Co naprawdę zagraża dzieciom? Łukasz Wojtasik ujawnia błędy systemu.
Co naprawdę zagraża dzieciom? Łukasz Wojtasik ujawnia błędy systemu. Fot. naTemat

Fala agresji w szkołach. Łukasz Wojtasik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę w "Rozmowie naTemat" opisuje, jak internetowe grupy mogą oswajać młodych ludzi z przemocą. Szczególnie wtedy, gdy oferują im coś, czego brakuje poza ekranem: uwagę, uznanie i poczucie przynależności.

REKLAMA

Nóż w plecaku można znaleźć. Znacznie trudniej dostrzec moment, w którym dziecko zaczyna uznawać przemoc za coś normalnego. Łukasz Wojtasik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę w "Rozmowie naTemat" opisuje, jak internetowa grupa może wypełnić pustkę pozostawioną przez dorosłych. I dlaczego po kolejnych zatrzymaniach nastolatków potrzebujemy czegoś więcej niż zapewnienia, że szkoły będą lepiej pilnowane.

Przemoc może dawać poczucie przynależności

Ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci online zaznacza, że nie ma żadnego wiarygodnego potwierdzenia, iż omawiane zdarzenia są elementem internetowego wyzwania (o dezinformacji mówił w piątek minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński). Podkreśla też, że przyczyny takich zachowań są zazwyczaj złożone. Nie da się automatycznie przypisać winy rodzicom, szkole czy samemu internetowi.

– Myślę, że to jest bardzo ważne takie wyważone podejście, bo z jednej strony faktycznie doszło do tragedii i doszło też do kilku sytuacji, które oczywiście powinny i napawają niepokojem. Z drugiej strony trudno na podstawie takich sytuacji mówić o skali, czy trudno mówić o trendzie. Trudno też mówić o przyczynach – zaznacza.

Nie oznacza to bagatelizowania zagrożeń w sieci. Wojtasik opisuje mechanizm, w którym dziecko pozbawione uwagi i uznania w najbliższym otoczeniu znajduje grupę oferującą zainteresowanie. Tyle że przynależność może tam wiązać się z akceptacją przemocy i udowadnianiem własnej wartości niebezpiecznymi zachowaniami.

Gdy internetowe otoczenie zawęża się do osób podzielających radykalne przekonania, dziecko może zacząć uznawać je za normę. Jak tłumaczy gość naTemat, młodzi ludzie są mniej krytyczni wobec treści i bardziej podatni na wpływ. Algorytmy podsuwające kolejne skrajne materiały mogą ten proces wzmacniać.

Zamknięte drzwi pokoju nie chronią przed internetem

W rozmowie wspominamy serial "Dojrzewanie", w którym zobrazowana jest zbrodnia 13-latka, którym nożem zabił swoją szkolną koleżankę. Pojawia się tam wątek rodziców, którzy sądzili, że syn pozostający we własnym pokoju jest bezpieczny. Nie wiedzieli jednak, co dzieje się w jego internetowym świecie i w jego głowie.

Dla eksperta to jeden z najważniejszych obrazów rodzicielskiej nieświadomości. Czy znamy influencerów oglądanych przez dziecko? Wiemy, czym się pasjonuje i z kim spędza czas online? Bez tej wiedzy tracimy możliwość rozmowy o postawach i zachowaniach, z którymi się styka. Kontakt nie może zaczynać się dopiero wtedy, gdy wydarzy się tragedia.

– Ale to jest nasza ogromna rola, to znaczy uczestniczmy w życiu dziecka – podkreśla Wojtasik.

Ekspert opowiada się za odkładaniem korzystania z mediów społecznościowych do 15. roku życia. Ocenia, że w obecnym kształcie nie są one bezpiecznym miejscem dla dzieci w wieku 9–12 lat. Zauważa też pułapkę, w której znajdują się rodzice: dziecko gotowe odłożyć telefon pyta, z kim ma spędzać czas, skoro znajomi pozostają online. Dlatego znaczenie ma to, ilu dorosłych podejmie podobną decyzję i pomoże dzieciom budować relacje poza ekranem.

Dziecko zgłasza zagrożenie. Co robią dorośli?

W szkole kluczowe jest zaufanie. Łukasz Wojtasik wskazuje, że zintegrowana społeczność, w której uczniowie znają się i mają relacje, sprzyja ograniczaniu przemocy oraz zgłaszaniu niepokojących sytuacji. Samo zapisanie procedur nie wystarczy.

– Żeby dziecko zgłosiło, musi mieć pewność, że to zgłoszenie zostanie dobrze zagospodarowane – mówi.

Tymczasem w rozmowach z dziećmi ekspert słyszy o zgłoszeniach, po których nic się nie wydarzyło, a nawet o konsekwencjach ponoszonych przez osoby szukające pomocy. Wskazuje również na niewłaściwe konfrontowanie zgłaszających ze sprawcami. Takie reakcje podważają zaufanie, od którego może zależeć ujawnienie kolejnego zagrożenia.

Bramki przy wejściu nie rozwiążą problemu przemocy poza szkołą. Podobnie ograniczenie telefonów, które Wojtasik popiera, samo nie usunie cyberprzemocy ani szkodliwych treści. Potrzebne są kompetentne reakcje dorosłych, praca nad relacjami i dostępna pomoc psychologiczna również przed kryzysem.

Platformy też muszą odpowiadać za bezpieczeństwo

Odpowiedzialność nie kończy się na rodzinie i szkole. Wojtasik mówi o rozczarowaniu samoregulacją firm technologicznych. Domaga się rozwiązań, które pozwalają rzeczywiście kontrolować bezpieczeństwo usług, weryfikować wiek użytkowników i egzekwować usuwanie szkodliwych treści. Popularność nadawcy nie może usprawiedliwiać promowania przemocy.

Nie wierzy również w ogólnopolskie zamknięcie szkół na jeden dzień i doraźną naradę jako odpowiedź na strach. Pomoc powinna trafiać przede wszystkim tam, gdzie doszło do tragedii, a działania chroniące dzieci trwać także wtedy, gdy temat zniknie z nagłówków.

Pełna "Rozmowa naTemat", której gościem jest Łukasz Wojtasik, ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci w sieci z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, dostępna jest na górze strony oraz na naszym kanale YouTube pod tym linkiem.