
Władimir Putin w wojskowym mundurze ogłosił stworzenie 660-kilometrowej "strefy bezpieczeństwa" na terytorium Ukrainy. Wygląda na to, że Kreml przygotowuje karty przetargowe przed potencjalnymi negocjacjami pokojowymi. Niestety, nie wygląda to na zwrot w kierunku dyplomacji.
Władimir Putin spotkał się z kierownictwem Sztabu Generalnego i dowódcami zgrupowań wojsk. W trakcie wizyty rozmawiał o bieżącej sytuacji w – jak to ujął – "strefie specjalnej operacji wojskowej".
Rosyjski dyktator oznajmił, że od początku roku armii rosyjskiej udało się opanować około 6,5 tys. kilometrów kwadratowych terytorium Ukrainy i aż 310 miejscowości. Oczywiście, do jego deklaracji należy podchodzić z dystansem.
Kreml przygotowuje się do działań ofensywnych w zimie
Jednym z celów spotkania była dyskusja o zadaniach na okres jesienno-zimowy, w tym o kwestiach zaopatrzeniowych. Wygląda więc na to, że Putin do serca wziął sobie słowa Wołodymyra Zełenskiego, który wielokrotnie zabiegał, by konflikt rozwiązać przed nadejściem zimy 2026/2027. Rosja zdaje sobie sprawę ze słabości Ukrainy w chłodnych miesiącach. Nie zanosi się jednak na to, by do porozumienia doszło w dogodnym dla Kijowa terminie.
Władimir Putin nawiązał również do ukraińskiej kontrofensywy, która przez pewien czas przysparzała Kremlowi nie lada problemów. – Naszym celem jest zapewnienie pełnego bezpieczeństwa rosyjskich regionów przygranicznych w przyszłości – przekazał. Według jego słów "strefa bezpieczeństwa" ma nie być przedmiotem ewentualnych negocjacji pokojowych z Ukrainą. Oznacza to, że Rosja nie zamierza decydować się na ewentualne ustępstwa terytorialne.
Jak informuje Dmitrij Pieskow cytowany przez Reutersa, planowana strefa bezpieczeństwa ma rozciągać się na 660 kilometrów. Co ważne – obecnie pod kontrolą Rosji jest około 70 proc. powierzchni rzeczonej "strefy". Władimir Putin mówił o "strefie bezpieczeństwa" już wcześniej, nie zapowiadał jednak, że będzie ona wycofana z jakichkolwiek negocjacji pokojowych.
Obecnie nie wiadomo, jaki obszar obejmie planowana strefa bezpieczeństwa. Z przekazu Kremla wynika jednak, że Moskwa może nie chcieć dostosować się do wymogów opracowanego przez USA planu pokojowego. Jak informował niedawno "Washington Post", jednym z jego głównych założeń było zamrożenie frontu – okupowane obecnie tereny trafiłyby pod rosyjską kontrolę, ale Kreml musiałby zrezygnować z roszczeń wobec pozostałej części Donbasu, której nie udało mu się opanować. Według Putina rosyjskie siły opanowały 90 proc. regionu.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Rosja nie zwalnia na froncie
Jak przekazała agencja TASS, Władimir Putin podkreślił również konieczność kontynuowania zmasowanych uderzeń w zakłady przemysłu obronnego oraz centra logistyczne Ukrainy.
"Dowódcy grup bojowych muszą kontynuować realizację zadań w ścisłej zgodności z celami 'specjalnej operacji wojskowej'. Oczywiście, konieczne jest dalsze zadawanie zmasowanych uderzeń w obiekty obronne oraz centra logistyczne przeciwnika" – mówił prezydent Rosji.
Według Putina jest to odpowiedź na ukraińskie ataki na rosyjskie obiekty przemysłowe oraz infrastrukturę paliwowo-energetyczną. Warto zaznaczyć, że Donald Trump niedawno postulował "energetyczne zawieszenie broni", które doprowadziły do wstrzymania ataków na rafinerie ze strony Ukrainy. Jednocześnie Rosja kontynuuje swoje działania.






