
Konfederacja postuluje przywrócenie powszechnych szkoleń wojskowych dla młodych Polaków, a jej lider Sławomir Mentzen wyśmiewa kobiety w służbach i twierdzi, że nie zapewniają poziomu bezpieczeństwa. Dziennikarka Justyna Dobrosz-Oracz powiedziała "sprawdzam". Zapytała posła Konrada Berkowicza, czy był w wojsku. Ten zamiast uczciwie odpowiedzieć, nazwał ją "kurtyzaną". I jest z siebie dumny, bo dalej ją obraża. Konfederacja po raz kolejny pokazuje, że ma jakiś dziwny problem z kobietami.
Każdy z nas zna ten typ. To taki kolega ze szkoły, który zawsze najgłośniej opowiadał, jak to by "dał radę", a gdy przychodziło co do czego, znikał za rogiem. To ten sam kolega, który pewnie zaczepiał dziewczyny, bo z chłopakami bał się zadzierać. Wyrósł, założył garnitur, dostał się do Sejmu, ale odruchy zostały te same.
Justyna Dobrosz-Oracz zadała Konradowi Berkowiczowi proste pytanie: czy był w wojsku. Nie pytała o jego życie prywatne, nie zastawiała pułapki. Zapytała polityka partii, która od miesięcy pręży muskuły, o to, czy sam kiedykolwiek założył mundur. Wydawać by się mogło, pytanie oczywiste.
Berkowicz odpowiedział, że spieszy się na głosowanie. Tyle że na odchodne znalazł jeszcze chwilę, żeby rzucić, że rozmawia z dziennikarzami, "a nie z kurtyzanami".
Odwaga Berkowicza na X, panika przy mikrofonie
Berkowicz nie obraził dziennikarki, bo był wściekły. Obraził ją, bo nie miał odpowiedzi. Kiedy mężczyzna nie ma argumentów, a rozmawia z kobietą, sięga po najstarsze narzędzie z szafy. Riposta? Ha, ha, ha.
A potem przyszedł ciąg dalszy, jeszcze bardziej żałosny, bo Berkowicz dalej obraża Dobrosz-Oracz. Najpierw wpis: "Przekroczyłem nieprzekraczalną granicę. Przepraszam wszystkie kurtyzany". Zabawne? Może dla kumpli z grupy na Telegramie czy WhatsApp. Później, rano 8 października, "wyjaśnienie": "Nie zwyzywałem tej pani. Nazwałem ją stosownie do wykonywanej profesji i charakteru warsztatu, który prezentuje".
Zobacz także
Rozumiem więc, że według pana Berkowicza to jest kategoria dziennikarska, a nie obelga. Ciekawe, czy tak samo wytłumaczyłby się przed sądem, bo Dobrosz-Oracz zapowiedziała pozew. I bardzo dobrze. Niech pan poseł wyjaśni nam wszystkim, na czym dokładnie polega ten "warsztat", który tak mu się nie podoba u dziennikarki TVP.
Dodajmy, że Dobrosz-Oracz zadała normalne pytanie (nie z tezą, ale o fakt), na które odpowiedź należy się wyborcom. Zachowała się jak dziennikarka powinna – zdobywa fakty dla ludzi. A Berkowicz? Pokazał środkowy palec jej, ale też wszystkim Polakom.
Konfederacja i jej problem z kobietami
Za takie "wyjaśnienia" bierze się człowiek, który rok temu musiał tłumaczyć ochronie Ikei, dlaczego patelnia i talerze nie przeszły przez kasę samoobsługową. Przyjął mandat, mówił o "głupim błędzie". W kwietniu ten sam poseł wyjął w Sejmie flagę Izraela ze swastyką zamiast gwiazdy Dawida i zafundował Polsce międzynarodowy skandal.
Ktoś z takim rejestrem żenady mógłby okazać choć odrobinę pokory, zanim zacznie oceniać, kto jest kim. Pokory jednak u Berkowicza nie ma.
Tyle że nie jest to niestety wyskok jednego posła. Kilka dni wcześniej Sławomir Mentzen nagrał film, w którym drwił z policjantek przyjętych do służby na Dolnym Śląsku. Pokazał zdjęcia funkcjonariuszek i ironizował, że gruzińskie gangi już drżą ze strachu.
Kobiety w mundurze? Śmieszne. Kobieta z mikrofonem? Kurtyzana. W świecie tych panów kobieta jest fajna tak długo, jak siedzi cicho i nie zadaje pytań. Kiedy staje się równorzędną partnerką – w policji, w wojsku, w debacie publicznej czy gdziekolwiek indziej – zaczyna się wyśmiewanie albo wyzwiska.
Wydawać by się mogło, że Mentzen tym razem odciął się od Berkowicza. No, nie do końca. Napisał co prawda, że Berkowicz "przegiął", ale w tym samym wpisie jeden z liderów Konfederacji nazwał Dobrosz-Oracz "obrzydliwą propagandystką". Czyli zdaniem Mentzena jego kolega z partii przesadził z formą, ale co do treści, cóż... Mentzen dał koledze klapsa za to, że zrobił głośno to, o czym reszta w Konfederacji myśli po cichu.
Panie Berkowicz, nie odpowiedział pan na pytanie
Napiszę coś, co powinno być oczywiste, ale najwyraźniej nie jest. Bycie mężczyzną nie polega na tym, kto głośniej krzyknie, kto mocniej obrazi i kto szybciej ucieknie od pytania, rzucając na odchodne chamski tekst.
Męskość to odpowiedzialność za słowa. To odwaga, żeby powiedzieć: "Nie, nie byłem w wojsku" i bronić swojego zdania. To umiejętność przeprosin, kiedy się zawali. A przede wszystkim męskość to rozmowa z kobietą jak z równą sobie, nawet jeśli zadaje niewygodne pytania. A zwłaszcza wtedy. Konrad Berkowicz pokazał, że pod całą tą konfederacką narracją o sile, honorze i obronności kryje się bardzo krucha pewność siebie. Taka, która pęka od jednego pytania zadanego przez kobietę.
Panie pośle Berkowicz, pytanie wciąż wisi w powietrzu. Był pan w wojsku? Bo jak na kogoś, kto lubi pouczać innych, wyjątkowo szybko ewakuował się pan z pola walki. Pora zamienić krótkie spodenki na długie spodnie. I nie dlatego, że jest jesień.






