
Wszystko wskazuje na to, że Konfederacja nie będzie miała swojego kandydata w nadchodzących wyborach na prezydenta Krakowa. Zawiniły błędy w podpisach dla Bartosza Bocheńczaka, a Sławomir Mentzen teraz kipi ze złości i zapowiada wielkie czystki w krakowskich strukturach swojej partii.
Przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej w Krakowie, Krzysztof Dyl, poinformował w poniedziałek podczas konferencji prasowej, że do tej pory na kandydatów w przedterminowych wyborach prezydenta Krakowa zarejestrowano Michała Drewnickiego, Łukasza Gibałę (któremu w 2024 roku udało się już wejść do drugiej tury), Jana Hoffmana, Michała Klimka, Aleksandrę Owcę oraz Monikę Piątkowską (wspólną kandydatkę KO i PSL). Odmówiono natomiast zgłoszeniom Mariana Banasia, Stanisława Kułacha i Marii Ratuszyńskiej.
W przypadku trzech kandydatów podpisy wciąż miały być weryfikowane. Chodzi o Bartosza Bocheńczaka, Darię Gosek-Popiołek i Sławomira Pietrzyka. Przewodniczący komisji przekazał, że decyzje w ich sprawie zostaną podjęte we wtorek.
Trzęsienie ziemi w Konfederacji. Sławomir Mentzen zapowiada czystki
Reakcje samego zainteresowanego Bartosza Bocheńczaka z Konfederacji oraz lidera partii Sławomira Mentzena potwierdzają jednak, że ugrupowanie ostatecznie nie będzie miało swojego kandydata na prezydenta w Krakowie. Sławomir Mentzen wściekł się i w mediach społecznościowych poinformował o decyzjach, które podjął w związku z nieudanym startem przedstawiciela formacji.
Jak zaznacza, przyczyną nieudanej rejestracji było to, że spośród około 5000 zebranych podpisów, ponad 2000 było błędnych. Podpisujący mylili bowiem adres zamieszkania z... adresem zameldowania. Mentzen określa te przepisy "absurdalnymi", co jednak nie zmienia faktu, że innym kandydatom udało się bez problemu zarejestrować.
"Przy całej mojej sympatii do Bartosza Bocheńczaka, podziwie dla wielkiego zaangażowania w kampanię w Krakowie, oraz wdzięczności za perfekcyjne wykonywanie funkcji szefa sztabu mojej kampanii prezydenckiej, nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji" – zaznacza Mentzen w serwisie X, po czym przechodzi już do konkretów i oznajmia o wielkich czystkach w krakowskich strukturach partii.
"Odwołuję Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawieszam wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich, oraz przekazuję ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę" – oznajmił Sławomir Mentzen.
Na koniec lider Konfederacji dodał: "Bardzo mi przykro, że wielomiesięczny wysiłek działaczy, wolontariuszy, sympatyków, a także samego Bartosza Bocheńczaka, został w ten sposób widowiskowo zmarnowany".
Zobacz także
Bartosz Bocheńczak bije się w pierś. Obszerne przeprosiny w sieci
W mediach społecznościowych głos zabrał również sam niedoszły kandydat. "Moja kandydatura na Prezydenta Krakowa nie została zarejestrowana. Zabrakło ważnych podpisów. Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek. Uważałem, że złożenie niemal 5000 podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało – pomyliłem się" – napisał Bartosz Bocheńczak w serwisie X. Działacz dodał, że ponosi pełną odpowiedzialność za niedopilnowanie procedur przy weryfikowaniu zdobytych podpisów, podkreślając przy tym, że "zawalił".
W swoim wpisie skierował przeprosiny do zaangażowanych w kampanię osób, a szczególnie wolontariuszy. Polityk przeprosił także swoich sympatyków, współpracowników oraz wszystkich innych, którzy udzielili mu poparcia i złożyli podpis pod jego kandydaturą, licząc na oddanie na niego głosu w wyborach na prezydenta Krakowa.
"Jednocześnie chcę Wam wszystkim z całego serca podziękować. Jestem dumny z ludzi, którzy stanęli obok mnie i uwierzyli w tę walkę. Przyjdzie czas na rozmowę o tym, co dalej. Dziś chcę powiedzieć przede wszystkim dwa słowa: Przepraszam i dziękuję" – podsumował. Mimo porażki Bocheńczak zaznaczył, że widzi jeszcze promyk nadziei w zaplanowanym na wtorek ponownym liczeniu głosów poparcia.
Kraków czeka na prezydenta. Nowe wybory po referendum
Zgodnie z procedurami i harmonogramem, sztaby wyborcze miały czas do czwartku do godziny 16:00, aby dostarczyć do Miejskiej Komisji Wyborczej dokumentację z poparciem minimum trzech tysięcy mieszkańców. Proces sprawdzania list ruszył natychmiast po zamknięciu przyjmowania zgłoszeń. Wymagane podpisy dostarczyło łącznie 12 komitetów.
Przypomnijmy, że sprawa majowego referendum w Krakowie, w którego rezultacie odwołany został Aleksander Miszalski, wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi w lokalnym samorządzie. Teraz jednak nadchodzi kolejny burzliwy okres, czyli wybory na nowego prezydenta miasta, którego krakowianie wyznaczą już 27 września. Jeśli w pierwszej turze żaden z kandydatów nie zdobędzie odpowiedniej większości, potrzebna będzie dogrywka, zaplanowana na 11 października. Dodajmy, że pierwsze sondaże zdążyły już wskazać głównych faworytów wyścigu o Kraków.






