
Luksusowa torebka albo perfumy z drugiej ręki w podejrzanie niskiej cenie na Vinted lub innym portalu mogą pochodzić z... grabieży we Francji. Według tamtejszych mediów ucierpiało tam ok. 3 tys. sklepów, a pierwsze ogłoszenia z łupami pojawiły się już w weekend. Problem może mieć też sam kupujący.
Grabieże to rykoszet protestów, w których od września uczestniczą licealiści, a 17 października dołączyły do nich żółte kamizelki i związkowcy, protestujący przeciw drożyźnie i słabej edukacji.
Objęły całą Francję i w wielu miejscach przerodziły się w starcia z policją. Jak opisaliśmy w naTemat, francuskie służby przegrywają na ulicach, a minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez przyznał, że w części miast doszło do utraty kontroli.
Jak rozpoznać skradzione ubrania i kosmetyki na Vinted?
Portal franceinfo zauważa, że już w sobotni wieczór internauci wypatrzyli na Vinted i Leboncoin ogłoszenia z ubraniami, perfumami i makijażem za ułamek sklepowej ceny. Część opisów bez krępacji podawała datę "zakupu" 17 października, a niektóre brzmiały po prostu "Makijaż z 17 października tanio".
Kupujący też wystawiali własne ogłoszenia, np. "szukam makijażu z 17, proszę" albo "szukam ubrań lub butów z 17". Wielu sprzedających zapraszało na Snapchata, a więc poza zasięg moderacji Vinted. Do poniedziałku (19 października) ogłoszenia zniknęły, ale nie wiadomo, czy usunęła je platforma, czy sami autorzy.
Francuski rząd podał platformom listę czerwonych flag. "Rażąco niskie ceny, partie nowych towarów, obecność antykradzieżowych zabezpieczeń lub wyraźna wzmianka o kradzieży" – wylicza komunikat, który cytuje BFM Business. Kupującemu też powinna zapalić się lampka.
Co ciekawe, internauci donoszą, że łupem padają nie tylko drogie marki. "Co? Nawet Decathlon? Nie no. Vinted zalane podejrzanymi, skradzionymi towarami po grabieżach we Francji. Perfumy, designerskie torebki i karty Pokémon pojawiają się na portalach z rzeczami z drugiej ręki" – napisała internautka.
Paserstwo we Francji. Kara grozi także kupującym
Do akcji wkracza komórka VigE-commerce, w której francuski urząd ochrony konsumentów (DGCCRF) pracuje razem z celnikami. Może żądać usunięcia ogłoszenia, a w śledztwie także danych sprzedawcy. Skali nie widać, bo ani eBay, ani Leboncoin nie potwierdzają wzrostu liczby takich ofert.
Za paserstwo grozi we Francji do pięciu lat więzienia i 375 tys. euro grzywny (ok. 1,6 mln zł), a według serwisu BFM Business kara może objąć nabywców, którzy kupili towar świadomie. Przy torebce za ułamek ceny trudno więc zasłaniać się niewiedzą.
W polskim Kodeksie karnym (art. 291) za kupno rzeczy pochodzącej z przestępstwa grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia, a w wypadku mniejszej wagi najwyżej rokiem. Wiedzieć na pewno nie trzeba, bo paserstwo nieumyślne (art. 292) dotyczy też kupującego, który "na podstawie towarzyszących okoliczności powinien i może przypuszczać", że rzecz pochodzi z przestępstwa, a przy znacznej wartości towaru kara sięga 5 lat.
Zobacz także
Vinted usuwa ogłoszenia, a Paryż tropi sprzedających
Zapytane przez franceinfo Vinted zapewnia, że nie ma tu taryfy ulgowej. "Od weekendu nasze zespoły natychmiast podjęły działania, by zidentyfikować i usunąć ogłoszenia, które mogą dotyczyć skradzionych towarów, a my wzmocniliśmy kontrolę podejrzanych ogłoszeń" – przekazała platforma. Kontom łamiącym zasady grozi nawet trwała blokada.
W poniedziałek wieczorem z platformami spotkali się szef handlu Serge Papin i szefowa cyfryzacji Anne Le Hénanff. Jak opisuje BFM Business, firmy zobowiązały się m.in. przekazywać śledczym dane podejrzanych sprzedawców, pilnować także ogłoszeń kupna i uczulać klientów na ryzyko. Pierwszy bilans usuniętych ofert mają dostarczyć w środę (21 października).
17 października na ulice wyszło ok. 550 tys. osób według MSW, czyli o 350 tys. więcej, niż przewidywała policja. Związek CGT mówi nawet o 800 tys. Zatrzymano ponad 1800 osób, a ponad 500 policjantów i żandarmów zostało rannych. W Limoges spłonął 140-letni ratusz.
Winna jest też taktyka. Po krytyce za pacyfikację żółtych kamizelek policja ma zaostrzone procedury i stawia na unikanie ofiar śmiertelnych. Grupy działają w małych, ruchliwych oddziałach, a ciężkie furgony żandarmerii w wąskich uliczkach docierają za późno. I zastają splądrowane sklepy.
Nuñez podał się dymisji, ale Macron jej nie przyjął i przyznał "braki w przygotowaniu i rozpoznaniu". Reakcję prezydenta na protesty opisaliśmy osobno. Do pierwszej tury wyborów prezydenckich w kwietniu 2027 zostało 181 dni. Tymczasem franceinfo informuje, że "żółte kamizelki" zapowiadają "akt II" na sobotę (24 października), więc kolejne włamania i grabieże, a z nimi kolejne podejrzane ogłoszenia na Vinted nie są wykluczone.






