencie lądowania zostanie im ok. 300 kg paliwa przy wymaganym minimum wynoszącym 1101 kg. Nadano więc sygnał Mayday, po którym port lotniczy musiał przyjąć maszynę.

Ostatecznie samolot wylądował bezpiecznie w manchesterze. Po dotarciu na stanowisko postojowe i wyłączeniu silników w zbiornikach pozostało zaledwie 240 kg paliwa. Jak podaje "Independent", Boeing 737 zużywa około 363 kg paliwa w 10 minut. Kolejnego podejścia piloci już by nie wykonali. Dziś każdy kilogram ma jeszcze większe znaczenie, bo ceny paliwa lotniczego lecą do nieba, jednak bezpieczeństwo podróżnych pozostaje kluczową kwestią dla każdego przewoźnika.

Sytuacja zakończyła się szczęśliwie, jednak eksperci z komisji zwrócili uwagę, że załoga mogła skierować się na położone bliżej lotnisko w Newcastle. "Załoga od początku uznawała Manchester za preferowane lotnisko zapasowe i możliwe, że miało to wpływ na proces podejmowania decyzji" – zaznaczono w raporcie opublikowanym blisko rok po wydarzeniach z udziałem samolotu Ryanaira.