protest wiernych w Grojcu
Biskup ewakuowany przez policję z kościoła. Nocny szturm parafian w Grojcu Fot. Zrzut ekranu / X

Rutynowa wizyta duszpasterska zakończyła się akcją policyjnych negocjatorów i nocną ewakuacją pod eskortą. W niedzielny wieczór setki mieszkańców Grojca pod Oświęcimiem otoczyły kościół, blokując wyjście biskupowi Romanowi Pindlowi. Wierni do upadłego bronią swojego odwołanego proboszcza, który przez 30 lat zaskarbił sobie ich serca niezwykłą skromnością.

REKLAMA

"Oddajcie proboszcza!" – skandował tłum, który w nocy z niedzieli na poniedziałek (4/5 października) zatarasował drzwi kościoła św. Wawrzyńca w Grojcu. Mimo że Watykan ostatecznie podtrzymał decyzję o odwołaniu duchownego za "poważne nieprawidłowości", parafianie nie zamierzają odpuścić. To najgłośniejszy (obecnie) konflikt w polskim Kościele.

Bitwa o księdza Józefa. Biskup wywieziony pod eskortą policji po buncie w parafii

Przegrał we wszystkich instancjach w Rzymie, ale w oczach swoich parafian pozostał niemalże świętym. Ks. Józef Zborek – człowiek, który sam kosił trawniki wokół kościoła, nie brał opłat od ubogich i jeździł zasłużoną Ładą Nivą – został bezpowrotnie odwołany. Kuria milczy o powodach, a oburzeni ludzie mówią wprost o spisku i zazdrości sąsiednich księży.

Niedzielny wieczór w położonym niedaleko Oświęcimia Grojcu przypominał kadry z filmu sensacyjnego, a nie spokojne, wiejskie życie parafialne. Przed kościołem św. Wawrzyńca zebrały się setki osób – od młodych chłopaków, przez rodziny z dziećmi, aż po seniorów. Wszyscy przyszli w jednym celu: stanąć murem za swoim dotychczasowym proboszczem, ks. Józefem Zborkiem, i nie wypuścić z budynku przybyłego na miejsce biskupa ordynariusza diecezji bielsko-żywieckiej, Romana Pindela.

Napięcie sięgnęło zenitu po godzinie 19:00, gdy po spotkaniu z Radą Parafialną i krótkiej modlitwie biskup próbował opuścić świątynię. Tłum zablokował wszystkie wyjścia, a do wnętrza kościoła weszli wzburzeni mieszkańcy skandujący: "Oddajcie proboszcza!".

Sytuacja stała się na tyle gęsta, że na miejsce ściągnięto policyjnych negocjatorów z Krakowa. Ostatecznie, około godziny 1:00 w nocy, biskup wraz z towarzyszącymi mu wyższymi duchownymi musiał zostać ewakuowany z parafii pod eskortą policji.

Dlaczego w Grojcu oddaliby głowę za proboszcza?

Żeby zrozumieć ten wybuch społecznego gniewu, trzeba przyjrzeć się postaci samego ks. Józefa Zborka. Duchowny posługiwał w Grojcu nieprzerwanie od 1997 roku i przez niemal trzy dekady zapracował na wizerunek człowieka niezwykłej skromności.

Nie miał gosposi, sam kosił trawniki wokół kościoła, przycinał gałęzie i wykonywał fizyczne prace gospodarskie. Osoby w trudnej sytuacji materialnej chrzciły dzieci czy chowały bliskich bez żadnych opłat lub za symboliczny datek.

Do dziś w pamięci mieszkańców żyje historia z powodzi w 2001 roku, gdy proboszcz swoją starą Ładą Nivą jeździł nieść pomoc poszkodowanym. Jest człowiekiem otwartym i bezpośrednim, zaskarbił sobie uznanie także tych mieszkańców, którym do kościoła było zazwyczaj nie po drodze.

Gdy w 2024 roku pojawiły się pierwsze doniesienia o próbie odwołania duszpasterza, mieszkańcy zebrali aż 1600 podpisów pod petycją w jego obronie. W małej wsi oznaczało to zryw wręcz powszechny i masowy.

Wyrok Watykanu i tajemnica kurii

Konflikt nie jest jednak nowością, lecz prawną batalią, która toczyła się przez ostatnie dwa lata. Diecezja bielsko-żywiecka wydała oświadczenie, w którym zaznacza, że ks. Zborek został odwołany z powodu "stwierdzonych i udowodnionych poważnych nieprawidłowości".

Duchowny nie poddał się bez walki. Zaangażował obrońcę – profesora i uznanego kanonistę – i odwoływał się do kolejnych instancji w Rzymie. Ostateczny cios zadał Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej (najwyższy sąd kościelny w Watykanie), który na początku października 2026 roku odrzucił apelację i definitywnie potwierdził decyzję biskupa.

Problem w tym, że kuria – powołując się na ochronę prywatności samego duchownego – nie ujawniła publicznie, czego konkretnie te "poważne nieprawidłowości" dotyczyły.

Milczenie kurii to w Polsce standard

Ta praktyka wraca w niemal każdej głośnej sprawie. Gdy proboszcz z Koniakowa został odwołany – również przez biskupa Romana Pindela – kuria w komunikacie skupiła się na losie duchownego, nie wspominając słowem o osobach poszkodowanych.

Podobnie było w innych diecezjach: ksiądz oskarżany o romans z parafianką został po cichu przeniesiony do innej parafii, a rzecznik kurii tłumaczył wszystko "prawem do prywatności".

Brak oficjalnego komunikatu natychmiast zrodził we wsi teorie spiskowe. Część mieszkańców jest przekonana, że proboszcz podpadł sąsiednim duszpasterzom właśnie dlatego, że "psuł rynek", udzielając ślubów czy pogrzebów bez pobierania tradycyjnej "ofiary". Nie jest tajemnicą, że sakramentów udzielał również osobom z innych parafii.

Ta hipoteza brzmi dla wielu wiernych wiarygodnie, bo rozpiętość opłat w polskich parafiach bywa ogromna. Jak wyliczano, pogrzeb "co łaska" potrafi kosztować grube tysiące – rekordziści żądali nawet 6 tys. zł, przy średniej krajowej na poziomie ok. 1120 zł.

Kościół pęka w szwach, tajne rozmowy trwają

Niedzielna wizyta biskupa miała przynieść uspokojenie nastrojów, ale przyniosła efekt odwrotny. Rozmowy z Radą Parafialną trwały dwie godziny za zamkniętymi drzwiami, jednak jej członkowie – związani tajemnicą i przysięgą – odmówili przekazania szczegółów czekającemu tłumowi.

Diecezja w wydanym komunikacie podziękowała policji i krakowskim negocjatorom za sprawne wyprowadzenie biskupa z sytuacji, która "zagrażała zdrowiu i życiu kapłanów", i zaapelowała do wiernych o przyjęcie decyzji w "duchu wiary i jedności z Kościołem".

Zwykle jednak wierni protestują przeciw proboszczowi, a nie w jego obronie. W Pacanowie przez wiele miesięcy trwał spór, w którym parafianie przekonywali, że proboszcz terroryzuje miasto i domagali się jego odwołania – bez skutku. Podobnie było na Podhalu, gdzie dopiero po latach proboszcz z Poronina odszedł, choć w przeszłości rzucał na parafian klątwy. Przypadek Grojca jest o tyle wyjątkowy, że tutaj wierni gotowi są blokować kościół, by swojego duszpasterza zatrzymać.