
Przed 1 listopada przy bramach kolejnych cmentarzy stają czerwone kosze. Wrzucenie jednej rzeczy nie tam, gdzie trzeba, może kosztować nawet 5 tys. zł grzywny. Tyle że takiego pojemnika nie znajdziemy na każdym cmentarzu, a Wrocław świadomie poszedł w zupełnie inną stronę.
Kolorów w segregacji ciągle przybywa, bo kolejne miasta wprowadzają nowe worki na śmieci, np. pomarańczowe na stare ubrania. Do stałej piątki (papier do niebieskiego, metale i plastik do żółtego, szkło do zielonego, BIO do brązowego, zmieszane do czarnego) coraz częściej dochodzi szósty kolor. To czerwone kontenery na odpady niebezpieczne, które przed Wszystkimi Świętymi są ustawiane także przy cmentarzach.
Po co czerwony kosz na cmentarzu? Winne są znicze na baterie
Odpowiedź świeci na coraz większej liczbie grobów. To znicze na baterie, LED-owe i solarne. Jak zauważa Portal Samorządowy, jeszcze kilka lat temu nikt nie potrzebował przy alejkach koszy na elektrośmieci. Dziś takich lampek jest pełno, bo moda cmentarna to "tanio i minimalizm".
W Gliwicach Miejski Zarząd Usług Komunalnych postawił pojemniki na zużyte baterie przy głównych wejściach na cmentarze już jesienią 2025 r. Według zarządu stanęły tam, "aby każdy odwiedzający mógł pozbyć się akumulatorów z elektronicznych zniczy".
Legnica poszła tym samym tropem. Na cmentarzu komunalnym przy ul. Wrocławskiej stanęło sześć pojemników na baterie ze zniczy elektrycznych, a miasto zachęca na swoim portalu, żeby z nich korzystać.
Na początku października dołączyła Nowa Sól, która ustawiła czerwone kosze przy ul. Piaskowej, przy ul. Wandy i na cmentarzu w Otyniu. "Mały gest, a ważny dla środowiska" – podkreśla magistrat na Facebooku.
Znicz LED w zmieszanych? Grzywna sięga 5 tys. zł
W świetle prawa znicz z diodą i baterią to zużyty sprzęt elektryczny, dokładnie jak stary telewizor. Nie wrzucamy go więc ani do zmieszanych, ani do plastiku. Substancje z baterii przenikają do gleby i wody, a uszkodzone ogniwa potrafią zapalić się na składowisku.
Ustawa o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym zabrania wyrzucania elektroodpadów razem z innymi śmieciami. Za złamanie tego zakazu grozi grzywna do 5 tys. zł. Drogo jak na jedną wypaloną lampkę.
Znicze to zresztą niejedyny lokator czerwonego pojemnika. Do czerwonych koszy na śmieci wrzucamy też m.in. baterie, mały sprzęt elektroniczny i tusze do drukarek. Gdy przy bramie stoi czerwony kosz, sprawa jest prosta. Gorzej, gdy go nie ma...
Zobacz także
Wrocław nie stawia czerwonych koszy. Odsyła do PSZOK-u
Od 1 września 2026 r. Wrocław zmienił układ pojemników na wszystkich cmentarzach komunalnych. Przy alejkach zostały tylko kosze na BIO i odpady zmieszane, a szkło i plastik przeniesiono pod główne bramy.
Miasto wyjaśnia na swoim portalu, że wypalone znicze, wkłady i sztuczne kwiaty są sklejone z kilku materiałów i do recyklingu się nie nadają. Wrocławskie cmentarze wytwarzają ok. 2700 ton odpadów rocznie, a ich wywóz kosztuje ok. 4 mln zł.
– Nie chcemy tworzyć pozorów segregacji – mówi Anna Ciesłowska, dyrektorka Zarządu Cmentarzy Komunalnych we Wrocławiu. Czerwonych koszy przy alejkach tam więc nie znajdziemy.
Gdzie oddać znicze ledowe, gdy nie ma czerwonego kosza?
Baterie i znicze elektryczne oddajemy wtedy do PSZOK-u, do czerwonych kontenerów na niektórych osiedlach albo do specjalnych pojemników w sklepach, np. tych z bateriami i elektrosprzętem.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie ma tu wątpliwości. "Zużyte baterie nie powinny być zbierane w komunalnym systemie pojemnikowym" – czytamy w piśmie resortu z października 2025 r.
Samorządy próbują też zmniejszyć górę śmieci, zanim w ogóle powstanie. Już w 2024 r. na krakowskich cmentarzach komunalnych stało 11 zniczodzielni (metalowych regałów, na których zostawiamy kompletny znicz dla kogoś innego). Wystarczy dokupić wkład i lampion zapłonie na kolejnym grobie.






