Andrzej Domański, minister finansów
Tusk stawia pod Nawrockim minę metodą "na Domańskiego". Fot. Shutterstock

W normalnych czasach byłaby to czysta formalność i mało ciekawy temat, co najwyżej na siódmą stronę gazety. Ale w czasach najtrudniejszej kohabitacji w historii III RP nawet z mianowania na wicepremiera może powstać polityczna draka. Donald Tusk to wie i świadomie podgryza Karola Nawrockiego ws. awansu Andrzeja Domańskiego. Jest w tym polityczny plan, ale też ryzyko.

REKLAMA

Pozycja ministra finansów Andrzeja Domańskiego rośnie z miesiąca na miesiąc. Choć prowadzi on państwo przez czas rekordowego deficytu, to niezmiennie cieszy się ogromnym zaufaniem swojego przełożonego. Domański nieźle się komunikuje, nie generuje wokół siebie kontrowersji, jednocześnie nie ma póki co ambicji na awans do politycznej ekstraklasy (czytaj: zagrożenia Tuskowi w partii).

Po tym jak latem 2025 roku minister finansów stał się dodatkowo ministrem gospodarki, droga do wicepremierostwa stała się otwarta. Tusk uznał, że idealnym momentem na ogłoszenie tej decyzji będzie sejmowa obrona Domańskiego przed opozycyjnym wotum nieufności.

Premier świadomie na mównicy sejmowej użył stwierdzenia "złożę wniosek do prezydenta o mianowanie ministra Domańskiego na wicepremiera polskiego rządu". Oczywiście taka jest droga formalna, ale Donald Tusk otworzył w ten sposób nowe pole do politycznej gry z Karolem Nawrockim. Szybko bowiem zaczęły się spekulacje co do tego czy prezydent na pewno zatwierdzi taką nominację.

Wszak Nawrocki nazywa Domańskiego najgorszym ministrem finansów III RP (co za komplement w stronę Jana Vincenta Rostowskiego!) i regularnie atakuje rząd za to, że utrzymuje rekordowy deficyt i z roku na rok go powiększa.

Szykuje się kolejny spór ustrojowy?

Głowa państwa oczywiście nie ma prawnych możliwości, by takiej nominacji nie przyjąć. Ale Karol Nawrocki coraz śmielej poczyna sobie w dziedzinie naginania przepisów pod swoją wizję prezydentury absolutnej, dlatego jego polityczne środowisko zaczęło podsuwać mu różne pomysły na zablokowanie awansu Domańskiego.

Tusk błyskawicznie na to zareagował, mówiąc przed wylotem do Indii, że "jeśli (Nawrocki - przyp. red.) miałby się zdecydować na złamanie konstytucji w tej kwestii, to musiałbym powiedzieć, że ten scenariusz byłby bardzo dla Polski ryzykowny".

Dlaczego Tusk otwiera kolejny - po ambasadorach i sędziach Trybunału Konstytucyjnego - potencjalny konflikt z Karolem Nawrockim. Moim zdaniem robi to po to, żeby jak najszybciej pokazać systemowe dążenie Pałacu Prezydenckiego do wywrócenia stolika, na którym rozłożony jest ustrój państwa.

Nawrocki nie kryje się z tym, że chciałby, aby Prezydent RP miał znacznie większe kompetencje niż obecnie. I już teraz wiele z nich bez wyraźnych podstaw prawnych przypisuje sobie, łamiąc wieloletnie praktyki, stosowane nie tylko przez Aleksandra Kwaśniewskiego czy Bronisława Komorowskiego, ale też Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę.

Tusk zaprasza Nawrockiego do gry

Donald Tusk początkowo wydawał się bezradny wobec tej taktyki Karola Nawrockiego, który czuł, że jego nieszablonowe decyzje spotykają się z wysokim poparciem społecznym. Do czasu.

Gdy prezydent musiał zrobić krok w tył i podpisał ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów kapitałowych, bo wiedział, że ludzie nie zrozumieją jego weta, premier poczuł krew. Zobaczył bowiem, że taktyka blokowania wszystkiego jak leci przez "wielki pałac" przestaje być momentami opłacalna.

Karol Nawrocki ma teraz kilka dni na to, by zastanowić się jak odpowiedzieć na złożony już na jego biurko wniosek premiera o mianowanie Domańskiego jego zastępcą. Gdy Tusk wróci z Indii trzeba będzie wykonać jakiś ruch. Z całą pewnością Nawrocki będzie chciał podkreślić z całą mocą to, że finanse polskiego państwa są w fatalnym stanie, a osobą, która bezpośrednio za to odpowiada jest właśnie szef resortu finansów.

Problem w tym, że on sam jest współtwórcą tej kiepskiej kondycji. Sierpniowe wyliczenia mówiące o tym, że weta kosztowały nasze państwo już około 8 miliardów złotych zrobiły wrażenie na opinii publicznej, a co za tym idzie na samym otoczeniu Nawrockiego. Dyskusja o Domańskim łatwo może więc stać się dyskusją o "wetomacie".

Brak nominacji wicepremierowskiej dla Domańskiego oczywiście nie sparaliżuje państwa, bo funkcja ta będzie w sporej mierze symboliczna. Ale takie zaniechanie prezydenta da Tuskowi możliwość dalszego budowania narracji o tym, że Karol Nawrocki celowo szkodzi państwu, robiąc wszystko co się da, by zaszkodzić rządowi.

A pamiętamy, że brak podpisu głowy państwa pod nominacjami oficerskimi dla oficerów służb specjalnych skończył się ostatecznie dla prezydenta niczym, bo po paru miesiącach zwlekania ostatecznie awanse zatwierdzono.

Podpis raczej będzie, ale z obowiązkowym show

Dlatego uważam, że do nominacji Domańskiego na wicepremiera Domańskiego ostatecznie dojdzie. Ale przy jej okazji Karol Nawrocki z całą pewnością zrobi co może, by jak najbardziej podkreślić swoje zarzuty wobec ministra finansów i polityki fiskalnej rządu.

Pytanie czy będzie w tym wiarygodny. Bo jak poprawiać finanse państwa, które wydaje już nawet 7% swojego PKB na bezpieczeństwo, jeśli obiecało się w przedwyborczej desperacji Sławomirowi Mentzenowi, że przez pięć lat nie podpisze się żadnej podwyżki podatków?