Udaremniony zamach czy polityczna ustawka?
Udaremniony zamach czy polityczna ustawka? Fot. naTemat.pl

Informacja o zaplanowanym zamachu na Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza postawiła na nogi służby specjalne. To dobrze. Ale i krzykaczy. Wystarczyła chwila, by w sieci okrzyknięto "zamachowcem" przypadkowego człowieka z kamerką internetową, podczas gdy prawdziwy podejrzany trafiał do aresztu. Jedni mówią o sprawnym uderzeniu ABW, inni widzą w tym zasłonę dymną dla kryzysu w szkołach.

REKLAMA

Zatrzymanie 60-latka z Dolnego Śląska miało być dowodem na skuteczność państwa, a stało się areną politycznej nawalanki i komicznych pomyłek na Twitterze. Zapraszamy na analizę wydarzeń, w której odrzucamy partyjną demagogię i sprawdzamy, gdzie przebiega granica między realnym zagrożeniem a PR-owym teatrzykiem.

Od szkolnych tragedii po udaremniony zamach. Polska sieć wyśmiała nie tego człowieka

W niedzielny poranek Centrum Antyterrorystyczne ABW stało się centrum dowodzenia akcją, która wstrząsnęła polską sceną polityczną. Do Służby Ochrony Państwa wpłynął niepokojący sygnał: ktoś planuje zamach z użyciem broni palnej na życie premierów Donalda Tuska oraz Władysława Kosiniaka-Kamysza. Kilka godzin później na Dolnym Śląsku zatrzymano 60-letniego mężczyznę.

Rozbijamy tę sprawę na czynniki pierwsze – bez politycznego zacietrzewienia, ale i bez pobłażliwości dla instytucji państwa.

Mroczne tło. Szkolna agresja i fala narastającego hejtu

Polska znalazła się w cieniu potężnego kryzysu bezpieczeństwa w szkołach – po serii krwawych ataków nożowników na Mazowszu i pladze nastoletnich naśladowców rodzice zaczęli bać się wysyłać dzieci do placówek.

Przypomnijmy, że po tragedii w Leszczydole-Nowinach 15-latek trafił do schroniska i grozi mu proces jak dla dorosłego, a tylko w woj. lubelskim policja zatrzymała siedmioro nastolatków za groźby publikowane w sieci.

Wizerunkowo problem ten zaczął wgniatać rząd w ziemię. Gdy premier zwoływał pilne odprawy w sprawie oświaty, na nagłówki stacji informacyjnych weszła wiadomość o udaremnionym zamachu na niego samego.

Prawica: to wygodny parawan

Opozycja błyskawicznie zbudowała narrację o przykrywaniu nieudolności MSWiA i resortu edukacji. Paliwa do tego pieca dolał były prezydent Andrzej Duda, który w rozmowie z Polsat News stwierdził wprost, że robienie wokół sprawy "wielkiego halo" wygląda na zasłanianie problemów rządu, a dla kogoś z dekadą ochrony SOP groźby to chleb powszedni. Szerzej opisywaliśmy to w tekście od szkolnej przemocy po groźby wobec rządu.

Wcześniej w podobnym tonie wypowiadał się prezes PiS – jak relacjonowaliśmy, Kaczyński reagował na tragedie, łącząc w jednym wpisie trop rosyjskiej wojny hybrydowej z oskarżeniem rządu o nieudolność.

Choć argumentacja o politycznym reżyserowaniu wydarzeń trafiła na podatny grunt, służby broniły decyzji o komunikacji. Rzecznik MSWiA tłumaczył, że oficjalne ujawnienie akcji miało zapobiec niekontrolowanej kuli śnieżnej i spiskowym teoriom.

Komedia w sieci. Wyśmiali całkowicie złego człowieka

To, co wydarzyło się chwilę później w mediach społecznościowych, obnażyło absolutny uwiąd dzisiejszego obiegu informacji.

Gdy w przeciekach pojawiło się imię "Krzysztof", twitterowi śledczy w pięć minut "odnaleźli" zamachowca. Został nim 66-letni lider niszowej, internetowej organizacji, publikujący w sieci absurdalne nagrania z kamerki.

Problem w tym, że... dziennikarze dodzwonili się do niego do domu. Mężczyzna spokojnie siedział w fotelu i nie miał pojęcia, dlaczego robiono z niego terrorystę. Pół Polski przez pół dnia wyśmiewało całkowicie niezwiązaną ze sprawą osobę, udowadniając, jak łatwo wpaść w pułapkę informacyjnej bańki.

To zresztą zjawisko dobrze opisane przez badaczy. Dezinformacja zatruwa umysły na tyle skutecznie, że nawet eksperci mają problem z odróżnieniem wiarygodnej informacji od manipulacji – zwłaszcza w pierwszych godzinach po głośnym zdarzeniu.

Czasem taki chaos jest zresztą produkowany celowo. Przypomnijmy, że za falą fałszywych SMS-ów przed wyborami stała operacja "Euro i Pogrzebowe", czyli dywersja białoruskiego wywiadu, a Polacy przez miesiące obwiniali własną konkurencję polityczną.

Dlaczego czerwona lampka musiała się zapalić?

Kim naprawdę był zatrzymany na Dolnym Śląsku 60-latek? Z informacji zbliżonych do śledztwa wynika, że mail od informatora nie był kolejnym głupim wpisem z cyklu "zniszczę was".

Zgłoszenie miało zawierać dokładny, niepubliczny harmonogram przemieszczania się Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz konkretne adresy.

Specjaliści od lat ostrzegają, jak silnie treści sieciowe formatują odbiorców. Eksperci NASK opisują zgubny wpływ dezinformacji w social mediach jako systematyczne budowanie lęku, gniewu i wrogości wobec otoczenia.

Mamy do czynienia z ponurym obrazem naszej rzeczywistości. Z jednej strony poziom agresji i gwałtownej radykalizacji w społeczeństwie osiągnął poziom, w którym hejt w sieci materializuje się w postaci realnych planów zabójstwa. Z drugiej – politycy i internauci nie potrafią już odróżnić realnego zagrożenia od PR-owej ustawki.