Friedrich Merz
"Deszcz miliardów" spłynie na Niemcy. Fot. Shutterstock

Niemcy miały być kolejnym "chorym człowiekiem Europy". Dziś za Odrą pada jednak kwota, która robi wrażenie nawet na tle budżetów całych państw. Pod inicjatywą "Made for Germany" podpisały się m.in. Amazon, Google, Nvidia i Microsoft. Berlin czeka właśnie na prawdziwy "deszcz miliardów", którego skutki mogą być znaczące dla całej Europy.

REKLAMA

Kryzys energetyczny, problemy z przemysłem, stagnacja, zapaść cyfrowa, biurokracja i wiele innych strukturalnych problemów – taki przekaz o Niemczech pojawia się w przestrzeni medialnej bardzo często.

Wygląda jednak na to, że zła passa naszych sąsiadów może się niedługo odwrócić. Berlin hucznie zapowiada prywatne inwestycje, których możemy mu jedynie pozazdrościć. Mowa tu o gigantycznej kwocie w wysokości 850 miliardów euro, która będzie (a częściowo już jest) wydawana na inwestycje realizowane od końcówki 2025 roku do 2028 roku.

"Made for Germany" ma wskrzesić gospodarkę Niemiec

Środki finansowe dotyczą strategii "Made for Germany", która była ważnym tematem podczas szczytu "Invest in Germany Summit". Wydarzenie odbyło się w dniach 19–20 października 2026 roku w Berlinie.

Nadrzędnym celem inicjatywy "Made for Germany" jest rzucenie wyzwania utrwalonej w ostatnich latach narracji o postępującej dezindustrializacji oraz słabości Niemiec jako lokalizacji biznesowej. Narracji – warto zaznaczyć – nader w Polsce popularnej.

Twórcy strategii przedstawiają ją jako inicjatywę międzybranżową, w którą zaangażowało się aż 147 przedsiębiorstw i inwestorów. Ma ona przynieść gospodarczą odwilż, wzmocnić zaufanie do kraju, przyciągnąć kapitał i pobudzić popyt wewnętrzny.

Sam kapitał jednak nie wystarczy. "Made for Germany" ma być "pomostem pomiędzy gospodarką a polityką". Za tym enigmatycznym określeniem kryje się dialog pomiędzy sektorem prywatnym a państwem, który ma doprowadzić do ograniczenia biurokracji, poprawy innowacyjności i wzmocnienia konkurencyjności Niemiec. Przedstawicielem tego dialogu będzie m.in. Friedrich Merz, który entuzjastycznie wypowiada się o przyszłości kraju. – Widzimy przyśpieszenie wzrostu w 2026 roku pomimo rosnącej presji geopolitycznej i skoku cen energii – przechwalał się w trakcie szczytu niecieszący się nadmiernym uwielbieniem za Odrą kanclerz.

"Made for Germany", ale nie "in Germany"

"Deszcz miliardów", który spłynie na Niemcy, nie będzie pochodził wyłącznie z Europy. Wśród inwestorów znalazł się m.in. amerykański Amazon, który w przyszłym roku wyłoży na berliński stół 16 miliardów euro. – Niemcy są centrum innowacji i jedną z najatrakcyjniejszych lokalizacji inwestycyjnych w Europie – przekonuje David Zapolsky, menadżer w firmie Jeffa Bezosa cytowany przez "Bilda".

Dalsza część artykułu poniżej.

Wśród inwestorów znajdzie się również fundusz BlackRock, technologiczni giganci Google, Nvidia i Microsoft, legendarna Coca-Cola oraz wiele innych firm z USA.

To właśnie kontekst silnego wpływu amerykańskich spółek i dążenie do "poprawienia konkurencyjności" może być niezwykle ważny z perspektywy Polski. Jedną z przyczyn problemów z konkurencyjnością jest dość specyficzna polityka energetyczna (przejawiająca się np. w wygaszaniu elektrowni atomowych), w tym zależność od gazu. Państw, które dysponują kluczowym dla Niemiec surowcem, wcale nie jest tak wiele.

Jednocześnie amerykański biznes preferuje spokój. Niewykluczone więc, że zbliżenie Berlina i Waszyngtonu odbije się pośrednio na – do tej pory dość bezkompromisowej jak na Niemcy – polityce wobec Ukrainy. Zwłaszcza że naciski na Wołodymyra Zełenskiego ze strony Donalda Trumpa w ostatnich tygodniach przyjmują dość intensywną formę.