
Obrzydliwy, rasistowski wpis Konfederacji, partii zasiadającej w polskim Sejmie, to kalka z najczarniejszych kart goebbelsowskiej propagandy. Zestawienie obywatela Szwecji o bliskowschodnich rysach ze szczurem dowodzi, że partia Mentzena i Bosaka sięga po najgorsze wzorce. Tak samo Niemcy mówili o Polakach, zanim zaczęli nas masowo mordować.
Zrównanie człowieka z gryzoniem to nie jest niewinny żart czy polityczna prowokacja. To czysty rasizm przypominający retorykę Josepha Goebbelsa. Najnowszy wpis Konfederacji to przekroczenie granicy, po którym nie wolno nam już milczeć. Serio ktoś jeszcze wierzy, że to tylko "kontrowersyjny marketing"?
"To nie człowiek, to szczur w naszej stajni". Polityczny cynizm toruje drogę do przemocy
Czyżbyśmy przeoczyli moment, w którym Konfederacja z partii puszczającej oczko do nacjonalistów stała się partią otwarcie rasistowską, całującą się z nazistami? Cóż, wiele na to – moim osobistym zdaniem – wskazuje. Bo jak inaczej rozumieć fakt, że na facebookowym profilu tego ugrupowania ląduje obrzydliwy mem? Ugrupowanie Mentzena i Bosaka najwyraźniej przestało bawić się w jakiekolwiek niuanse i przeszło do otwartej, zoologicznej wręcz dehumanizacji.
Obrzydliwy jest to mem, przedstawia mężczyznę o bliskowschodnich rysach twarzy z podpisem, że chociaż urodził się w Szwecji i ma na imię Ahmed, to Szwedem nie jest. Żeby nikt nie miał wątpliwości, o co chodzi, tuż obok umieszczono zdjęcie szczura w stajni z "błyskotliwą" konstatacją, że gryzoń nie staje się koniem tylko dlatego, że przyszedł na świat w boksie dla koni. Dość to chamskie, dlatego nie będę podawał go dalej, nie będę go tu wklejał. Chcecie, to poszukajcie.
Całość okraszono wywodem lokalnego lidera Ruchu Narodowego i Konfederacji, Krystiana Pacholika, który z powagą godną lepszej sprawy wywodzi o "przynależności do wspólnoty narodowej" i kwituje obowiązkowym hasłem "Polska dla Polaków".
Zdejmowanie tej narracji z poziomu "niewinnego żartu" jest obowiązkiem każdego, kto ma choćby śladową pamięć historyczną. Zrównanie człowieka z gryzoniem to nie jest wypadek przy pracy. Twierdzenie, że miejsce urodzenia i obywatelstwo są niczym w zderzeniu z "krwią i ziemią", to nie jest poszukiwanie definicji wspólnoty.
Obywatelstwo i narodowość to oczywiście dwa różne pojęcia prawne i socjologiczne. Tak samo jak polityk skrajnej prawicy nie musi być od razu rasistą. Ale w tym przypadku rezerwa się wyczerpała – mowa o biologicznym rasizmie w najczystszej, najpodlejszej postaci.
Zobacz także
Strategia szczucia na Ukraińców. "Ja tylko zadaję pytania"
Ten wpis nie wisi w próżni. To zaledwie kolejny element przemyślanej, konsekwentnej strategii szczucia. Przecież od miesięcy obserwujemy, z jaką lubością działacze tej formacji przyłączyli się do systemowej nagonki na uchodźców z Ukrainy. Wystarczy prześledzić ich konta w mediach społecznościowych, by zatonąć w oceanie dezinformacji.
Dzień w dzień, krok po kroku, sufluje się Polakom fałszywe opowieści o tym, że Ukraińcy "drenują ZUS", "żyją na nasz koszt", "piją, g*ałcą i nic nie robią". Kropka w kropkę posługują się ulubioną figurą retoryczną nienawistników: ja niczego nie twierdzę, ja tylko zadaję pytania...
Tymczasem twarde dane wyglądają inaczej. Gdy resort spraw wewnętrznych weryfikował, ilu Ukraińców jest w Polsce, zwracał uwagę przede wszystkim na wysoki poziom ich aktywności zawodowej – czyli coś dokładnie przeciwnego do narracji o "życiu na nasz koszt".
Ta retoryka nie rodzi się wyłącznie w partyjnych gabinetach. Już wcześniej opisywano, jak polscy influencerzy promują antyukraińską retorykę, a wulgarny komentarz o Ukraińcach potrafił zostać nagrodzony statuetką na gali oglądanej na żywo przez setki tysięcy widzów.
Nie jest tajemnicą, że ta strategia się opłaca. Analitycy wprost wskazują, że Konfederacje rosną w siłę, a narracja antyukraińska jest jednym z paliw tego wzrostu – obok zmęczenia wyborców PiS i KO.
Mechanizm jest przy tym dobrze znany badaczom. Dezinformacja zatruwa umysły na tyle skutecznie, że nawet eksperci mają problem z jej rozpoznaniem, jeśli jest podana w odpowiednio przekonującej formie.
Faszyzm zaczyna się od słów. Zaczyna się od mema
Warto zatem zadać parę pytań wprost. Zanim zaczniemy machać ręką i mówić, że to tylko "internetowy ściek" czy "prowokacyjny marketing", przypomnijmy sobie, jak rodzą się najczarniejsze karty historii. Faszyzm nigdy nie zaczyna się od masowych grobów i drutów kolczastych. Faszyzm zaczyna się od słów. Zaczyna się od mema.
Dokładnie taką samą techniką posługiwała się hitlerowska propaganda. Zanim Niemcy zaczęli masowo mordować Polaków, przez lata karmieni byli prasówkami i plakatami, w których przedstawiano nas jako kryminalistów, brudnych podludzi (Untermenschen) i zarazę zagrażającą cywilizacji.
Dokładnie w ten sam sposób – poprzez porównywanie do szczurów i pasożytów w kanonicznym filmie propagandowym "Der ewige Jude" – przygotowywano niemieckie społeczeństwo do Holokaustu. Chodziło o jedno: oswoić obywatela z myślą, że "ten drugi" nie jest człowiekiem. Że jest robactwem, które należy usunąć. Szczurem.
Bałkańska lekcja z lat 90.
Dokładnie tak samo zaczynała się krwawa łaźnia na Bałkanach w latach 90. Zanim sąsiad przyszedł spalić dom sąsiada w Srebrenicy czy Sarajewie, politycy i gazety w Belgradzie i Zagrzebiu przez miesiące porównywały inne grupy etniczne do dzikich zwierząt, szkodników i obcych ciał w "czystej tkance narodowej".
Zawsze zaczyna się od odarcia godności, od prostego mechanizmu: to nie jest człowiek, to szczur w naszej stajni.
Nie trzeba zresztą sięgać do historii, by zobaczyć, dokąd to prowadzi. W sierpniu sieć obiegło nagranie z Poznania – wyzwiska, plucie i fizyczna agresja wobec grupy Ukraińców na jednej z najpopularniejszych ulic miasta, z okrzykami wprost powtarzającymi hasła z internetowych memów.
Kiedy więc oficjalne konto partii zasiadającej w polskim Sejmie publikuje treści odbite z szablonu Josepha Goebbelsa, nie wolno milczeć. Nie ma tu miejsca na pobłażliwe uśmieszki czy dyskusje o "wolności słowa".
To jest brutalne, rasistowskie szczucie, które ma na celu wywołanie lęku i nienawiści. A historia uczy nas jednego: każdy, kto zaczyna od porównywania ludzi do zwierząt, prędzej czy później doprowadzi do tego, że ktoś inny chwyci za kamień lub kij. I będzie przekonany, że robi to w obronie "swojej stajni".






