Marcin Romanowski
Jest decyzja sądu w sprawie listu żelaznego dla Marcina Romanowskiego. Fot. YT/Marcin Romanowski

Sąd Okręgowy Warszawie wydał Marcinowi Romanowskiemu list żelazny, uchylając środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania od momentu uprawomocnienia się orzeczenia. Taką wiadomość przekazał właśnie adwokat posła PiS Bartosz Lewandowski.

REKLAMA

"Mój Klient na terytorium Polski nie będzie mógł być zatrzymany i tymczasowo aresztowany, a ENA 'upada', jeśli postanowienie Sądu się uprawomocni" – dodał obrońca Marcina Romanowskiego w poście na platformie X.

Prawnik poinformował w swojej publikacji, że sąd stwierdził, iż "nie ma żadnego potwierdzenia, aby Romanowski był na terytorium Naddniestrza". "Ale nie ma to znaczenia dla wydania listu, skoro na pewno nie przebywa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, a przepis wymaga wyłączenia ustalenia co do tej okoliczności" – dodał.

"Wydanie listu żelaznego – na tym etapie śledztwa – jest uzasadnione interesem publicznym. Nie ma obecnie obawy, aby Marcin Romanowski podejmował działania o charakterze matactwa. Inne osoby występujące w śledztwie nie są tymczasowo aresztowane. Śledztwo może być kontynuowane z udziałem posła po jego stawiennictwie i leży to w interesie wymiaru sprawiedliwości" – czytamy w dalszej części komunikatu Lewandowskiego.

Uzasadnienie sądu liczy 13 stron. Prokurator już zapowiedział, że złoży zażalenie

Decyzja w sprawie wydania listu żelaznego dla Marcina Romanowskiego uprawomocni się w ciągu 7 dni, jeśli prokurator nie złoży zażalenia, ale już zapowiedział, że to zrobi. Wiadomo także, że uzasadnienie postanowienia sądu w tej sprawie jest bardzo obszerne, liczy 13 stron.

– Po pierwsze postępowanie jest bardzo zaawansowane, cały materiał dokumentowy jest zgromadzony przez prokuratora. Następnie sąd wskazywał na to, że dotychczasowe metody, dotychczasowe środki, które zostały zastosowane w sprawie możliwości zatrzymania i sprowadzenia do Polski pana podejrzanego (ENA, list gończy – przyp. red.) okazały się nieskuteczne. Z uwagi na charakter tej sprawy jej doniosłość społeczną (...) lepszą decyzją będzie wydanie listu żelaznego i umożliwienie wyjaśnienia tej sprawy – mówiła na konferencji prasowej rzeczniczka warszawskiego Sądu Okręgowego Anna Ptaszek.

Jeśli prokurator – zaskarży tę decyzję, a już to potwierdził – sprawa trafi do Sądu Apelacyjnego.– Podtrzymuję to, że w tej sprawie temu konkretnemu podejrzanemu nie możemy zaufać, tak jak to uczynił sąd. Dlatego, że mamy do czynienia z osobą, która od długiego czasu się już ukrywa, która podejmowała różnego rodzaju kroki, mające na celu uniknięcie zatrzymania w tym postępowaniu i jego deklaracja składana na chwilę obecną, że będzie pozostawał do dyspozycji prokuratury i sądu, niestety nie jest niewiarygodna – przekazał prokurator Piotr Woźniak.

O polityku ściganym w sprawie defraudacji Funduszu Sprawiedliwości, opowiadał w podobnym tonie niedawno w "Rozmowie naTemat" mec. Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej.

List od Romanowskiego do warszawskiego sądu

Przypomnijmy, że w sierpniu tego roku po wielu miesiącach ukrywania się Marcin Romanowski wysłał list do warszawskiego sądu. Adres wskazywał na stolicę prorosyjskiego regionu. Dokument wysłano z okolic Tyraspolu, stolicy Naddniestrza w Mołdawii.

"Mam wydany paszport na inną tożsamość, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską" – oświadczył w dokumencie były wiceminister sprawiedliwości. Wyraził gotowość do stawiennictwa przed właściwym sądem oraz udział we wszystkich czynnościach procesowych. Chciał odpowiadać z wolnej stopy i zatrzymać się w domu poselskim przy ulicy Senackiej w Warszawie.

Zobowiązał się też do stawiennictwa na każde wezwanie oraz powstrzymania się od kontaktów ze świadkami. Poseł w liście zasugerował, że za współpracę ze służbami, chce mieć gwarancję, iż po przyjeździe do kraju nie zostanie zatrzymany.