Kobieta z tatuażem przy laptopie
Finał sprawy Roksy zaskakuje. Sąd nie uznał oskarżonych za winnych głównych zarzutów Fot. Unsplash

Przez niemal 20 lat Roksa była najbardziej znanym serwisem z anonsami towarzyskimi w Polsce. Jej twórcom zarzucono jednak kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i strona padła. Krakowski sąd uznał w tym roku, że nie mieli świadomości łamania prawa.

REKLAMA

Roksa powstała w 2002 roku i od początku była czymś więcej niż zwykłym portalem ogłoszeniowym. Stała się potężną maszyną do zarabiania pieniędzy. Oficjalnie zniknęła z sieci w 2021 roku, ale dopiero w tym roku zapadł wyrok w tej sprawie. To opowieść o ogromnym biznesie na kontrowersyjnej usłudze, nagłym upadku i sądowym finale.

Ile kosztowało ogłoszenie na Roksie? Prosty biznes na tysiącach anonsów

Sukces Roksy opierał się na bardzo prostym mechanizmie. Każde ogłoszenie kosztowało 50 złotych miesięcznie. Jak wyliczał Mariusz Lewandowski z serwisu Bezprawnik.pl, przy kilkunastu tysiącach aktywnych anonsów co miesiąc pieniądze płynęły szerokim strumieniem.

Do tego dochodziła atrakcyjna oprawa. Od strony technicznej Roksa wyglądała jak nowoczesna, profesjonalna witryna, a nie jakaś szemrana stronka z dark weba. Dlaczego więc została zamknięta?

Machinę zatrzymały restrykcyjne przepisy o kuplerstwie (artykuł 204 Kodeksu karnego dotyczący jeszcze sutenerstwa i stręczycielstwa), czyli zarabianiu na ułatwianiu innym usług, że tak napisze, intymnych. Samo ich świadczenie nie jest w Polsce zakazane, ale zarabianie na stwarzaniu warunków już tak. Właśnie to zniszczyło Roksę.

Zatrzymanie właścicieli Roksy. Kulisy akcji policji

Akcja miała wręcz filmowy przebieg i zaskoczyła całą branżę. W naTemat w listopadzie 2021 roku pisaliśmy, że do biur i mieszkań osób zarządzających Roksą wkroczyło blisko 50 policjantów.

Zatrzymano łącznie 11 osób, w tym głównego pomysłodawcę serwisu oraz jego brata. Policjanci z Białegostoku zabezpieczyli ogromną ilość sprzętu elektronicznego oraz dokumentację finansową firmy.

Jak podała podlaska policja, chodziło o 43-letniego właściciela firmy i jego 39-letniego brata, którzy usłyszeli zarzuty założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Komunikat nie zawierał nazwy portalu, ale media szybko ustaliły, że mowa o Roksie. Policja oszacowała korzyści z całego procederu na ponad 40 milionów złotych.

W późniejszych publikacjach przewija się jeszcze wyższa kwota: 56 milionów złotych przychodu. Trudno ją jednak bezpiecznie przypisać właśnie Roksie, bo taka suma padła w doniesieniach o wyroku, który dotyczył, jak później sprostowano, innej strony.

Tak czy owak, prokuratura uznała, że prowadzenie takiej platformy działa jak zorganizowana grupa przestępcza, która uczyniła sobie z nielegalnego procederu stałe źródło utrzymania.

Czy właściciele Roksy zostali skazani? Medialna pomyłka z 2024 roku

O sądowym finale było głośno już w 2024 roku. Media obiegła wtedy informacja, że główny oskarżony dostał karę więzienia w zawieszeniu oraz gigantyczną grzywnę, a do tego miał zwrócić blisko 9 milionów złotych uzyskanych z przestępstwa. Sprawa wcale nie była jednak tak oczywista.

Jak przypomina Lewandowski, sami właściciele serwisu stanowczo odcięli się od tych rewelacji. "Do obecnej chwili nikt związany z portalem Roksa nie został skazany przez sąd" – oświadczyli przedstawiciele portalu w komunikacie dla mediów.

Wyszło na to, że wyrok opisywany przez niektóre redakcje dotyczył prawdopodobnie zupełnie innej platformy o podobnym profilu. Sprawa Roksy trafiła bowiem do innego sądu.

Jak ustalił LoveKraków, prowadziła ją Prokuratura Okręgowa w Suwałkach, a w sierpniu 2025 roku akt oskarżenia trafił do krakowskiego sądu. Objęto nim 14 osób.

Chodziło m.in. o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą lub udział w niej, przestępstwa przeciwko dokumentom, potwierdzanie fikcyjnego zatrudnienia i pranie brudnych pieniędzy.

Nowy wyrok z 2026 roku. Sąd uniewinnił 13 osób

Wyrok zapadł 25 maja 2026 roku. Sąd Okręgowy w Krakowie uniewinnił 13 oskarżonych od wszystkich zarzutów, także od udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i ułatwiania takich usług.

Czternasty oskarżony również został uniewinniony od głównych zarzutów, ale sąd skazał go m.in. za poświadczenie nieprawdy w dokumentach. Dostał rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

– Uniewinniając oskarżonych, sąd kierował się m.in. tym, że nie mieli oni świadomości, że prowadzona przez nich działalność jest sprzeczna z prawem – przekazał LoveKraków sędzia Maciej Czajka, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krakowie do spraw karnych.

Sąd wziął pod uwagę także to, że organy ścigania przez dłuższy czas kontaktowały się z oskarżonymi przy okazji innych postępowań i zbierały od nich potrzebne informacje. Według rzecznika taka praktyka utwierdzała ich w przekonaniu, że działają legalnie.

Roksa.pl nie działa, ale klony żyją własnym życiem
Oficjalna Roksa nie działa. Na stronie jest tylko lakoniczny komunikat i reklamy Fot. Roksa.pl

Roksa.sx. Następca legendy czy podróbka?

W międzyczasie w sieci pojawił się równie tajemniczy następca pod adresem z egzotyczną końcówką .sx. Nowa strona do złudzenia przypomina oryginał wraz z charakterystycznym logo, ale deklaruje brak jakichkolwiek opłat.

Bezprawnik.pl ostrzega, że korzystanie z takich witryn to duże ryzyko. Już sam brak przejrzystego modelu finansowego budzi podejrzenia, karaibska domena utrudnia dochodzenie ewentualnych roszczeń, a oryginalni twórcy oficjalnie odcinają się od tego projektu.

To może być zwykła próba wyłudzenia danych lub przejęcia ruchu po znanej marce. Eksperci radzą zachować ostrożność, bo nawet sama oryginalna Roksa ostrzega przed witrynami podszywającymi się pod jej markę.

LoveKraków zauważył, że klony mają się całkiem nieźle. Jeden z nich według danych SEMrush z 2025 roku notuje ponad 90 tysięcy wizyt miesięcznie. Adres z końcówką .pl jest martwy, ale marka Roksa żyje w sieci własnym życiem.