
Ewa Błaszczyk od 26 lat nie poddaje się w walce o swoją córkę Olę. Jej historia jest przykładem ogromnej matczynej siły, choć jak sama przyznaje, siłaczką nie jest. W najnowszym odcinku podcastu "Bliżej. Czule o rodzicielstwie" aktorka wyznaje, jak radzi sobie z tragedią, która dotknęła jej rodzinę.
Rok 2000. W lutym nagle umiera mąż Ewy Błaszczyk, natomiast zaledwie 4 miesiące później jej sześcioletnia córka Ola zachłystuje się tabletką we własnym domu, w obecności mamy i swojej siostry bliźniaczki Marianny. Od tamtych wydarzeń mija już 26 lat, a Ola wciąż pozostaje w śpiączce.
W najnowszym odcinku podcastu MamaDu "Bliżej. Czule o rodzicielstwie" aktorka wyjawia, że wcale nie jest tak silna, za jaką wszyscy ją uważają, a także zdradza, co pomaga jej każdego dnia walczyć.
Szczere wyznanie Ewy Błaszczyk. "Płaczę zwykle w wannie, bo się łatwo zmywa łzy"
Historia Ewy Błaszczyk jest w Polsce powszechnie znana, szczególnie za jej wolę walki i ogromną wiarę. Po wypadku córki aktorka zaczęła działać na rzecz innych dzieci oraz ich rodzin, których dotknęła podobna sytuacja. W 2002 roku założyła fundację "Akogo?", która w 2012 roku doprowadziła do otwarcia kliniki "Budzik". Była to pierwsza placówka w Polsce przeznaczona wyłącznie dla dzieci po ciężkich urazach neurologicznych mózgu. W 2023 roku uruchomiono z kolei podobny ośrodek dedykowany dorosłym pacjentom.
W rozmowie z Natalią Hołownią i Martyną Wyrzykowską Ewa Błaszczyk przypomina początki tej drogi. Wspomina moment, kiedy po wypadku córki usłyszała w szpitalu, że musi go opuścić. Kiedy zapytała "dokąd?", padła odpowiedź, że funkcjonują przecież "fajne hospicja". Zrozumiała wtedy, że skoro brakuje specjalistycznego miejsca dla dzieci w śpiączce, musi je sama zbudować.
Mimo swojej ogromnej determinacji, Ewa Błaszczyk wyznaje, że nie jest siłaczką, za którą uważa ją otoczenie. Tłumaczy, że w życiu pomaga jej pewien "wentyl bezpieczeństwa", którym jest po prostu praca zawodowa. – Nie jestem siłaczką. Płaczę zwykle w wannie, bo się łatwo zmywa łzy. Ja bym powiedziała, że mam wentyl bezpieczeństwa, czyli sztukę, którą ciągle uprawiam – mówi w podcaście.
Aktorka wyjaśnia, że gdy wchodzi do teatru albo do kina, trudne tematy schodzą na drugi plan. Tam poświęca się wyłącznie swoim projektom artystycznym. Zaznacza, że siłę do działania czerpie z energii osób, z którymi współpracuje.
Zobacz także
Balans między dwiema córkami. Ewa Błaszczyk o tu i teraz
Podczas wywiadu pojawił się również temat relacji rodzinnych. Aktorka opowiada o tym, jak poświęcić się ratowaniu jednego dziecka i nie przeoczyć przy tym potrzeb drugiego. Wspomina o doświadczeniach swojej córki Marianny, wspólnych wyjazdach i czasie, który starała się rezerwować wyłącznie dla niej. – Jest Marianna, która chce od życia wszystkiego. I druga, Ola, której przydarzyło się to, co się przydarzyło. Muszę ratować Olę, ale nie mogę odebrać Mani życia – wyjaśnia.
Zaznacza przy tym, że sposobem na funkcjonowanie w tej rzeczywistości jest oparcie się na teraźniejszości i ludziach obok. – Jak przyjmiemy do wiadomości, że jest tylko czas teraźniejszy, to warto tu budować najwięcej. Drugi człowiek jest cholernie ważny. W tej sekundzie, nie jutro – zauważa aktorka.
W rozmowie otwarcie przyznaje też, że nie wraca wspomnieniami do dnia, w którym jej córka zapadła w śpiączkę. – Ja nie wracam do tego dnia, bo z tego nic nie wynika. Coś, co się stało, się stało. Nie ma wczoraj i nie ma jutro, jest tylko czas teraźniejszy – dodaje.
To nastawienie nie oznacza jednak bierności. Ewa Błaszczyk podkreśla, że wciąż nie akceptuje faktu, iż jej córka przebywa w śpiączce, z której może się nie obudzić. Jej codzienna walka polega obecnie na śledzeniu nowinek i szukaniu postępów w światowej medycynie oraz technologii, które w przyszłości mogłyby realnie pomóc Oli.






