
Minister finansów w brutalnie szczerym wywiadzie dla Bloomberga ogłasza koniec ery wyborczych prezentów ze Skarbu Państwa. Andrzej Domański nie tylko wyklucza nowe wydatki publiczne, ale też bezpardonowo punktuje fantazje ekonomiczne Karola Nawrockiego, który chciałby jednocześnie niskich podatków, wielkich transferów i małego deficytu.
Brak jakichkolwiek "prezentów" budżetowych przed nadchodzącym maratonem wyborczym i twarda walka o podatek od nadzwyczajnych zysków gigantów energetycznych. Szef resortu finansów Andrzej Domański odsłania kulisy prac nad budżetem na 2027 rok i komentuje osłabienie polskiej waluty.
Wszyscy politycy, którzy liczyli na to, że przed nadchodzącymi wyborami rząd wyciągnie z budżetowego kapelusza nowe obietnice socjalne, właśnie dostali zimny prysznic. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański w rozmowie z agencją Bloomberg postawił sprawę jednoznacznie: kasa państwowa jest zamknięta na kłódkę dla jakichkolwiek nowych podarunków.
– Nie widzę miejsca na żadne prezenty, które zwiększyłyby wydatki publiczne w nadchodzącym roku – oświadczył wprost szef resortu finansów.
Domański punktuje Nawrockiego. "To tak po prostu nie działa"
Minister finansów odniósł się też do gospodarczych deklaracji i wet prezydenta Karola Nawrockiego, zarzucając mu stosowanie ekonomicznego życzeniowego myślenia.
– Prezydent chce niskich podatków, bardzo wysokich wydatków i niskiego deficytu. To nie działa w ten sposób – wypalił bez ogródek Domański.
Szef resortu finansów zarzucił głowie państwa, że z jednej strony krytykuje poziom zadłużenia, a z drugiej – konsekwentnie blokuje ustawy, które mogłyby zasilić stronę dochodową budżetu. Chodzi tu przede wszystkim o spór wokół podatku od nadzwyczajnych zysków (windfall tax) koncernów energetycznych i paliwowych, z którego dochody miałyby sfinansować m.in. obniżkę akcyzy i VAT-u na stacjach paliw.
Sam premier mówił o tym wprost w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych. Przekonywał, że podatek od nadzwyczajnych zysków Orlenu sfinansuje tańszą benzynę, i apelował do prezydenta o podpis, zapowiadając tańsze tankowanie jeszcze przed świętami.
Konsekwencje braku takiego mechanizmu kierowcy odczuli błyskawicznie. Ogłaszając koniec z CPN od września, minister energii Miłosz Motyka wskazał wprost na zablokowaną w Trybunale ustawę jako powód wygaszenia programu.
Koalicja rządząca po raz kolejny apeluje do Karola Nawrockiego o podpisanie tej kluczowej ustawy.
Zobacz także
Złoty traci na wartości? "To nas nie zabije"
W rozmowie z Bloombergiem Andrzej Domański odniósł się również do ostatnich osłabień rynkowych polskiej waluty. Minister stanowczo odrzucił narrację opozycji i części analityków, jakoby spadek kursu złotego był bezpośrednim skutkiem napiętej sytuacji w finansach publicznych.
Szef resortu finansów zachowuje spokój wobec wahań na rynku walutowym:
– Na szczęście lekkie osłabienie złotego nie zabije gospodarki – skwitował, dając do zrozumienia, że elastyczny kurs walutowy stanowi naturalny amortyzator dla eksportu w warunkach globalnych turbulencji.
Warto jednak pamiętać, że agencje ratingowe patrzą na polski konflikt instytucjonalny nieco inaczej. Agencja Fitch słodzi Tuskowi, za to Nawrockiemu wystawia rachunek – analitycy wskazali spór prezydenta z rządem jako czynnik ryzyka dla przewidywalności polityki gospodarczej.
Podobne wnioski płyną z analiz dotyczących sądownictwa: chaos z Trybunałem kosztuje miliardy, politycy się kłócą, a gospodarka krwawi, bo niepewność prawna przekłada się bezpośrednio na koszt obsługi długu.
Budżet na 2027 rok trafia do Sejmu
Rada Ministrów zajmuje się ostatecznym kształtem projektu ustawy budżetowej na 2027 rok, który zgodnie z ustawowymi terminami musi trafić do laski marszałkowskiej przed końcem września.
Przyjęte przez rząd Donalda Tuska ramy finansowe pokazują skalę wyzwań, przed jakimi stoi architekt polskiej gospodarki. Planowane wydatki to 977,6 mld zł, prognozowane dochody mają sięgnąć 695,0 mld zł, zaś deficyt jest szacowany na 282,6 mld zł.
Presję na finanse publiczne dobrze obrazują niedawne wyliczenia GUS. Prawie pół biliona złotych strat wojennych – tyle wyniósł skumulowany ubytek polskiego PKB w latach 2022–2025 w efekcie rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Do tego dochodzą wyzwania strukturalne. Raport SGH wstrząsnął Forum w Karpaczu właśnie dlatego, że pokazał skalę kurczenia się polskiego społeczeństwa, co w perspektywie kilkunastu lat uderzy w stronę dochodową budżetu.
Mając do zagospodarowania deficyt sięgający niemal 283 miliardów złotych, Andrzej Domański wysyła komunikat: era rozdawnictwa na kredyt dobiegła końca, a każdy kolejny pomysł zwiększenia wydatków bez wskazania źródła finansowania trafi bezpośrednio do niszczarki w Ministerstwie Finansów.






