Karol Nawrocki wetuje ustawę CPN o niższych cenach paliw
Nawrocki stracił ostatnie argumenty za wetowaniem Fot. Shutterstock

W Pałacu Prezydenckim rośnie ból głowy wokół tego, co zrobić z kolejną ustawą o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych. Pylony na stacjach szaleją, perspektyw na poprawę sytuacji nie ma, a rząd torpeduje Karola Nawrockiego z każdej strony, pokazując że głowa państwa staje po stronie wielkiego biznesu, a nie kierowców. Sytuację pogorszył właśnie poseł PiS Radosław Fogiel, który w pewnej niespodziewanie szczerej wypowiedzi ujawnił prawdziwe intencje prawicy.

REKLAMA

Ustawa o opodatkowaniu nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych leży na biurku Karola Nawrockiego od tygodnia, po tym jak najpierw przyjął ją Sejm, a potem Senat. W momencie, gdy prezydent otrzymał dokument większość stacji paliw w Polsce sprzedawała benzynę 95-kę za 7,99 zł. Minął tydzień i bariera ośmiu złotych pękła z hukiem i na koniec września paliwo kosztuje już w większości stacji około 8,19 zł za litr. Jeszcze gorzej jest z dieslem. Dlatego rząd wzmocnił naciski na Nawrockiego.

Minister energii Miłosz Motyka nazwał prezydenta "rzecznikiem koncernów naftowych". Przypomniał wyborcze hasło Nawrockiego - Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy - które słabo wygląda na tle torpedowania pomysłu wzmocnienia budżetu państwa poprzez opodatkowanie paliwowych gigantów.

Motyka zastrzegł, że brak pieniędzy z nowego podatku oznacza brak pieniędzy na kolejny pakiet CPN. A to z kolei oznacza perspektywę wzrostu cen żywności. Tymczasem minister finansów Andrzej Domański nazwał na wtorkowej konferencji prasowej zachowanie prezydenta "beztroską, która głowie państwa nie przystoi".

Chybotliwy argument o niekonstytucyjności

Karol Nawrocki pierwszą ustawę o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych odesłał do Trybunału Konstytucyjnego, kierowanego przez usłużnego prawicy Bogdana Święczkowskiego. Ustawa wylądowała tam w zamrażarce, co oznacza, że prezydent de facto zastosował weto, w dodatku nie dając Sejmowi możliwości jego odrzucenia.

Argument Nawrockiego był bardzo konkretny: prawo działałoby w tym wypadku wstecz, co oznacza, że zapisy tej ustawy są prawdopodobnie niekonstytucyjne. Dodał do tego teorię mówiącą o tym, że obłożone nowym podatkiem koncerny jeszcze bardziej wywindują ceny paliw. Rządzący kategorycznie temu zaprzeczają.

Prezydent musi mierzyć się zatem z rosnącą presją ze strony obywateli, którym po ostatnich latach prawniczej mordęgi trudno wmówić, że wątpliwości konstytucyjne to coś, co powinno obchodzić rezydenta "wielkiego pałacu". Zwłaszcza, że ten sam rezydent ordynarnie łamie Konstytucję nie zaprzysięgając prawidłowo wybranych sędziów trybunału, stosując argument z czapy, że głosowanie nad nimi przeprowadzono zbyt późno. Teraz jednak doszedł kolejny problem.

Nieoczekiwane słowa posła PiS

W poniedziałek w Polsat News gościem Marcina Fijołka był poseł PiS Radosław Fogiel. Pytany o ustawę paliwową odpowiedział tradycyjną śpiewką o podejrzeniu jej niekonstytucyjności, bo prawo nie może działać wstecz. Prowadzący odparł, że Prawu i Sprawiedliwości nie przeszkadzał ten fakt, gdy w 2023 roku uchwalał ustawę o opodatkowaniu nadzwyczajnych zysków Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która po wybuchu wojny na Ukrainie zarobiła krocie na obrocie węglem.

Fogiel odpowiedział z rozbrajającą szczerością, że "najwidoczniej wtedy analiza nie była wystarczająco głęboka". I że aktualna analiza prezydenckich urzędników jest słuszna.

Fogiel zatem de facto przyznał, że ustawa rządu Donalda Tuska jest blokowana po to, żeby temuż rządowi nie pomóc. Bo gdy trzeba było załatać budżet rządu PiS, to problemu rzekomej niekonstytucyjności jakoś nie było. Pytanie dlaczego cenę za wbicie szpili Koalicji 15 Października muszą płacić dziś kierowcy, a jutro wszyscy, z klientami sklepów spożywczych włącznie.

Oczywiście zacznie się wtedy wojna na narracje i obrzucanie się nawzajem winą. Śmiem twierdzić, że ekipa Karola Nawrockiego stoi w przedbiegach tego starcia na straconej pozycji.

Poparcie dla Nawrockiego lekko spada

Widać bowiem, że coś delikatnie tąpnęło w entuzjastycznym nastawieniu dużej części elektoratu do głowy państwa. Ostatni sondaż zaufania pokazuje, że Karol Nawrocki wciąż cieszy się najwyższym poparciem wśród polityków, ale różnica między nim a drugim Radosławem Sikorskim maleje. Obecnie prezydentowi ufa 47,1% respondentów (źródło: IBRiS dla Onetu), podczas gdy w czerwcu ten odsetek liczył aż 54,8% badanych.

I - to już mój osobisty wniosek - nie sądzę, żeby tym, co spowodowało tąpnięcie było zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego czy przedłużający się spór o ambasadorów. To są sprawy abstrakcyjne dla zwykłych Polaków, w przeciwieństwie do sytuacji cenowej na stacjach paliw. I tu dopatrywałbym się źródła małego kryzysu w wielkim pałacu.

Karol Nawrocki i jego ekipa od początku jego urzędowania stosują bowiem metodę: ani kroku w tył. Nie ulegają prośbom i groźbom rządu, nie przepraszają za swoje błędy, w sytuacji kryzysowej atakują jeszcze żarliwiej oponentów. Pytanie czy to słuszny kierunek w czasach co rusz wybuchających kolejnych kryzysów na poziomie państwowym, wymagających współdziałania najważniejszych osób w państwie.

Na razie rząd dość sprawnie pokazuje, że próbuje w niektórych kwestiach namówić prezydenta do współpracy. A gdy z pałacu padają odpowiedzi w rodzaju "chyba śnicie", to coraz częściej jej odbiorcami stają się de facto wyborcy, a nie tylko Tusk, Żurek, Berek i Kosiniak.